Just Dance: Decades of Hits - recenzja. Muzyczna podróż przez dekady, która rozkręca każdą imprezę

Data dodania: 13-10-2026

Just Dance: Decades of Hits to dla mnie jedna z tych gier, które najlepiej pokazują, że do dobrej zabawy nie zawsze potrzebujemy skomplikowanych mechanik, rozbudowanego świata czy dziesiątek godzin spędzonych przed ekranem. Czasami wystarczy kilka dobrze znanych piosenek, trochę wolnego miejsca w salonie i znajomi, którzy nie boją się odrobiny wygłupów. Ubisoft postanowił tym razem spojrzeć na historię swojej tanecznej serii z szerszej perspektywy, rezygnując z tradycyjnego oznaczenia rocznego na rzecz muzycznej podróży przez sześć dekad.

Just Dance: Decades of Hits to muzyczna podróż przez sześć dekad

Najbardziej charakterystyczną zmianą w Just Dance: Decades of Hits jest już sam pomysł na całą produkcję. Zamiast kolejnej odsłony z numerem oznaczającym konkretny rok otrzymujemy grę, której tożsamość opiera się na muzycznej podróży od lat 70. aż po lata 20. XXI wieku. To niby drobna różnica, ale w praktyce nadaje całości wyraźniejszy kierunek. Nie chodzi wyłącznie o zebranie nowych piosenek i przypisanie ich do choreografii, lecz o stworzenie kolekcji, która pozwala przeskakiwać między epokami i obserwować, jak zmieniały się muzyka, styl oraz sposób prezentowania tańca. Taki pomysł jest szczególnie trafiony w przypadku gry imprezowej, ponieważ daje każdemu uczestnikowi szansę na znalezienie czegoś dla siebie. Jedna osoba ruszy do klasycznego przeboju ABBY, druga poczuje się pewniej przy hip-hopie z lat 90., a ktoś inny będzie czekał przede wszystkim na współczesny pop. Nie musimy też znać wszystkich utworów, żeby czerpać przyjemność z zabawy, bo Just Dance od zawsze stawiało przede wszystkim na ruch i wspólne przeżywanie muzyki.


Na papierze 35 piosenek może nie robić szczególnego wrażenia, zwłaszcza jeśli porównamy tę liczbę z obszernymi bibliotekami dostępnych już odsłon serii. Nie zamierzam jednak udawać, że sama liczba utworów przesądza o jakości takiej produkcji. Znacznie ważniejsze jest to, czy lista została dobrze skomponowana, a poszczególne choreografie rzeczywiście zachęcają do kolejnych prób. W tym przypadku mamy sześć muzycznych epok: lata 70., 80., 90., 2000., 2010. oraz 2020. Każda otrzymała własną tożsamość wizualną, a twórcy starają się dopasować do niej nie tylko piosenki, lecz także stroje tancerzy, scenografię i ogólny klimat map. Dobrze widać to w zestawieniu kolorowych, roztańczonych światów z bardziej współczesnymi projektami, które często przypominają krótkie, dopracowane teledyski. Nie wszystkie utwory będą równie atrakcyjne dla każdego, ale trudno odmówić tej kolekcji różnorodności. Wybór jest na tyle szeroki stylistycznie, że nawet podczas jednej sesji można przejść od spokojniejszego popu do intensywnego układu wymagającego sporej kondycji.


Just Dance: Decades of Hits nie próbuje udawać gry rytmicznej dla osób pragnących spędzić dziesiątki godzin na doskonaleniu jednej mechaniki. Oczywiście można powtarzać piosenki, poprawiać wyniki i uczyć się coraz dokładniej odwzorowywać ruchy, ale największą siłą produkcji pozostaje jej przystępność. Nie trzeba mieć doświadczenia tanecznego ani znać zasad żadnego skomplikowanego systemu sterowania. Wystarczy uruchomić wybrany utwór, obserwować ruchy prezentowane na ekranie i spróbować nadążyć za choreografią. Na PlayStation 5 taki model rozgrywki sprawdza się dokładnie tak, jak powinien. Gra szybko przechodzi do sedna, a kolejne piosenki można wybierać bez konieczności przebijania się przez długie przygotowania. Właśnie dlatego nowa odsłona Ubisoftu może zainteresować zarówno stałych fanów serii, jak i osoby, które ostatni raz tańczyły w grze wiele lat temu. Nie jest to rewolucja, ale przemyślana próba nadania całej formule nowego charakteru.

