Marvel's Guardians of the Galaxy: Encore Edition – recenzja. Strażnicy Galaktyki otrzymali drugie życie na Nintendo Switch 2

Data dodania: 05-11-2026

Jeśli miałbym wskazać najbardziej niedocenione gry, Strażnicy Galaktyki na pewno stanęliby w tej kategorii na podium. Po premierze przecierałem oczy, niedowierzając, jak fantastyczna i dopracowana pod względem technicznym była to przygoda. Mimo wszystko znani bohaterowie nie byli w stanie podbić galaktyki, ale jak to mówią, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Po pięciu latach najbardziej dysfunkcyjna drużyna w kosmosie otrzymała kolejną szansę. Tym razem na Nintendo Switch 2.

Strażnicy Galaktyki otrzymali drugą szansę

Można długo dyskutować o tym, co po premierze w 2021 roku nie zagrało. Sporo winy zrzuca się na, powiedzmy sobie szczerze, średnio udanych Avengersów. Nie da się ukryć, że ich debiut z pewnością rzucił cień na kosmicznych kolegów. Jednocześnie powiedziałbym, że równie mocno zawinił tutaj sam marketing, który, nie potrafił nakreślić graczom, czym tak naprawdę są Strażnicy Galaktyki.


Zwiastuny były widowiskowe, a wszystkie udostępniane materiały charakteryzowały się sporą ilością wodotrysków. Oczywiście scenom walki zawsze wtórowały kultowe utwory, które od razu przywodziły na myśl filmową wersję bohaterów. No i właśnie w tym tkwił największy problem. Bo tak naprawdę zgadzała się tu jedynie muzyka. Tymczasem po premierze Guardians of the Galaxy okazało się, że gra jest czymś zupełnie innym. Jest to produkcja bardziej narracyjna, która nie podąża ślepo za kinową wersją Marvela. Paradoksalnie, posiadanie własnej tożsamości sprawiło, że wydawca najwyraźniej się jej przestraszył i pogrążył tytuł, próbując przedstawić go takim, jakim nigdy nie był.


Więc czym naprawdę są Strażnicy Galaktyki? W dużym uproszczeniu jest to przygodowa gra akcji, w której obok walki duży nacisk położono na narrację oraz kreację świata przedstawionego. Jest to również tytuł liniowy, więc nie oczekujcie wielkich otwartych przestrzeni do zwiedzania. Bez dwóch zdań największą siłą produkcji była bardzo dojrzała, błyskotliwie przedstawiona historia, której nie straszne były zarówno emocjonalne momenty, jak i zabawne sytuacje. Tak mocnej chemii pomiędzy poszczególnymi członkami drużyny próżno szukać, nawet we współczesnych tytułach, które często pod tym względem przy Strażnikach wypadają wręcz... przyziemnie. Tymczasem już pierwsza misja w Guardians of the Galaxy uzmysławiała, że mamy do czynienia z grą iście kosmiczną.


Niestety, albo może właśnie stety, minęło pięć lat, zanim kolejni gracze mogli się o tym przekonać. Stało się to możliwe dzięki wydanej właśnie edycji Encore, która z hukiem zaczęła rozpychać się na Nintendo Switch 2. Zupełnie szczerze, mam nadzieję, że duża popularność konsolki przełoży się również na zainteresowanie grą i już wkrótce będziemy mogli mówić o odrodzeniu Strażników Galaktyki.

Marvel's Guardians of the Galaxy: Encore Edition w naszej ofercie:

Kosmiczni bohaterowie wychodzą z chmury

Warto jeszcze napisać, że wydanie Encore ma tak naprawdę podwójne znaczenie. Nie jest to bowiem pierwsza próba podbicia konsoli Nintendo przez Strażników Galaktyki. W 2021 roku została wydana – o ile można to tak nazwać – tak zwana Cloud Version, która, jak sama nazwa wskazuje, przeczyła wszelkiej logice grania na przenośnej konsoli. Mówiąc bardziej precyzyjnie, tytuł nie działał wówczas bezpośrednio na Nintendo Switch, a jego obraz był w całości przesyłany strumieniowo przez internet. Można więc powiedzieć, że konsolka dosłownie pełniła funkcję odbiornika transmisji. I był to prawdziwy koszmar dla graczy.


