Lexar Muse to dysk SSD cieńszy od karty. Niestety zabrakło gniazda USB-C
Przenośny dysk SSD coraz częściej staje się dodatkiem do smartfona, a nie tylko akcesorium do laptopa. Nagrywanie materiałów w wysokiej jakości, zdjęcia RAW czy filmy 4K potrafią błyskawicznie zapełnić pamięć telefonu, więc zewnętrzny nośnik jest dla wielu osób zwyczajnie praktyczny. Lexar Muse próbuje rozwiązać ten problem w wyjątkowo bezkompromisowy sposób. To dysk SSD o grubości zaledwie 3,8 mm, którego obudowa na krawędziach zwęża się nawet do 1 mm.
Lexar Muse wygląda bardziej jak karta niż dysk SSD
Pierwsze wrażenie jest naprawdę nietypowe. Lexar Muse ma wymiary 80 × 48 mm, więc pod względem powierzchni przypomina kartę kredytową, ale jego obudowa jest znacznie cieńsza. Producent wykorzystał specjalnie zaprojektowaną płytkę PCB, gęste upakowanie pamięci NAND oraz konstrukcję typu unibody wykonaną z metalu. Dzięki temu udało się stworzyć urządzenie, które zamiast kojarzyć się z klasycznym przenośnym dyskiem SSD wygląda niemal jak cienka karta.
Sama smukłość nie byłaby szczególnie istotna, gdyby Muse miał być kolejnym dyskiem wrzucanym do plecaka obok laptopa. Lexar projektuje go przede wszystkim z myślą o mobilnych twórcach, którzy chcą połączyć dodatkową pamięć ze smartfonem i podczas nagrywania nie nosić przy telefonie dużego, wystającego urządzenia. W takim zastosowaniu każdy dodatkowy milimetr rzeczywiście ma znaczenie, bo dysk przyklejony do plecków telefonu szybko zaczyna być odczuwalnym balastem.
Największy kompromis? Nie znajdziemy tutaj USB-C
Jest jednak haczyk, którego trudno nie zauważyć. Lexar Muse nie ma standardowego gniazda USB-C. Zamiast niego producent zastosował magnetyczne złącze PogoPin oraz specjalny przewód SnapLink, który wykorzystuje sprężynujące piny i magnesy do utrzymania połączenia z dyskiem. Drugi koniec przewodu jest już wyposażony w standardowe USB-C, więc smartfon, tablet czy komputer nie wymagają żadnego nietypowego portu.
To rozwiązanie ma sens z punktu widzenia konstrukcji, ale jednocześnie rodzi pytania o wygodę. W przypadku zwykłego dysku SSD zgubienie kabla nie jest szczególnym problemem, ponieważ można sięgnąć po dowolny kompatybilny przewód USB-C. Tutaj kabel SnapLink staje się znacznie ważniejszą częścią całego zestawu, a dodatkowo magnetyczne połączenie może zostać przypadkowo rozłączone podczas pracy. Nie jest to więc przykład bezkompromisowej miniaturyzacji, tylko raczej świadoma wymiana uniwersalności na mniejsze gabaryty.
1000 MB/s wystarczy nawet do nagrywania 4K
Pod względem wydajności Lexar Muse nie próbuje bić rekordów. Producent deklaruje prędkość odczytu sięgającą 1050 MB/s oraz zapis na poziomie do 1000 MB/s. To wartości zbliżone do wielu przenośnych dysków SSD korzystających z interfejsu USB 3.2 Gen 2, więc nie mamy tutaj sytuacji, w której niewielka obudowa wymusza poważne kompromisy w szybkości.
Taka wydajność jest szczególnie interesująca dla osób korzystających z aparatu w smartfonie. Na kompatybilnych modelach iPhone'a Muse może służyć do bezpośredniego zapisu materiału Apple ProRes 4K z prędkością do 120 kl./s. To rozwiązanie ma praktyczny sens, ponieważ nagrania ProRes potrafią zajmować ogromną ilość miejsca, a zapis bezpośrednio na zewnętrzny dysk SSD pozwala oszczędzać pamięć telefonu. Lexar przewiduje również wykorzystanie Muse do przenoszenia plików między iPhone'em, iPadem i komputerem PC oraz wykonywania kopii zapasowych zdjęć i filmów.
Cena może być większym problemem niż grubość
Lexar Muse ma trafić do sprzedaży w czwartym kwartale 2026 roku w wersjach 512 GB oraz 1 TB. Oficjalne ceny nie zostały jeszcze ogłoszone, ale pojawiające się informacje z targów sugerują około 230 dolarów za wersję 512 GB i 380 dolarów za 1 TB. Przy kursie około 3,85 zł za dolara daje to odpowiednio około 885 zł i 1460 zł, choć są to wartości orientacyjne i nie należy traktować ich jako polskiego cennika.
W związku z tym pojawia się pytanie istotniejsze od tego, czy Lexar Muse rzeczywiście jest najcieńszym dyskiem SSD na rynku. Czy warto aż tak mocno walczyć o każdy milimetr? Dla osoby nagrywającej smartfonem w ProRes i pracującej w podróży odpowiedź może być twierdząca, bo płaski nośnik łatwiej połączyć z telefonem i nie zamienia go w urządzenie obwieszone akcesoriami. Dla kogoś, kto po prostu chce szybki dysk SSD do komputera, nietypowe złącze i potencjalnie wysoka cena mogą być znacznie mniej przekonujące.
Lexar Muse jest więc ciekawym przykładem tego, jak zmienia się rola zewnętrznej pamięci. To już nie musi być małe pudełko leżące obok laptopa, ale element całego zestawu fotograficznego czy filmowego opartego na smartfonie. Producent zdecydował się jednak zapłacić za tę miniaturyzację własną cenę, rezygnując z USB-C na rzecz autorskiego rozwiązania. Dlatego Muse jest znacznie ciekawszy niż zwykły ''cienki dysk SSD''. Pokazuje, że w świecie coraz mniejszych urządzeń czasem można wygrać walkę o milimetry, ale nie da się całkowicie uniknąć kompromisów.