Just Dance: Decades of Hits w naszej ofercie:

Lista utworów, która przypomina, dlaczego kochamy muzyczne klasyki

Największym sprawdzianem każdej odsłony Just Dance jest oczywiście dobór piosenek. Można przygotować efektowne animacje, wymyślić kolejne tryby i zadbać o wygodne menu, ale jeśli utwory nie zachęcają do ruszenia się z kanapy, cała reszta traci znaczenie. W Decades of Hits szczególnie spodobało mi się to, że lista potrafi wywołać zupełnie inne emocje w zależności od epoki. Mamma Mia ABBY to przykład przeboju, który niemal sam prosi się o taniec w duecie. Tym razem na ekranie widzimy matkę i córkę, co świetnie współgra z charakterem piosenki i jej lekkim, musicalowym klimatem. Wrażenie jest jeszcze lepsze, jeśli wcześniej poznaliśmy jedną z tych postaci podczas Adventure Mode. Come and Get Your Love zespołu Redbone to z kolei propozycja, która natychmiast przywodzi na myśl filmowych Strażników Galaktyki. Trzy postacie i wyraźna praca bioder sprawiają, że choreografia dobrze wykorzystuje energię utworu. Z kolei ABC to prosty układ, który nadaje się na początek zabawy, szczególnie dla młodszych uczestników. W tym zestawieniu nie chodzi o to, by każdy taniec był wymagający, lecz by różne osoby mogły znaleźć własny rytm.


Lata 80. i 90. wypadają szczególnie dobrze, ponieważ to właśnie w tych dekadach znajdziemy wiele utworów, które aż proszą się o imprezową oprawę. It's Tricky Run-DMC daje możliwość wyboru między dwoma trenerami, których style poruszania się nieco się różnią. Dzięki temu nawet ponowne przejście tej samej piosenki może przynieść trochę inne wrażenia. Nieco mniej przekonało mnie Uptown Girl Billy'ego Joela. Sam utwór bardzo lubię, ale choreografia wydaje mi się mniej zróżnicowana, niż oczekiwałem. Na szczęście rekompensuje to Jump, przy którym trzeba już znacznie intensywniej pracować całym ciałem. Kolorowa, niemal automatowa scenografia, światła i motywy przypominające salon gier dobrze pasują do energetycznego charakteru piosenki. Jeszcze lepiej wypada Wannabe Spice Girls. To jeden z tych przebojów, które potrafią rozkręcić nawet osoby początkowo nieprzekonane do tańczenia przed telewizorem. Układ jest zróżnicowany, ale jednocześnie na tyle logiczny, że można stosunkowo szybko złapać jego rytm. Po raz pierwszy w głównej serii pojawia się tu choreografia przygotowana z myślą o pięciu trenerach. Jeżeli uda wam się zebrać taką ekipę w jednym salonie, polecam wcześniej odsunąć stolik kawowy i zabezpieczyć wszystko, co mogłoby ucierpieć podczas wspólnego występu.


