Jestem zarówno fanem komiksów Marvela, jak i klasycznych bijatyk, a do tego uwielbiam oglądać anime, więc produkcja Arc System Works wyglądała wręcz tak, jakby ktoś projektował ją specjalnie pode mnie. Już pierwsze zwiastuny przywoływały mi przyjemne wspomnienia związane z Marvel vs. Capcom, w które swego czasu potrafiłem grać godzinami. Tōkon nie jest jednak prostą kopią tamtej serii, tylko bardzo udaną próbą połączenia komiksowego szaleństwa z charakterystycznym dla japońskiego studia stylem.
W recenzji znajdziesz:
- Marvel i anime spotkały się dokładnie tak, jak chciałem
- 20 postaci, ale i tak kogoś mi tutaj brakuje
- ''Easy to learn, hard to master'' pasuje tutaj idealnie
- Walka potrafi dać w kość, ale właśnie dlatego chce się grać dalej
- Fabuła nie powala, ale bardzo dobrze spełnia swoje zadanie
- Na PS5 gra działa świetnie, ale pecetowcy powinni jeszcze poczekać
- Marvel Tōkon: Fighting Souls to jedna z najlepszych bijatyk w tym roku
Marvel i anime spotkały się dokładnie tak, jak chciałem
Największym atutem Marvel Tōkon: Fighting Souls jest dla mnie oprawa. Arc System Works doskonale wie, jak zrobić bijatykę, która wygląda jak interaktywny serial anime, a jednocześnie nie gubi charakteru bohaterów Marvela. Dynamiczne animacje, mocno zaakcentowane ataki, efektowne kadry podczas specjalnych ruchów i charakterystyczna kreska sprawiają, że niemal każda potyczka wygląda jak żywcem wyjęta z komiksowego pojedynku. To właśnie ten komiksowy klimat tak bardzo przypominał mi Marvel vs. Capcom, które uwielbiałem między innymi za jego nieokiełznaną energię oraz iście bombastyczny charakter.
Jednocześnie twórcy nie próbowali udawać, że jest rok 2000 i wystarczy ponownie wrzucić do gry tych samych bohaterów co zwykle. Marvel Tōkon ma własną tożsamość, a największą niespodzianką okazuje się sposób przedstawienia znanych postaci. Iron Man wygląda niemal jak bohater mechowego anime, Peni Parker wkracza do walki wraz z ogromnym SP//dr, a Spider-Man potrafi wykonywać na ekranie takie akrobatyczne cuda, że momentami wręcz trudno oderwać wzrok od ekranu telewizora. Bardzo podoba mi się również to, że poszczególni wojownicy nie są po prostu modelami z innymi supermocami, ponieważ ich mechaniki naprawdę mocno próbują oddać charakter komiksowych pierwowzorów.
Do tego dochodzą świetne areny, choć mogłoby być ich nieco więcej, i bardzo dobra ścieżka dźwiękowa. Lokacje mają sporo drobnych szczegółów, które fani Marvela z pewnością wyłapią, a muzyka potrafi przeskakiwać od cięższych brzmień po zdecydowanie bardziej japońskie klimaty. Bardzo dobrze wypadają również głosy bohaterów, szczególnie wtedy, gdy zaczynają sobie dogryzać przed walką lub w jej trakcie. W rezultacie mam wrażenie, że Tōkon nie tylko wykorzystuje licencję Marvela, ale naprawdę dobrze rozumie, dlaczego ludzie pokochali tych bohaterów.
20 postaci, ale i tak kogoś mi tutaj brakuje
Na premierę dostaliśmy 20 grywalnych bohaterów i złoczyńców, podzielonych na pięć czteroosobowych zespołów. W skład całego rosteru wchodzą Spider-Man, Ms. Marvel, Star-Lord, Peni Parker, Captain America, Iron Man, Hulk, Black Panther, Storm, Wolverine, Magik, Danger, Doctor Doom, Magneto, Green Goblin, Carnage, Ghost Rider, Blade, Loki oraz Deadpool. To całkiem solidny zestaw i trudno narzekać na brak różnorodności, ponieważ praktycznie każdy znajdzie tutaj kogoś dla siebie.
