Let's Sing 2027 + Let's Sing ABBA - recenzja. Karaoke, które najlepiej smakuje w gronie przyjaciół
Karaoke ma w sobie coś, czego trudno szukać w większości współczesnych gier. Nie potrzeba rozbudowanej fabuły, setek godzin zawartości ani imponującej oprawy graficznej, żeby zapewnić sobie kilka naprawdę naprawdę udanych wieczorów. Wystarczy dobra muzyka, mikrofon, kilka znajomych osób i odrobina dystansu do własnych umiejętności wokalnych. Dlatego też z dużą sympatią podszedłem do Let's Sing 2027 oraz Let's Sing ABBA, czyli dwóch tegorocznych propozycji dla miłośników domowego śpiewania, które miałem przyjemność sprawdzić w ciągu kilku ostatnich dni.
W recenzji znajdziesz:
- Karaoke, które przywołuje najlepsze imprezowe wspomnienia
- Mikrofon czy smartfon? Wygoda ma swoją cenę
- Let's Sing 2027. Współczesne przeboje i kilka mocnych punktów
- Let's Sing ABBA. Muzyczna podróż, która trafiła w mój gust
- System oceniania i śpiewania. Tutaj nie wszystko działa idealnie
- Za mało różnorodności, ale wspólna zabawa nadal daje radę
- Let's Sing 2027 i Let's Sing ABBA. Czy warto zaprosić je na imprezę?
Karaoke, które przywołuje najlepsze imprezowe wspomnienia
Zacznę od czegoś osobistego, ponieważ trudno mi oceniać gry z serii Let's Sing wyłącznie przez pryzmat mechaniki, liczby piosenek czy dostępnych trybów. Po prostu uwielbiam karaoke. Bardzo miło wspominam domówki, podczas których wspólnie z przyjaciółmi zdzierałem gardło do szlagierów wszelkiej maści, nie przejmując się specjalnie tym, czy trafiamy we wszystkie dźwięki. Czasami ktoś potrafił zaskoczyć naprawdę niezłym wykonaniem, innym razem występ kończył się salwą śmiechu, ale właśnie o to chodziło. Najważniejsze było wspólne spędzanie czasu, muzyka i atmosfera, której nie da się odtworzyć podczas samotnego siedzenia przed ekranem. Dlatego już od pierwszych chwil z obydwoma tytułami miałem poczucie, że wracam do czegoś, co znam i co zwyczajnie sprawia mi przyjemność.
Let's Sing 2027 oraz Let's Sing ABBA korzystają z bardzo podobnego pomysłu. Na ekranie pojawiają się teksty utworów i odpowiednie wskazówki dotyczące wysokości dźwięków, a zadaniem gracza jest śpiewanie zgodnie z prezentowanym zapisem. System analizuje nasz głos i przyznaje punkty za poprawność wykonania, dzięki czemu nawet zwykłe śpiewanie ulubionej piosenki może szybko zamienić się w niewielką rywalizację. Nie trzeba przy tym znać każdego tekstu na pamięć ani mieć profesjonalnego przygotowania wokalnego. Gra prowadzi nas przez kolejne fragmenty utworu, pokazując, kiedy powinniśmy zaśpiewać wyżej, a kiedy zejść do niższych rejestrów. To rozwiązanie sprawia, że do zabawy można zaprosić również osoby, które na co dzień nie mają zbyt wiele wspólnego z grami wideo.
Ważne jest również to, że obie produkcje nie wymagają od uczestników szczególnej znajomości konsolowego świata. Wystarczy uruchomić odpowiednią piosenkę, chwycić mikrofon i zacząć śpiewać. Oczywiście zdobywanie wysokich wyników wymaga nieco wprawy, ale w przypadku imprezowego karaoke nie zawsze jest to najważniejsze. Czasami znacznie zabawniej wypadają występy osób, które zupełnie nie przejmują się punktacją i po prostu dają z siebie wszystko. Właśnie w takich momentach Let's Sing pokazuje swoją największą zaletę, ponieważ potrafi zaangażować nawet tych znajomych, którzy zwykle niechętnie sięgają po kontroler. Szkoda tylko, że twórcy nie zadbali o większą liczbę naprawdę różnorodnych aktywności, bo sama formuła śpiewania po pewnym czasie zaczyna potrzebować dodatkowych bodźców.