Nie da się ukryć, że wielu fanów Switcha preferuje granie przenośne. To zwyczajnie wygodne rozwiązanie, które pozwala zabrać swoje ulubione gry w każde miejsce. Właśnie tę możliwość przekreślała wersja chmurowa, wymagająca ciągłego, a do tego szybkiego połączenia z internetem. Jeśli chcieliście pojechać nad jezioro czy wybrać się w bardziej ustronne miejsce, mogliście co najwyżej przeglądać zrobione w grze zrzuty ekranu. A to jednak mało pocieszające. Nic zatem dziwnego, że sam pomysł, delikatnie mówiąc, nie spodobał się graczom i tylko niewielka liczba tytułów korzystała z takiego rozwiązania. Ale to już temat na zupełnie inną dyskusję.


Obecnie ważniejsze jest to, że w końcu zdecydowano się wydać Strażników Galaktyki na kartridżu. No, tak jakby, bo gra trafiła na konsolę jako Game-Key Card. Jest to nieco zabawne, biorąc pod uwagę, że zajmuje jedynie 45 GB i z powodzeniem zmieściłaby się na największym nośniku oferowanym przez Nintendo. No ale dobrze, nie ma tego złego. Przynajmniej teraz możemy pobrać całość i bez przeszkód grać offline. Nie wiem, jak Wy uważacie, ale dla mnie jest to kolosalna różnica. Wybierając mniejsze zło, zdecydowanie częściej sięgam po takie wersje gier niż wydania cyfrowe.

Wygenerowane z AI

Ulepszenia Rocketa dają radę na drugim Switchu

Zapomnijmy jednak o złej chmurze i skupmy się na teraźniejszości. Ta przedstawia się całkiem interesująco. Zacznę od tego, że Encore Edition nie jest remasterem ani rozbudowaną wersją gry. Przynajmniej nie w takiej formie, jak zwykle się o tym myśli. To przede wszystkim oryginalni Strażnicy Galaktyki przeniesieni na nową platformę – w tym przypadku Nintendo Switch 2 – co pozwala również wykorzystać możliwości i zalety konsoli.


Po chwili grania najbardziej rzucają się w oczy oczywiście nowe, ekskluzywne dla tej wersji stroje, które nawiązują do rockowej muzyki lat 80. Przypuszczalnie idealnie pasują więc do gry, ale… Jak zawsze w takich przypadkach jest to kwestia gustu i ogólnie pojętej estetyki. Mnie nowe ubrania totalnie nie przypadły do gustu. O ile do samego ich wykonania nie mogę się przyczepić, o tyle w moim odczuciu należy je traktować jako zabawny, choć niekoniecznie klimatyczny dodatek kosmetyczny. Pograłem chwilę, sprawdziłem, jak prezentują się podczas rozmów i walki, po czym dość szybko odłożyłem je do szafy. Stroje zdobywane w trakcie przygody zdecydowanie bardziej mi odpowiadały.


Jednocześnie odnoszę wrażenie, że ogólnie wprowadzone zmiany są kierowane jedynie do wybrańców albo osób, które chcą przez chwilę pobawić się w nieco inny sposób w znanej sobie grze. Poza kosmetyką na Nintendo Switch 2 otrzymujemy możliwość sterowania ruchem za pomocą Joy-Conów, a także korzystania z trybu myszki. To ciekawy… że tak powiem, bajer i fajnie, że grę przygotowano z myślą o unikalnych możliwościach konsoli. Mimo wszystko Strażnicy Galaktyki już w pierwotnej wersji sprawdzali się wręcz rewelacyjnie, więc nie widzę najmniejszego sensu, by rezygnować z klasycznego sterowania. To nadal jest bardzo responsywne i świetnie opracowane.


Gra posiada również pełną polską wersję językową. Sam co prawda nie jestem zwolennikiem dubbingu, ale bez namysłu skorzystałem z wersji kinowej, która okazała się całkiem poprawna i nie raziła szczególnie w oczy. Jedynie sposób wyświetlania napisów, a raczej ucinania zdań na ekranie podczas rozmów, bywał irytujący. Dubbing wypróbowałem podczas jednej misji. Nie był koszmarny, ale i tak przywykłem do oryginalnej obsady, więc szybko do niej powróciłem.

Uwaga: Awaria na pokładzie!

Jeśli chodzi o pozostałe aspekty techniczne, to niestety muszę stwierdzić, że bywa różnie. Szczęście w nieszczęściu, że przez te kilka lat ukończyłem Strażników Galaktyki niemal na wszystkich konsolowych platformach, więc bardzo szybko byłem w stanie wyłapać nawet najmniejsze niuanse najnowszej wersji.


