Robot Mori jak codzienny towarzysz. Z nim masz stworzyć emocjonalną więź
Technologia coraz śmielej wchodzi do naszych domów. Dla większości osób oznacza to dziś obecność inteligentnego głośnika lub wyświetlacza, który odpowiada na pytania, steruje oświetleniem albo przypomina o spotkaniach. Twórcy firmy OKA uznali jednak, że takim urządzeniom brakuje czegoś ważnego. Są użyteczne, ale trudno zbudować z nimi jakąkolwiek emocjonalną więź. Właśnie dlatego powstał robot Mori.
Jaka jest geneza robota Mori?
Za projektem stoją Wesley Chen i Hua Wang. Drugi z wymienionych przez lata pracował nad rozwiązaniami, które miały przyciągać uwagę użytkowników smartfonów i zachęcać ich do coraz częstszego sięgania po telefon. W pewnym momencie zaczął jednak zadawać sobie pytanie, dlaczego mimo rozwoju technologii roboty nadal nie stały się naturalnym elementem codziennego życia. Doszedł do wniosku, że problem tkwi w naszym wyobrażeniu. Zwykle oczekujemy, że będzie przypominał człowieka i potrafił wykonywać wiele skomplikowanych zadań. To prowadzi do tworzenia dużych, skomplikowanych maszyn, na które niewiele osób chciałoby znaleźć miejsce we własnym mieszkaniu.
Z kolei robot Mori proponuje zupełnie inne podejście. Ma zaledwie 30 centymetrów wysokości, więc rozmiarem przypomina niewielką lampę stojącą na biurku. Jego wygląd od razu przywodzi na myśl grzyb. Na górze znajduje się podświetlany kapelusz, pod nim miękki trzon pokryty tkaniną, a pomiędzy nimi niewielka twarz z oczami i nosem wyposażonym w kamerę. Całość została zaprojektowana tak, by budzić sympatię, a nie respekt. Trudno patrzeć na robota Mori jak na zwykłe urządzenie elektroniczne.
Mori porusza oczami i mruga jak prawdziwe stworzenie
Największe wrażenie robi sposób, w jaki się porusza. Dzięki niewielkim mechanizmom robot może poruszać oczami, mrugać i przechylać się w subtelny sposób. Kiedy użytkownik go uruchamia, robot Mori sprawia wrażenie nieśmiałego stworzenia, które powoli oswaja się z otoczeniem. Zmieniające się światło, ruchy i reakcje tworzą krótkie przedstawienie, dzięki któremu urządzenie wydaje się bardziej żywe niż większość domowej elektroniki.
Robot reaguje na dotyk i głos. W jego materiałowej obudowie ukryto czujniki, a wbudowana sztuczna inteligencja ma z czasem rozpoznawać domowników oraz ich zwyczaje. Twórcy zapowiadają, że zachowanie Mori będzie stopniowo się rozwijać, a urządzenie ma zyskiwać nowe reakcje i cechy charakteru.
To coś więcej niż elektroniczny zwierzak
Choć wygląda jak elektroniczny zwierzak, robot Mori pełni też praktyczną funkcję. Może działać jako lampka, ale jego głównym zadaniem jest pomaganie użytkownikowi w odpoczynku. Po położeniu dłoni na jego „głowie” uruchamiają się programy relaksacyjne. Robot generuje wtedy uspokajające dźwięki i odpowiednio dobrane efekty świetlne, które towarzyszą ćwiczeniom oddechowym. Inspiracją są między innymi lasy i nadmorskie krajobrazy. Celem nie jest dostarczanie informacji, lecz stworzenie chwili wytchnienia od codziennego pośpiechu.
Według OKA Mori ma stać się obecnością, która towarzyszy domownikom każdego dnia. Twórcy porównują go do budzika z własnym charakterem. Urządzenie może witać właściciela po powrocie do domu, a późnym wieczorem sygnalizować, że pora kończyć dzień i przygotować się do snu. Zamiast mówić do użytkownika, zwykle komunikuje się za pomocą ruchu i światła.
Mariusz Bielski
Autor Media Expert
Copywriter. wcześniej związany z dziennikarstwem sportowym przez ponad dekadę. Aktualnie pisze głównie o elektronice użytkowej, choć tematy dotyczące opieki nad zwierzętami również nie są mu obce. Meloman, który muzyki nie słucha tylko wtedy, kiedy śpi. Kolekcjoner płyt winylowych i CD z gatunków takich jak hip-hop, soul, funk i jazz. W wolnym czasie ogląda piłkę nożną, tenis, skoki narciarskie i lekkoatletykę, a latem pływa na kajakach. Koci tata.