Nie traktuję tych gier jako produkcji, które powinny zapewnić rozbudowaną kampanię czy wielogodzinną progresję znaną z dużych gier muzycznych. Ich zadanie jest znacznie prostsze: mają dostarczać rozrywki podczas spotkań, pozwalać rywalizować o najlepszy wynik i zachęcać do odkrywania kolejnych utworów. Pod tym względem podstawowe założenia zostały zrealizowane całkiem dobrze. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zaczynamy przyglądać się temu, jak niewiele zmienia się w samej formule oraz jak duże znaczenie dla komfortu zabawy mają techniczne szczegóły.
Mikrofon czy smartfon? Wygoda ma swoją cenę
Jednym z rozwiązań, które szczególnie doceniam w serii Let's Sing, jest możliwość wykorzystania smartfona jako mikrofonu. Wystarczy zainstalować bezpłatną aplikację Let's Sing Companion, połączyć telefon z grą i można przystępować do śpiewania bez konieczności kupowania dodatkowego sprzętu. To naprawdę wygodne rozwiązanie, zwłaszcza kiedy planujemy większe spotkanie i chcemy zaangażować kilka osób jednocześnie. Nie każdy ma przecież w domu zestaw mikrofonów, a kupowanie dodatkowych akcesoriów tylko po to, żeby od czasu do czasu urządzić karaoke, niekoniecznie musi być opłacalne. Smartfon pozwala ominąć ten problem i sprawia, że próg wejścia jest znacznie niższy. Dzięki temu więcej osób może bawić się wspólnie, bez ciągłego przekazywania sobie jednego urządzenia.
Nie oznacza to jednak, że telefon zapewnia takie same wrażenia jak prawdziwy mikrofon. Moim zdaniem dedykowany sprzęt nadal wygrywa pod względem komfortu użytkowania, jakości przechwytywania głosu i samego poczucia uczestniczenia w karaoke. Trzymanie mikrofonu w dłoni jest po prostu naturalniejsze, a możliwość swobodnego poruszania się podczas śpiewania dodatkowo poprawia atmosferę. Smartfon pełni swoją funkcję, ale pozostaje rozwiązaniem awaryjnym lub budżetowym. Jeżeli ktoś regularnie organizuje imprezy karaoke, zdecydowanie polecałbym zainteresować się odpowiednim mikrofonem USB. Szczególnie że przy większej liczbie uczestników komfort korzystania ze sprzętu zaczyna mieć naprawdę duże znaczenie.
W przypadku Let's Sing 2027 połączenie smartfona z konsolą przebiegało u mnie bez większych problemów. Aplikacja pozwalała wykorzystać telefon zgodnie z przeznaczeniem, a samo przygotowanie do śpiewania nie wymagało niepotrzebnego kombinowania. Właśnie tak powinno wyglądać rozwiązanie, którego głównym zadaniem jest ułatwienie dostępu do rozgrywki. Nie musiałem tracić czasu na wielokrotne próby połączenia ani zastanawiać się, dlaczego urządzenia nie chcą ze sobą współpracować. Dzięki temu mogłem skupić się na tym, co najważniejsze, czyli wyborze piosenek i zabawie. Niestety, zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w przypadku Let's Sing ABBA.