Oczywiste jest, że wersja na większe konsole prezentuje się znacznie lepiej, jednak muszę przyznać, że hybrydowa odsłona działa i wygląda całkiem dobrze. Zwłaszcza w zadokowanym trybie, w którym gra potrafi osiągnąć stabilne 40 klatek na sekundę przy włączonym trybie wydajnościowym. Osobiście i tak preferowałem jednak granie w trybie jakości, przy 30 klatkach. Może to kwestia przyzwyczajenia, a może już jestem za stary, ale po sprawdzeniu obu wersji naprawdę nie robiło mi to wielkiej różnicy i bawiłem się wybornie.


Nie będę jednak próbował Was czarować. W porównaniu z innymi wersjami gra ma wyraźnie bardziej rozmyte tekstury i potrafi nieco chrupnąć – zwłaszcza podczas walki i dynamicznych sekwencji QTE. Przykładowo, jest to bardzo zauważalne podczas eksploracji Seknarf Dziewięć, gdzie panuje nieustanna burza z ulewą. Mimo wszystko, biorąc pod uwagę możliwości sprzętowe drugiego Switcha, tytuł i tak wygląda solidnie. Jeśli więc nie mieliście porównania, a gracie głównie na konsolce Nintendo, to i tak będziecie zadowoleni.


Niestety, nieco gorzej Strażnicy prezentują się w trybie mobilnym. Podczas walk zauważalne są rozmycia i spadki płynności. Przyznaję, że przez to i tak więcej czasu spędziłem przed telewizorem, by zwyczajnie cieszyć się lepszą jakością rozgrywki. Grać oczywiście jak najbardziej się da i myślę, że po dłuższej chwili przyzwyczajenia wszystko będzie wyglądać poprawnie. No ale właśnie, na tym poziomie poprawności tytuł się zatrzymuje. Osobiście uważam jednak, że sama możliwość przejścia chociaż części tej przygody poza domem jest wartością dodaną i trudno traktować to jako wadę.

To nadal ta sama, świetna gra o Strażnikach Galaktyki

Siłą rzeczy skupiłem się do tej pory głównie na technicznych zaletach i wadach wydania na Switch 2. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że dla wielu osób może to być dopiero pierwsza styczność z przygodami Strażników Galaktyki. Wszystkich posiadaczy konsoli Nintendo w tym miejscu uspokajam: poza oczywistymi, choć nie tak diametralnymi cięciami w oprawie, to nadal ta sama, pełnoprawna gra, którą mogliśmy poznać w 2021 roku. Oczywiście dotyczy to osób, które już wtedy dały szansę tej produkcji. Jeśli natomiast zniechęcił Was kiepski marketing lub, delikatnie mówiąc, niezbyt udani Mściciele, to zaręczam, że naprawdę warto dać jej szansę.


Nie tylko dlatego, że jest to świetna gra – bo jest. Mimo drobnych turbulencji mamy również do czynienia z całkiem udanym, kolejnym zresztą portem na Nintendo Switch 2, którego nie ma się co wstydzić. Tytuł w większości lokacji prezentuje się naprawdę dobrze i szybko przestałem nawet myśleć o tym, że gram na konsoli o słabszych możliwościach technicznych. Kolejny raz dałem się za to wciągnąć świetnej fabule i z przejęciem, a przy tym częstym uśmiechem na twarzy, słuchałem ciągłych przepychanek i docinek Rocketa, Draxa i Gamory. Warto jednak pamiętać, że nie są to wersje postaci, do których część fanów Marvela przyzwyczaiła się dzięki filmom. Zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru znacznie bliżej im do komiksowych odpowiedników. Co ogólnie bardzo mnie cieszy i myślę, że powinno spodobać się również fanom papierowych zeszytów.


Jest jednak pewne spoiwo łączące grową wersję z filmową i jest nim oczywiście muzyka, przy której trudno przejść obojętnie. Oprawa dźwiękowa to jeden z najmocniejszych elementów Marvel's Guardians of the Galaxy: Encore Edition i zdecydowanie nie stanowi jedynie tła dla kosmicznej przygody. Ścieżkę dźwiękową można śmiało podzielić na trzy warstwy. Pierwszą jest prawie 30 licencjonowanych przebojów z lat 80., wśród których znalazły się między innymi "Take On Me" A-ha, "The Final Countdown" Europe, "Call Me" Blondie, "Never Gonna Give You Up" Ricka Astleya czy "Holding Out for a Hero" Bonnie Tyler. Nie zabrakło oczywiście również KISS, Twisted Sister czy Tears for Fears. Do tego należy doliczyć rozbudowane utwory orkiestrowe oraz album nagrany na potrzeby gry przez fikcyjny zespół Star-Lord. Łącznie to ponad pięć i pół godziny muzyki, której z powodzeniem można słuchać nawet po wyłączeniu konsoli.