Wśród piosenek z lat 2000. moim osobistym faworytem okazało się Bye Bye Bye zespołu *NSYNC. Mam wrażenie, że ten utwór został stworzony do wspólnego odgrywania występu boysbandu. Choreografia nie jest szczególnie trudna do opanowania, a mimo to daje sporo satysfakcji, zwłaszcza gdy można zsynchronizować ruchy z kilkoma znajomymi. Stronger Britney Spears również dobrze wykorzystuje sceniczny charakter oryginału i pozwala przez chwilę poczuć się jak gwiazda popu występująca przed publicznością. Zaskoczył mnie natomiast In Too Deep Sum 41. Jako nastolatek słuchałem tego utworu bez końca, ale nigdy nie zastanawiałem się, jak można przełożyć jego energię na taneczną choreografię. Efekt okazał się dość osobliwy, jednak trudno zaprzeczyć, że podczas zabawy można się porządnie wyskakać. W nowszej części zestawienia wyróżnia się Give Me Everything, czyli prawdziwy imprezowy pewniak, w którym różne zestawy ruchów i wymieniające się solówki dobrze budują dynamikę występu. Fani K-popu powinni zwrócić uwagę na More & More zespołu TWICE, choć to propozycja wymagająca większej liczby prób. Z kolei NUEVAYoL Bad Bunny'ego oferuje bardziej latynoski charakter i dobrze sprawdza się w duecie. Lista nie jest pozbawiona słabszych dopasowań, ale ma wystarczająco dużo mocnych punktów, żeby nie traktować jej jak przypadkowej składanki.

Wygenerowane z AI

Adventure Mode, czyli po co nam fabuła w Just Dance?

Największą nowością w Just Dance: Decades of Hits jest Adventure Mode. Ubisoft przygotował tryb przygodowy, w którym wcielamy się w taneczną podróż przez sześć światów inspirowanych kolejnymi dekadami. Punktem wyjścia jest historia Lyry Gigavolt, która próbuje uratować swojego ojca, doktora Gigavolta, zagubionego w czasie. Nie należy spodziewać się fabuły, która będzie konkurować z rozbudowanymi grami przygodowymi. To raczej sympatyczna rama dla kolejnych wyzwań, dzięki której przechodzenie od jednej piosenki do następnej zyskuje dodatkowy sens. Zamiast po prostu otwierać bibliotekę utworów i wybierać kolejne pozycje, ruszamy w podróż z konkretnym celem. Poszczególne plansze mają własny wygląd i nawiązują do charakterystycznych elementów kolejnych epok, a sama przygoda przeplata taniec z prostymi aktywnościami. To rozsądny sposób na urozmaicenie formuły, która w poprzednich latach często opierała się przede wszystkim na rozgrywce opartej na pojedynczych piosenkach. Wprowadzenie fabularnego kontekstu sprawia, że gra jest nieco bardziej spójna, a osoby lubiące odblokowywać kolejne elementy mają dodatkowy powód, by kontynuować zabawę.


Adventure Mode nie ogranicza się wyłącznie do przechodzenia kolejnych utworów. Po drodze trafiamy na quizy, proste gry polegające na sortowaniu oraz inne miniaktywności, które pozwalają na chwilę oderwać się od właściwego tańczenia. Za wykonywanie wyzwań zdobywamy postępy i nagrody, co daje przyjemne poczucie, że każda kolejna sesja prowadzi do jakiegoś celu. Warto też podkreślić, że tryb można przechodzić samotnie albo w lokalnej kooperacji, nawet w grupie liczącej sześć osób. Dzięki temu historia Lyry nie musi być wyłącznie dodatkiem dla osób grających w pojedynkę. Można potraktować ją jako główny punkt rodzinnego wieczoru, podczas którego uczestnicy wspólnie odkrywają kolejne światy i sprawdzają swoje umiejętności. Istotne jest również to, że postępy w kampanii są oddzielone od standardowych wyników i rankingów. To oznacza, że Adventure Mode pełni przede wszystkim funkcję osobnego doświadczenia, a nie alternatywnej drogi do poprawiania rezultatów w głównej części gry. Wszystkie piosenki z podstawowego zestawu pozostają dostępne w bibliotece niezależnie od postępów w przygodzie, więc nie trzeba odblokowywać ulubionego przeboju przez wykonywanie kolejnych zadań.