Mimo wszystko przyznam, że podczas przeglądania listy postaci kilka razy pojawiała się u mnie myśl: ''A gdzie jest Thor?''. To zdecydowanie mój ulubiony bohater Marvela, więc jego brak odczuwam mocniej niż innych postaci. Podobnie szkoda mi Captain Marvel, Gambita czy Daredevila, bo każde z nich mogłoby otrzymać tutaj naprawdę ciekawy zestaw umiejętności. Z drugiej strony jestem dziwnie spokojny, że przynajmniej część tych braków zostanie z czasem uzupełniona, zwłaszcza że twórcy już zapowiedzieli rozwój gry i kolejne postacie.
Póki co moim zdecydowanym faworytem pozostaje jednak Spider-Man. Jego szybkość, zwinność i akrobatyczne popisy są po prostu niesamowite, a granie nim daje dokładnie to poczucie, którego oczekuję od Spider-Mana w bijatyce. Jednocześnie warto podkreślić, że 20 postaci nie oznacza 20 wariantów tego samego wojownika, ponieważ każdy bohater wnosi do drużyny inne możliwości. To szczególnie ważne w późniejszej fazie zabawy, gdy przestajemy wybierać ulubieńców wyłącznie na podstawie sympatii i zaczynamy zastanawiać się, jak poszczególne postacie mogą współpracować.
''Easy to learn, hard to master'' pasuje tutaj idealnie
Jeżeli ktoś do tej pory omijał bijatyki, bo przerażały go skomplikowane kombinacje, Marvel Tōkon może być bardzo dobrym punktem wejścia. Po krótkim zapoznaniu się z podstawami można wejść na arenę i całkiem szybko zacząć robić szalenie efekciarskie akcje. Uproszczone sterowanie pozwala wykonywać część ataków bez konieczności zapamiętywania długich sekwencji, dzięki czemu początkujący gracz nie czuje się od razu jak intruz na turnieju dla zawodowców. To rozwiązanie sprawdza się szczególnie dobrze podczas pierwszych godzin, kiedy najważniejsze jest przecież to, żeby człowiek chciał grać dalej.
Schody zaczynają się później i właśnie wtedy Tōkon pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Drużyna składająca się z czterech wojowników nie jest tutaj wyłącznie efektownym dodatkiem, ponieważ musimy nauczyć się wykorzystywać ich jako jeden organizm. Dochodzą asysty, zmiany postaci, przedłużanie kombinacji, zarządzanie zasobami i odpowiednie wykorzystanie możliwości poszczególnych członków zespołu. Po kilku godzinach można dojść do bardzo ciekawego wniosku: nauczenie się pojedynczej postaci jest dopiero początkiem, a prawdziwa zabawa zaczyna się przy budowaniu własnego stylu walki.
Dlatego określenie ''easy to learn, hard to master'' pasuje do Marvel Tōkon wręcz idealnie. Każdy może odpalić grę, przejść tutorial, wybrać Spider-Mana albo Hulka i po chwili świetnie się bawić, ale już bardziej wymagające pojedynki, szczególnie w trybie rankingowym, wymagają wielu godzin szlifowania umiejętności. Trzeba nauczyć się nie tylko ruchów wybranego wojownika, ale również odpowiedniego zestawiania czteroosobowej drużyny pod własne preferencje. I właśnie to podoba mi się najbardziej, bo gra nie wymaga ode mnie opanowania wszystkiego pierwszego dnia, tylko cały czas daje mi poczucie, że mogę być jeszcze lepszy.
Przeczytaj także: EA Sports UFC 6 - recenzja. Nowy król gier MMA zachwyca realizmem
Walka potrafi dać w kość, ale właśnie dlatego chce się grać dalej
Największą przyjemność daje mi obserwowanie, jak początkowy chaos stopniowo zamienia się w świadome podejmowanie decyzji. Na początku przywołuję partnera głównie dlatego, że wygląda to efektownie. Później zaczynam zwracać uwagę na to, który assist najlepiej zatrzyma przeciwnika, który pomoże mi przedłużyć combo, a który pozwoli bezpiecznie skrócić dystans. W końcu okazuje się, że wybór drużyny przed rozpoczęciem pojedynku jest niemal równie ważny jak sama walka.