Co jednak ważniejsze, muzyka stała się tu również częścią samej narracji. I nie mówię jedynie o możliwości zmieniania piosenek na pokładzie Milano. Podczas walk możemy skorzystać z mechaniki narady, w której Star-Lord zbiera drużynę i próbuje zmotywować ją odpowiednimi opcjami dialogowymi. Jeśli mu się uda, otrzymujemy podczas specjalne bonusy. Całej scenie towarzyszy jeden z rockowych przebojów, co potrafi nadać nawet poważnemu starciu diabelnie klimatycznego charakteru.

I Am Groot!

No i podśpiewując, dochodzimy do sedna. Bo znów wszyscy możemy głośno powiedzieć "I Am Groot" i w zasadzie wystarczyłoby to za jakiekolwiek bardziej rozbudowane podsumowanie. Choć w edycji Encore widzę kilka niedociągnięć, nie były one w stanie popsuć mi zabawy. Marvel's Guardians of the Galaxy to nadal świetna przygoda, przy której z wypiekami na twarzy spędza się około 16 godzin – w zależności od tego, jak bardzo szperacie w poszukiwaniu dodatkowych strojów i znajdziek. Dobrze było znów wskoczyć w skórę Star-Lorda i ponownie przeżyć kosmiczne przygody u boku jego towarzyszy.


Dla osób, które miały już okazję zagrać, ale w międzyczasie zaopatrzyły się również w konsolę Nintendo, będzie to świetny pretekst do powrotu. Natomiast dla tych, którzy nigdy nie mieli styczności z tym tytułem lub z jakiegoś powodu go przekreślali, jest to najlepszy moment, by w końcu zmierzyć się z rzeczywistością. Bo prawda jest taka, że Strażnicy Galaktyki to jedna z najbardziej niedocenionych gier ostatnich lat, a teraz możemy dodatkowo zabrać ją wszędzie i to w bardzo przystępnej cenie. Ja już nie mogę się doczekać, aż ponownie zasiądę za sterami Milano i po raz trzeci ukończę grę. Was co prawda nie będę zmuszać do wielokrotnego jej przechodzenia, ale przy nowym wydaniu to grzech chociaż raz nie spróbować.


Wersja Encore została wydana na konsolę Nintendo Switch 2. Marvel's Guardians of the Galaxy jest dostępne również na konsolach PlayStation 5, Xbox Series X, Xbox Series S oraz komputerach PC.

Ocena: 8/10

  • Widoczne spadki animacji
  • Nieco słabsze tekstury
  • Gra działa średnio w trybie przenośnym
  • To nadal ta sama, dobrze napisana historia...
  • ... i zarazem świetna gra akcji
  • Chemia pomiędzy bohaterami
  • Wykorzystanie funkcji NS2
  • Satysfakcjonująca walka i zbieractwo
  • Po prostu kolejny dobry port dużej gry

Paweł Matyjewicz

Autor Media Expert

Dumny tata, pasjonat życia, kultury Azji i technologii. Od lat związany z dziennikarską branżą gier wideo. Miłośnik fantastyki wszelkiego rodzaju. Przez wielu nazywany geekiem, chociaż sam uważa, że do tego określenia mu daleko. Wielbiciel przemyślanych światów, również tych papierowych (stołowe RPG zawsze w sercu). Gdy nie pisze, prawdopodobnie przechodzi japońskiego RPGa, ogląda nowy serial lub robi długie wycieczki ze swoją piesełą o imieniu Buffy.

Przejdź do strony autora
Wróć

Właściciel serwisu: TERG S.A. Ul. Za Dworcem 1D, 77-400 Złotów; Spółka wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego w Sądzie Rejonowym w Poznań-Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, IX Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS 0000427063, Kapitał zakładowy: 41 687 500,00 zł; NIP 767-10-04-218, REGON 570217011; numer rejestrowy BDO: 000135672. Sprzedaż dla firm (B2B): dlabiznesu@me.pl INFOLINIA: 756 756 756