Czy fabuła rzeczywiście zmienia sposób, w jaki odbieramy Just Dance? Trochę tak, choć nie przeceniałbym jej znaczenia. Sama historia jest lekka i nieskomplikowana, a miniaktywności nie mają głębi, która zatrzymałaby nas na długo bez towarzyszących im piosenek. Nie o to jednak chodzi. Adventure Mode sprawdza się jako dodatkowa warstwa rozgrywki, która porządkuje zawartość i zachęca do poznawania utworów w określonej kolejności. Zamiast skakać bez celu po bibliotece, możemy potraktować kolejne plansze jak etapy jednej muzycznej wyprawy. Najlepiej działa to w grupie, kiedy poszczególne aktywności stają się okazją do żartów i rywalizacji. Nie każdemu spodoba się takie podejście, bo część fanów prawdopodobnie woli po prostu włączyć ulubioną piosenkę i od razu przejść do tańca. Na szczęście Ubisoft nie zmusza nas do wybierania jednej drogi. Adventure Mode jest dodatkiem do znanej formuły, a nie jej zamiennikiem, i właśnie dlatego oceniam go pozytywnie. To dobry krok w stronę większego zróżnicowania zawartości, choć w przyszłości chciałbym zobaczyć jeszcze więcej pomysłów wykorzystujących potencjał muzycznych światów.

Choreografie i oprawa audiowizualna. Nie każdy taniec musi być idealny

W Just Dance od dawna równie ważne jak sama muzyka są choreografie i sposób prezentowania ich na ekranie. W Decades of Hits twórcy zadbali o to, by poszczególne utwory miały własny charakter, a nie sprawiały wrażenia wariacji na temat jednego układu. Dobrym przykładem jest Crocodile Rock Eltona Johna. Zamiast zwykłej scenografii otrzymujemy animowany świat 3D, który wygląda tak, jakby powstał przy użyciu techniki poklatkowej. Główną bohaterką mapy jest babcia zabierająca nas w szaloną muzyczną podróż po Anglii, a zmiany tła i stroju dodatkowo urozmaicają występ. To jedna z tych choreografii, przy których warto na moment oderwać wzrok od własnych ruchów i docenić pomysłowość oprawy. Nie oznacza to jednak, że sam taniec jest łatwy. Wręcz przeciwnie, układ potrafi zaskoczyć i wymaga większego skupienia, szczególnie jeśli chcemy nadążyć za wszystkimi zmianami. Podobne wrażenie robi Celebration, w którym wykorzystano estetykę inspirowaną latami 80. oraz animację poklatkową. Nie jestem wielkim fanem samej choreografii, ale styl graficzny zdecydowanie zasługuje na uwagę. Widać, że niektóre mapy projektowano tak, by stanowiły małe widowiska, a nie tylko tło dla ruchów trenera.


Nie wszystkie piosenki potrzebują jednak rozbudowanej scenografii i skomplikowanych animacji, żeby dobrze spełniać swoją funkcję. Around the World Daft Punk to przykład układu, który dzięki robotycznym ruchom świetnie pasuje do większej grupy uczestników. Choreografia jest stosunkowo prosta, ale nie staje się przez to nudna, ponieważ jej największą zaletą pozostaje rytm i możliwość wspólnego wykonywania kolejnych figur. Z kolei Feel Good Inc. Gorillaz oferuje dynamiczny, lecz dość łatwy do opanowania taniec, który sprawdzi się nawet na początku dłuższej sesji. Po drugiej stronie mamy More & More, gdzie liczba ruchów i ich tempo sprawiają, że pierwsza próba może zakończyć się niejednym błędem. Właśnie taka różnorodność jest potrzebna grze, która ma trafić do bardzo różnych odbiorców. Osoba szukająca spokojniejszej zabawy może wybrać łatwiejszy utwór, podczas gdy bardziej ambitni gracze będą powtarzać wymagające choreografie, aż wreszcie uda im się uzyskać satysfakcjonujący wynik. Nie wszystkie układy są równie dobrze dopasowane do muzyki. Przy niektórych piosenkach miałem poczucie, że choreografia mogłaby lepiej wykorzystywać ich charakter, ale na szczęście nie jest to problem, który dominuje w całej produkcji. Najczęściej da się znaleźć coś, co po prostu sprawia frajdę.