Podoba mi się również to, że gra nie zmusza nas od razu do poznania wszystkich swoich systemów. Można zacząć od prostych ataków i stopniowo odkrywać kolejne możliwości, a kiedy pojawia się większa pewność siebie, sięgnąć po bardziej wymagające techniki. W pewnym momencie zaczynamy rozumieć, dlaczego wcześniejsze porażki wyglądały tak, jak wyglądały. To bardzo przyjemny rodzaj progresji, bo nie polega wyłącznie na odblokowywaniu kolejnych rzeczy, lecz przede wszystkim na rozwijaniu własnych umiejętności.
Fajnie działa również system czteroosobowych drużyn, który nadaje potyczkom własny rytm. Zamiast tradycyjnego pojedynku dwóch postaci cały czas czujemy, że za plecami naszego bohatera znajduje się reszta zespołu, gotowa wkroczyć do akcji. Najbardziej efektowne momenty przychodzą wtedy, gdy kilka mechanik zaczyna ze sobą współgrać i nagle z pozornie prostego ataku robi się długa, widowiskowa sekwencja. To właśnie te chwile przypomniały mi, dlaczego kiedyś tak bardzo lubiłem Marvel vs. Capcom, choć Tōkon zdecydowanie kroczy własną ścieżką.
Fabuła nie powala, ale bardzo dobrze spełnia swoje zadanie
Jeżeli chodzi o historię, nie będę zdradzał szczegółów, bo moim zdaniem najlepiej wejść w nią bez większej wiedzy. Powiem tylko, że nie jest to opowieść, która powaliła mnie na kolana, ale jednocześnie naprawdę dobrze się przy niej bawiłem. Kampania została podzielona na kilka historii związanych z poszczególnymi drużynami, a ich komiksowa forma świetnie pasuje do całej koncepcji gry. Nie oczekiwałem od Tōkon kolejnego Spider-Mana 2 i cieszę się, że twórcy nie próbowali na siłę robić z bijatyki wielkiej gry fabularnej.
Kampanię traktowałem przede wszystkim jako okazję do poznania bohaterów i sprawdzenia, jak zachowują się w walce. To zresztą bardzo rozsądne rozwiązanie, bo przy tak dużym nacisku na rozgrywkę wieloosobową historia powinna być raczej dodatkiem niż głównym daniem. Poza nią mamy między innymi tryby pozwalające ćwiczyć konkretne postacie, sprawdzać kombinacje czy mierzyć się z kolejnymi przeciwnikami. Dzięki temu nawet osoby, które nie zamierzają od razu rzucać się do internetowych rankingów, mają co robić.
Najważniejsze jest jednak to, że Marvel Tōkon bardzo szybko pokazuje, gdzie znajduje się jego środek ciężkości. To gra stworzona z myślą o walce i rozwijaniu własnych umiejętności, a nie o wielogodzinnym przemierzaniu świata czy rozbudowanych dialogach. Dla mnie to akurat zaleta, bo dzięki temu każda kolejna sesja może skończyć się pojedynkiem, w którym próbuję poprawić jeden konkretny element swojej gry. A kiedy wreszcie uda się wykonać coś, nad czym wcześniej męczyłem się przez kilkadziesiąt minut, satysfakcja jest zdecydowanie większa niż po kolejnym odsłuchanym dialogu.
Zdjęcie w pełnym rozmiarze


















Na PS5 gra działa świetnie, ale pecetowcy powinni jeszcze poczekać
Marvel Tōkon: Fighting Souls ogrywałem na PlayStation 5 i pod względem technicznym jestem z tej wersji bardzo zadowolony. Gra działa płynnie, sterowanie reaguje tak, jak powinno, a efektowna oprawa i wszędobylskie fajerwerki wizualne ani trochę nie przeszkadzają w prowadzeniu szybkich pojedynków. W przypadku bijatyki to absolutna podstawa, bo nawet niewielkie problemy z płynnością potrafią zepsuć doświadczenie, szczególnie podczas gry sieciowej. Na PS5 tego problemu nie odczułem i właśnie dlatego moja ocena całej produkcji jest tak pozytywna.