Tutaj napotkałem niemały problem z połączeniem telefonu z grą. Próbowałem różnych sposobów, w tym przełączania wersji gry w menu aplikacji zainstalowanej na smartfonie, ale nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu. Cała procedura okazała się znacznie bardziej kłopotliwa, niż powinna być w produkcji, której jednym z podstawowych atutów ma być łatwość organizowania domowego karaoke. Nie ukrywam, że jest to szczególnie irytujące, ponieważ właśnie wygoda korzystania ze smartfona miała być jednym z powodów, dla których można zaprosić do zabawy większą liczbę osób. W przypadku tej konkretnej produkcji nie polecałbym więc polegania wyłącznie na telefonie, jeżeli nie mamy możliwości wcześniejszego sprawdzenia połączenia. Mikrofon USB może okazać się znacznie bezpieczniejszym wyborem. Mam nadzieję, że twórcy przyjrzą się temu problemowi i przygotują odpowiednią poprawkę, ponieważ takie niedociągnięcie nie powinno występować w grze, która w dużej mierze opiera się na wspólnej zabawie.
Let's Sing 2027. Współczesne przeboje i kilka mocnych punktów
Przechodząc do samego repertuaru, Let's Sing 2027 oferuje na start 35 utworów, które mają reprezentować różne muzyczne gusta. Znajdziemy tutaj zarówno współczesne przeboje, jak i piosenki, które zdążyły już na dobre zadomowić się w radiowych zestawieniach. Na liście pojawiają się między innymi Lady Gaga i Bruno Mars z utworem ''Die With A Smile'', Alex Warren z ''Ordinary'', Ed Sheeran z ''Azizam'', Sabrina Carpenter z ''Espresso'', Ariana Grande z ''we can't be friends (wait for your love)'', a także Drake z ''God's Plan''. Nie zabrakło również Coldplay, Imagine Dragons, Kendricka Lamara, Chappell Roan czy Davida Guetty. Na papierze wygląda to całkiem interesująco, szczególnie jeśli lubimy współczesną muzykę popularną i nie ograniczamy się do jednego gatunku.
Problem polega na tym, że moja osobista sympatia do poszczególnych utworów jest w tym przypadku dość ograniczona. Nie będę udawał, że cała podstawowa playlista przypadła mi do gustu, ponieważ byłoby to zwyczajnie niezgodne z prawdą. Zaledwie kilka piosenek sprawiło, że miałem ochotę wracać do nich częściej, a na czele mojej listy zdecydowanie znajduje się nieśmiertelne ''Iris'' od The Goo Goo Dolls. To jeden z tych utworów, które nawet po wielu latach potrafią wywołać emocje i świetnie sprawdzają się podczas wspólnego śpiewania. Kiedy na ekranie pojawiły się charakterystyczne dźwięki tej kompozycji, od razu wiedziałem, że będzie to jeden z moich ulubionych momentów podczas testowania gry. Szkoda, że podobnych muzycznych strzałów nie znalazłem tutaj więcej.
Nie oznacza to jednak, że lista utworów jest obiektywnie słaba. To raczej kwestia gustu, a ten w przypadku gier karaoke ma przecież ogromne znaczenie. Produkcja może mieć świetnie przygotowany system punktowania, przyjemną oprawę i wiele dodatkowych funkcji, ale jeśli nie znajdziemy na liście piosenek, które naprawdę lubimy śpiewać, trudno będzie nam spędzić z nią dużo czasu. Let's Sing 2027 próbuje trafić do szerokiego grona odbiorców, dlatego zestawienie obejmuje różne style i wykonawców. Niektóre kompozycje sprawdzają się lepiej podczas rywalizacji, inne są przyjemniejsze do wspólnego śpiewania, a jeszcze inne zwyczajnie nie wzbudziły mojego zainteresowania. Mimo wszystko doceniam obecność znanych nazwisk i fakt, że nie ograniczono się do jednego rodzaju muzyki.