Warto wspomnieć również o Across All Time, utworze związanym z uniwersum gry i postaciami Lyry Gigavolt oraz jej ojca. Sama mapa dobrze pasuje do motywu podróży przez kolejne epoki, a obecność dwóch postaci sprawia, że utwór najlepiej smakuje w duecie. Podoba mi się, kiedy choreografia i scenografia wzajemnie się uzupełniają, zamiast funkcjonować obok siebie. W takich momentach Just Dance pokazuje, że nadal potrafi zamienić kilka minut tańca w małe widowisko. Z kolei Drop Dead oferuje spokojniejsze ruchy i subtelniejszą choreografię, a jego tło utrzymane w baśniowej estetyce przyciąga wzrok. To dobry kontrast dla bardziej intensywnych piosenek, przy których po kilku minutach można naprawdę poczuć zmęczenie. W tej odsłonie doceniam właśnie takie przeplatanie stylów. Nie każdy utwór musi być energetycznym pokazem, bo przy dłuższej zabawie potrzebujemy także chwili oddechu. Oprawa graficzna pozostaje jedną z mocniejszych stron produkcji, choć jej odbiór zależy od konkretnej mapy. Niektóre pomysły zapadają w pamięć od razu, inne są po prostu poprawnym tłem dla muzyki. Całość prezentuje jednak wystarczająco wysoki poziom, by kolejne utwory nie zlewały się w jedną, monotonną sesję.

Just Dance na PS5. Sterowanie, Workout Mode i zabawa w grupie

Na PlayStation 5 Just Dance: Decades of Hits pozostaje wierne podstawowym założeniom serii. To nie jest gra, w której musimy spędzać długie minuty na konfiguracji postaci, analizowaniu statystyk czy poznawaniu skomplikowanych zasad. Najważniejsze jest szybkie rozpoczęcie zabawy, a następnie przechodzenie od piosenki do piosenki. W przypadku produkcji imprezowej ma to ogromne znaczenie, ponieważ nikt nie chce tracić połowy wieczoru na tłumaczenie znajomym, jak uruchomić rozgrywkę. Możliwość wspólnej zabawy nawet w sześć osób daje sporo swobody, a różnorodne choreografie sprawiają, że nie trzeba mieć identycznych umiejętności, by dobrze się bawić. Czasem najlepszym momentem całej sesji okazuje się nie perfekcyjnie wykonany taniec, lecz sytuacja, w której wszyscy gubią rytm w tym samym momencie i próbują wrócić do układu. Właśnie takie chwile stanowią największą wartość Just Dance. Gra nie wymaga, żebyśmy traktowali ją jak sportowy egzamin, choć nic nie stoi na przeszkodzie, by walczyć o coraz lepsze wyniki. Na PS5 produkcja dobrze sprawdza się jako rozrywka uruchamiana na krótko, ale potrafi też wciągnąć na dłuższą sesję, szczególnie gdy zaczynamy wybierać piosenki według kolejnych dekad.


Osobne miejsce należy się Workout Mode, czyli trybowi przeznaczonemu dla osób, które chcą wykorzystać taniec jako formę aktywności fizycznej. Jego podstawowe założenia nie zmieniły się diametralnie. Nadal możemy śledzić czas trwania treningu oraz szacowaną liczbę spalonych kalorii w trakcie sesji. To przydatny dodatek dla tych, którzy chcą połączyć zabawę z ruchem, choć oczywiście nie należy traktować wskazań dotyczących kalorii jako precyzyjnego pomiaru medycznego. Najważniejsze jest to, że odpowiednio dobrana playlista potrafi naprawdę zmęczyć. Hi Lyfe należy do bardziej intensywnych propozycji w zestawie i wymaga częstego zmieniania ruchów, więc po kilku powtórzeniach można poczuć wysiłek. Hot To Go również zachęca do energicznej zabawy, ale przy bardziej rozbudowanych ruchach warto pamiętać o rozgrzewce i nie próbować naśladować wszystkich figur na siłę. W grze znajdziemy także alternatywne choreografie, które w wybranych przypadkach stawiają większy nacisk na ćwiczenia i wysiłek fizyczny. Dobrym przykładem jest Stronger w alternatywnej wersji, gdzie krzesło staje się częścią występu. Takie rozwiązania dodają playlistom nieco praktycznego zastosowania i sprawiają, że wybrane piosenki można potraktować inaczej niż podczas zwykłej imprezy.