Zupełnie inaczej wygląda obecnie sytuacja na PC. W sieci pojawiło się sporo zgłoszeń dotyczących spadków płynności, mikroprzycięć, problemów z obciążeniem procesora oraz działania rozgrywki sieciowej, a część tych problemów wpływała również na crossplay. Twórcy z Arc System Works zareagowali i już po premierze wypuścili dużą aktualizację, która między innymi ograniczyła obciążenie CPU, poprawiła problemy z nagłymi spadkami wydajności oraz kłopotami z kapryśnym klatkażem. To dobry znak, ale skoro sytuacja nadal potrafi zależeć od konfiguracji, ja osobiście dałbym pecetowcom jeszcze trochę czasu przed zakupem.
Nie zmienia to faktu, że pod warstwą technicznych problemów wersji PC znajduje się naprawdę znakomita bijatyka. Mam nadzieję, że twórcy doprowadzą tę wersję do poziomu, na który zasługuje, bo szkoda byłoby, gdyby świetny system walki został przysłonięty problemami z optymalizacją. Tym bardziej że Arc System Works ma doświadczenie w tworzeniu gier, które przez lata żyją dzięki swojej społeczności. Jeśli studio będzie konsekwentnie poprawiać technikalia i jednocześnie rozwijać zawartość, Marvel Tōkon może mieć przed sobą naprawdę długie życie.
Zdjęcie w pełnym rozmiarze

Zdjęcie w pełnym rozmiarze
Marvel Tōkon: Fighting Souls to jedna z najlepszych bijatyk w tym roku
Po ograniu Marvel Tōkon: Fighting Souls mam poczucie, że dostałem dokładnie tę mieszankę, na którą liczyłem od pierwszych zwiastunów. Marvel, klasyczne bijatyki i anime to dla mnie wyjątkowo mocne połączenie, a Arc System Works wykorzystało każdy z tych elementów z dużym wyczuciem. Gra nie próbuje być kolejnym Marvel vs. Capcom, choć potrafi przywołać bardzo podobne emocje. Zamiast tego buduje własną formułę, w której czteroosobowe zespoły, efektowna oprawa i głęboki system walki tworzą zaskakująco spójną całość.
Oczywiście nie jest idealnie. Chciałbym zobaczyć więcej postaci, ale jestem przekonany, że twórcy nie każą nam zbyt długo czekać. Fabuła jest raczej dodatkiem niż powodem, dla którego kupuje się tę grę, a wersja PC na premierę miała zdecydowanie zbyt wiele problemów technicznych, choć pierwsze poprawki pokazują, że twórcy nie zamierzają ich ignorować. Mimo tych uwag zdecydowanie trudno mi jednak odebrać Tōkon to, co udało mu się osiągnąć w najważniejszym aspekcie, czyli sprawienie, że po zakończeniu jednego pojedynku od razu miałem ochotę rozpocząć następny.
Dlatego Marvel Tōkon: Fighting Souls bardzo mocno polecam. To rewelacyjna propozycja nie tylko dla fanów Marvela i bijatyk, ale również dla osób, które zwykle omijają ten gatunek szerokim łukiem. Wystarczy kilka minut, żeby zacząć się dobrze bawić, a potem można spędzić dziesiątki godzin na odkrywaniu kolejnych mechanik, testowaniu drużyn i poprawianiu własnych błędów. Ja już wiem, że Spider-Man na długo zostanie moim podstawowym wyborem, ale jednocześnie mam nadzieję, że przyszłe dodatki pozwolą mi wreszcie zobaczyć na ekranie również mojego ulubionego Thora. Jeśli Arc System Works utrzyma obrany kierunek, Marvel Tōkon może być jedną z tych bijatyk, do których będziemy wracać jeszcze długo po premierze kolejnych gier tego gatunku.
MARVEL Tōkon Fighting Souls ogrywałem w wersji na konsole PlayStation 5. Gra ponadto ukazała się również na komputerach PC.
Ocena: 9/10
- Crossplay PS5 z PC bywa kapryśny
- Zdecydowanie przydałoby się więcej aren
- Mimo wszystko brak kilku istotnych bohaterów
- Oprawa łączy to co najlepsze w komiksach i w anime
- Przystępna, ale jednocześnie oferująca głębię wymagającą treningu
- Naprawdę zróżnicowany zestaw postaci
- Satysfakcjonujący tryb fabularny
- Możliwość budowania własnych czteroosobowych składów
- Ogrom easter eggów związanych z uniwersum Marvela