Na szczęście z pomocą przychodzi VIP Pass, który znacząco zmienia perspektywę patrzenia na zawartość Let's Sing 2027. Przepustka zapewnia dostęp do katalogu obejmującego ponad 150 dodatkowych utworów, dzięki czemu wybór staje się zdecydowanie bardziej satysfakcjonujący. To właśnie tutaj można znaleźć znacznie więcej piosenek, które pasują do różnych gustów, pokoleń i okazji. Wśród dostępnych kompozycji znajdują się między innymi ''I'm Yours'' Jasona Mraza, ''The Reason'' zespołu Hoobastank, ''Riptide'' Vance'a Joya, ''Lemon Tree'' grupy Fools Garden czy ''7 Years'' Lukasa Grahama. Dla mnie to bardzo istotny dodatek, ponieważ pozwala wyjść poza stosunkowo ograniczony zestaw podstawowy i stworzyć znacznie ciekawszą playlistę na imprezę. Trzeba jednak pamiętać, że dostęp do dodatkowej biblioteki wiąże się z subskrypcją, a więc nie jest to zawartość, którą otrzymujemy na stałe wraz z zakupem gry. Warto też sprawdzić warunki konkretnego wydania, ponieważ dostępność poszczególnych piosenek może różnić się regionalnie.
Let's Sing ABBA. Muzyczna podróż, która trafiła w mój gust
Zupełnie inaczej oceniam repertuar przygotowany w Let's Sing ABBA. Tutaj sytuacja jest znacznie prostsza, ponieważ jestem fanem tego zespołu, a jego twórczość od lat zajmuje szczególne miejsce w mojej muzycznej bibliotece. Trudno więc było mi podejść do tej produkcji z takim samym dystansem jak do bardziej przekrojowej playlisty z Let's Sing 2027. Tym razem otrzymujemy zestaw 32 utworów ABBA, wśród których znalazły się największe przeboje grupy i kompozycje, które może nie zawsze pojawiają się w radiu, ale również zasługują na uwagę. Wśród nich są między innymi ''Dancing Queen'', ''Mamma Mia'', ''Waterloo'', ''Fernando'', ''Chiquitita'', ''The Winner Takes It All'', ''Gimme! Gimme! Gimme! (A Man After Midnight)'', ''Take A Chance on Me'' oraz ''Thank You for the Music''. Dodatkowo zestaw uzupełnia ''I Have A Dream'', co jest miłym akcentem dla osób dobrze znających twórczość zespołu.
Właściwie mógłbym tutaj zakończyć opisywanie swoich wrażeń z playlisty, ponieważ naprawdę trudno byłoby mi wskazać wiele piosenek, które nie przypadły mi do gustu. Oczywiście każdy ma swoje ulubione kompozycje, a niektóre utwory zawsze będą wywoływać większe emocje niż pozostałe. W moim przypadku jednak niemal cały zestaw zachęcał do chwycenia mikrofonu i śpiewania. ABBA ma tę wyjątkową właściwość, że jej piosenki są rozpoznawalne już po kilku pierwszych sekundach, a wiele refrenów wręcz automatycznie zachęca do wspólnego wykonywania. To muzyka, która świetnie odnajduje się podczas spotkań towarzyskich, niezależnie od tego, czy uczestnicy są wielkimi fanami zespołu, czy po prostu kojarzą jego największe przeboje. Właśnie dlatego Let's Sing ABBA okazało się dla mnie znacznie bardziej satysfakcjonującym doświadczeniem pod względem doboru utworów.
Nie można też zapominać o tym, że mówimy o produkcji poświęconej jednemu konkretnemu wykonawcy, więc oczekiwania wobec repertuaru są nieco inne niż w przypadku głównej odsłony serii. Nie szukamy tutaj muzycznego przekroju przez ostatnie lata, tylko możliwości zaśpiewania kompozycji jednej z najbardziej rozpoznawalnych grup w historii muzyki popularnej. I pod tym względem gra spełnia swoje zadanie. Można wrócić do przebojów, które doskonale znamy, przypomnieć sobie mniej oczywiste utwory i przekonać się, jak dobrze radzimy sobie z ich wykonaniem. Dla fanów ABBA to po prostu bardzo przyjemna okazja do spędzenia czasu z ulubioną muzyką. Nie potrzebuję w tym przypadku setek dodatkowych piosenek, aby docenić przygotowaną zawartość, ponieważ sam podstawowy zestaw jest dla mnie wystarczająco atrakcyjny.