Osobną kwestią jest sterowanie ruchem, a konkretnie wykorzystanie smartfona. Funkcja Camera Controller pozwala używać aparatu telefonu do śledzenia ruchów całego ciała, dzięki czemu nie musimy przez cały czas trzymać urządzenia w dłoni. To wygodna alternatywa, szczególnie podczas treningu, kiedy dodatkowy przedmiot mógłby przeszkadzać w wykonywaniu bardziej energicznych figur. Trzeba jednak pamiętać, że sama funkcja nie jest zupełną nowością tej odsłony. Rozwiązanie rozwijano już wcześniej, więc nie byłoby uczciwe przedstawiać go jako przełomowego elementu wprowadzonego specjalnie do Decades of Hits. W praktyce jego przydatność zależy od warunków, w jakich gramy, ustawienia telefonu i tego, czy kamera może prawidłowo uchwycić naszą sylwetkę. Nie oczekiwałbym, że smartfon zawsze zapewni identyczną precyzję w każdej sytuacji. Nadal jest to jednak interesująca opcja dla osób, które wolą swobodniej poruszać całym ciałem. Warto też odnotować, że wersja na Nintendo Switch 2 ma otrzymać osobne ulepszenia techniczne, w tym wyższą rozdzielczość, większą płynność i sprawniejsze poruszanie się po menu. Te zmiany nie powinny być jednak automatycznie przypisywane wersji na PS5, którą testowałem. Na konsoli Sony najważniejsza pozostaje sama zabawa, a pod tym względem podstawowa formuła nadal się broni.

Czy Just Dance: Decades of Hits to udana odsłona serii?

Po kilku sesjach z Just Dance: Decades of Hits mam poczucie, że Ubisoft dobrze zrozumiał, co powinno być najważniejsze w tej serii. Muzyka nadal znajduje się w centrum wydarzeń, choreografie potrafią być pomysłowe, a różnorodność utworów zachęca do zapraszania na parkiet osób o zupełnie innych gustach. Podoba mi się również odejście od corocznego numerowania na rzecz podtytułu, który lepiej oddaje charakter tej konkretnej produkcji. Decades of Hits ma własny motyw przewodni, a sześć dekad nie jest wyłącznie ozdobą na pudełku. Podział znajduje odzwierciedlenie w scenografii, doborze piosenek i nowym trybie przygodowym. Nie oznacza to oczywiście, że wszystko zostało dopracowane idealnie. Część choreografii mogłaby lepiej współgrać z muzyką, a niektóre utwory pozostawiają po sobie mniejsze wrażenie niż największe hity zestawienia. Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że 35 piosenek to liczba, która po pewnym czasie może pozostawić niedosyt osobom regularnie wracającym do serii. Wiele zależy od tego, jak często gramy i czy korzystamy również z dodatkowych możliwości oferowanych przez ekosystem Just Dance. Sama podstawowa lista jest różnorodna, ale miłośnicy bardzo długich playlist powinni mieć świadomość jej ograniczeń.


