Silent Hill wróci na ekrany. Producent Resident Evil pracuje nad nowym projektem
Kiedy zobaczyłem informację o kolejnym projekcie Silent Hill, moja pierwsza reakcja była mieszaniną ekscytacji i ostrożności. To jedna z moich najbardziej ulubionych serii gier, a drugą część stawiam w swoim prywatnym Top 3 najlepszych gier, w jakie miałem okazję zagrać. Dlatego wiadomość o nowej ekranizacji cieszy mnie, ale jednocześnie zapala w głowie kilka czerwonych lampek.
Silent Hill znowu trafi na ekran. Tym razem za projekt odpowiada Roy Lee
Według profilu Roya Lee opublikowanego przez ''The Wall Street Journal'' producent pracuje obecnie nad około 20 filmami i serialami opartymi na grach. Wśród wymienionych projektów znalazły się między innymi God of War, Battlefield oraz właśnie Silent Hill. Lee jest przy tym jednym z producentów nowego Resident Evil w reżyserii Zacha Creggera, więc jego nazwisko w kontekście kolejnej ekranizacji horroru Konami nie jest przypadkowe. To właśnie jego zaangażowanie sprawia, że informacja szybko obiegła branżowe media.
Na tym etapie trzeba jednak bardzo mocno trzymać się faktów. Nie wiadomo jeszcze, kto miałby napisać scenariusz, kto stanie za kamerą, kto zagra główne role ani nawet czy mówimy o pełnometrażowym filmie, czy może serialu. Nie ma również daty premiery ani szczegółów dotyczących fabuły. Sam fakt, że Silent Hill znalazł się wśród projektów rozwijanych przez Lee, jest więc ciekawą informacją, ale zdecydowanie nie oznacza jeszcze, że za chwilę zobaczymy zwiastun nowej produkcji.
Kultowy horror wciąż czeka na godną ekranizację
Jako fan Silent Hill wszystkie dotychczasowe ekranizacje oglądałem w kinie. Pierwszy film z 2006 roku do dzisiaj potrafi zrobić wrażenie atmosferą, scenografią, potworami i wykorzystaniem charakterystycznych elementów świata stworzonego przez Konami. Późniejsze Silent Hill: Revelation oraz tegoroczny Return to Silent Hill miały już znacznie większy problem z tym, co dla mnie zawsze było najważniejsze, czyli ze scenariuszem i sposobem opowiadania historii.
Nie chcę jednak udawać, że poprzednie filmy były całkowicie pozbawione zalet. Wizualnych dokonań i oprawy audio zdecydowanie nie można im odmówić, bo klimatu Silent Hill trudno tak po prostu się pozbyć. Jako horrory były całkiem zjadliwe, ale jako część uniwersum Silent Hill sprawdziły się moim zdaniem kiepsko. Wszystkie te filmy miały momenty, w których widziałem potencjał na coś naprawdę wyjątkowego, po czym scenariusz sprowadzał całość na znacznie bardziej oczywiste tory.
Filmowy Silent Hill zbyt często wszystko tłumaczy
Siłą Silent Hill nigdy nie było wyłącznie to, że zza rogu wyskoczy potwór. Najważniejsze było pytanie, co właściwie dzieje się z bohaterem i dlaczego oglądamy właśnie taki, a nie inny koszmar. Gry potrafiły zostawić gracza z niedopowiedzeniem, dziwnym symbolem albo sceną, którą można było interpretować na kilka sposobów. To właśnie dzięki temu Silent Hill potrafił siedzieć w głowie długo po wyłączeniu konsoli czy komputera.
Tego chciałbym przede wszystkim od nowych filmów albo seriali. Nie potrzebujemy kolejnej produkcji, która będzie cierpliwie tłumaczyć widzowi, co oznacza każdy potwór, dlaczego pojawiła się konkretna lokacja i jak dokładnie działa lokalny kult. Ten ostatni motyw został moim zdaniem w dotychczasowych ekranizacjach wyeksponowany aż zanadto. O wiele bardziej interesujący jest horror psychologiczny, który przez cały czas trzyma nas w napięciu i sprawia, że z każdym krokiem zaczynamy zadawać sobie kolejne pytania o to, czego właściwie doświadczają bohaterowie.
Wierna adaptacja gry czy serial? Tutaj łatwo o kolejną pułapkę
Osobiście chciałbym zobaczyć możliwie wierne odwzorowanie wydarzeń znanych z gier. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że język filmu jest zupełnie inny niż język gry, a czas ekranowy jest bezlitosny. Nie da się przenieść każdej rozmowy, zagadki, lokacji i fragmentu historii jeden do jednego, a później oczekiwać, że całość nadal będzie działała. Dobry scenariusz musi czasami coś skrócić, połączyć albo opowiedzieć inaczej, żeby zachować sens. W sukurs mógłby przyjść serial, bo większa liczba odcinków daje scenarzystom zdecydowanie więcej miejsca na budowanie atmosfery i rozwijanie bohaterów. Mam jednak inną obawę. Przy takiej formule łatwo popłynąć za mocno w stronę wątków obyczajowych i zapomnieć, że Silent Hill powinien przede wszystkim niepokoić. Po cichu liczę więc po prostu na to, że kolejny projekt będzie lepszy od poprzednich i że następna wyprawa do kina albo wieczór przed ekranem telewizora nie skończy się poczuciem oglądania kolejnej straconej szansy.
To szczególnie ważne teraz, gdy Konami wyraźnie inwestuje w powrót marki. Po Silent Hill 2, Silent Hill f i wydanym właśnie Silent Hill: Townfall seria znów jest obecna na konsolach i komputerach PC, a jej twórcy pokazują, że psychologiczny horror nadal może być fundamentem całego uniwersum. Townfall jest zresztą pierwszą pełnoprawną odsłoną serii przedstawioną z perspektywy pierwszej osoby, co pokazuje, że Silent Hill nadal może eksperymentować bez porzucania swojego charakteru.
Chciałbym, żeby kino wreszcie przestało traktować Silent Hill wyłącznie jako zestaw charakterystycznych potworów, mgły, syreny alarmowej i kultu. To wszystko jest ważne, ale stanowi tylko powierzchnię. Najciekawsze w tej serii zawsze było to, czego nie widzieliśmy do końca i czego nie potrafiliśmy jednoznacznie wyjaśnić. Jeśli nowy projekt Roya Lee zrozumie tę zasadę, być może wreszcie dostaniemy ekranizację, na którą jako gracze czekamy od lat.