Największą zaletą nowej odsłony jest dla mnie połączenie nostalgii z przystępnością. Mamma Mia, Wannabe, Bye Bye Bye czy Feel Good Inc. to utwory, które nie potrzebują długiego wprowadzenia, by zachęcić do wspólnego tańca. Jednocześnie gra nie zamyka się wyłącznie na klasykach, bo nowsze propozycje, takie jak More & More, NUEVAYoL czy Drop Dead, pozwalają urozmaicić muzyczną podróż. Adventure Mode jest miłym dodatkiem, który nadaje kolejnym wyzwaniom większy kontekst, choć nie należy oczekiwać od niego rozbudowanej kampanii fabularnej. Doceniam także Workout Mode i alternatywne choreografie, ponieważ dzięki nim gra może pełnić więcej niż jedną funkcję. Jednego wieczoru urządzimy imprezę ze znajomymi, a następnego uruchomimy kilka utworów, żeby trochę się poruszać. Najlepiej wypada to oczywiście wtedy, gdy mamy odpowiednio dużo miejsca i towarzystwo gotowe do wspólnej zabawy. W pojedynkę również można się dobrze bawić, ale właśnie grupowe sesje najlepiej pokazują, dlaczego Just Dance od lat ma swoje miejsce na rynku gier. To tytuł, w którym liczą się przede wszystkim muzyka, spontaniczność i wspomnienia tworzone przy okazji kolejnych piosenek.


Czy poleciłbym Just Dance: Decades of Hits posiadaczom PlayStation 5? Tak, szczególnie jeśli szukają lekkiej gry na spotkania towarzyskie, rodzinne wieczory albo krótkie sesje ruchowe bez konieczności inwestowania w dodatkowy sprzęt do ćwiczeń. Fani serii znajdą tu nowe choreografie, ciekawie przygotowaną podróż przez dekady oraz tryb przygodowy, który urozmaica znaną formułę. Osoby dopiero rozpoczynające przygodę z Just Dance również powinny się odnaleźć, ponieważ poziom trudności jest zróżnicowany, a podstawy można opanować bez większego problemu. Nie jest to jednak produkcja, która w każdym aspekcie wyznacza nowy standard dla całego gatunku. Zestaw utworów mógłby być obszerniejszy, niektóre tańce bardziej dopasowane do piosenek, a część dodatków ma charakter raczej uzupełniający niż przełomowy. Mimo tych zastrzeżeń bawiłem się dobrze i kilka razy złapałem się na tym, że zamiast zakończyć sesję po jednej piosence, wybierałem następną, bo przecież nie mogłem odpuścić jeszcze jednego klasyka. A to w przypadku gry tanecznej jest chyba jednym z najlepszych komplementów. Just Dance: Decades of Hits nie musi wywracać serii do góry nogami, żeby zapewnić udaną zabawę. Wystarczy, że odpowiednio dobiera muzykę, daje nam powód do ruchu i przypomina, że czasem najlepszą rozrywką jest po prostu zatańczenie do ulubionego kawałka.


Just Dance: Decades of Hits ogrywałem w wersji na konsole PlayStation 5. Gra ponadto ukaże się również na konsolach Xbox Series X i Xbox Series S oraz na Nintendo Switch i Nintendo Switch 2.

Ocena:

  • Miałka fabuła w Adventure Mode
  • 35 utworów to trochę mało
  • Camera Controller wciąż wymagania dopracowania
  • Zróżnicowany zestaw utworów
  • Układy taneczne dla każdego
  • Poziom trudności do wyboru
  • Można też pośpiewać dzięki tekstom piosenek na ekranie
  • Nowe plansze prezentują się bardzo ładnie
  • Debiut utworu z piątką trenerów (Spice Girls - "Wannabe")
Wróć

Właściciel serwisu: TERG S.A. Ul. Za Dworcem 1D, 77-400 Złotów; Spółka wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego w Sądzie Rejonowym w Poznań-Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, IX Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS 0000427063, Kapitał zakładowy: 41 687 500,00 zł; NIP 767-10-04-218, REGON 570217011; numer rejestrowy BDO: 000135672. Sprzedaż dla firm (B2B): dlabiznesu@me.pl INFOLINIA: 756 756 756