Pragnę również wspomnieć o samym charakterze tej odsłony. Let's Sing ABBA nie próbuje udawać uniwersalnej gry muzycznej dla każdego, ponieważ od początku wiadomo, do kogo jest skierowana. To propozycja dla osób, które chcą śpiewać przeboje zespołu, a niekoniecznie szukają najnowszych radiowych hitów. Taka specjalizacja ma swoje zalety, ponieważ pozwala stworzyć spójną playlistę i utrzymać określony klimat przez całą imprezę. Z drugiej strony 32 utwory to liczba, która może okazać się niewystarczająca dla osób planujących regularne, wielogodzinne spotkania karaoke. Ja jednak bawiłem się przy tym zestawie przednio i nie miałem poczucia, że koniecznie potrzebuję tutaj dodatkowej muzyki. W przypadku Let's Sing ABBA to właśnie repertuar jest największym argumentem przemawiającym za zainteresowaniem się tym wydaniem.
Zdjęcie w pełnym rozmiarze










System oceniania i śpiewania. Tutaj nie wszystko działa idealnie
Niestety, obie produkcje mają również problem, który szczególnie mocno rzucił mi się w oczy podczas testowania. Chodzi o sposób rejestrowania niskich dźwięków, który w moim odczuciu nie działa tak, jak powinien. Zdarzało mi się śpiewać fragmenty utworów zgodnie z własnymi możliwościami wokalnymi, a mimo to system nie zawsze prawidłowo rozpoznawał wykonywane przeze mnie partie. Najbardziej odczuwalne było to w niższych rejestrach, gdzie zdobywanie punktów potrafiło być zdecydowanie trudniejsze, niż sugerowałaby jakość samego wykonania. Nie jest to drobnostka, ponieważ w grze karaoke punktacja stanowi jeden z podstawowych elementów zabawy. Jeżeli system nie potrafi sprawiedliwie ocenić tego, co śpiewamy, rywalizacja przestaje być w pełni satysfakcjonująca.
Co gorsza, takie zachowanie mechanizmu oceny stawia mężczyzn w nieco gorszej sytuacji niż kobiety. Oczywiście nie oznacza to, że każda osoba śpiewająca niższym głosem będzie miała problemy, a wszyscy uczestnicy dysponujący wyższą barwą automatycznie zdobędą więcej punktów. Chodzi raczej o zauważalną tendencję, która podczas wspólnego grania może prowadzić do niepotrzebnej frustracji. W końcu trudno cieszyć się uczciwą rywalizacją, kiedy jedna osoba musi znacznie bardziej walczyć o uznanie poprawnie wykonanych nut. Nie każdy dysponuje takim samym zakresem głosu, a dobra gra karaoke powinna uwzględniać te różnice możliwie najlepiej. Dlatego też oczekiwałbym od twórców dokładniejszego dopracowania algorytmu odpowiedzialnego za wykrywanie wysokości dźwięków.
Nie chcę przy tym przekreślać całego systemu śpiewania, ponieważ w wielu sytuacjach działa on wystarczająco dobrze, aby zapewnić przyjemną zabawę. Możliwość obserwowania nut na ekranie, kontrolowania własnego wykonania i porównywania wyników z innymi uczestnikami nadal ma sporo uroku. Problem polega na tym, że niedokładności stają się bardziej widoczne podczas dłuższych sesji, kiedy zaczynamy zwracać uwagę na powtarzające się nieprawidłowości. Nie pomaga również fakt, że w grach tego rodzaju trudno oddzielić faktyczne błędy wykonawcy od niedoskonałości samego mechanizmu rozpoznawania głosu. Czasami człowiek zaczyna zastanawiać się, czy rzeczywiście nie trafił w odpowiedni dźwięk, czy może po prostu gra nie potrafiła go prawidłowo zarejestrować. Mam nadzieję, że Voxler nie zignoruje tego aspektu i przyjrzy się sposobowi interpretowania różnych rejestrów wokalnych.
Za mało różnorodności, ale wspólna zabawa nadal daje radę
Kolejnym elementem, do którego mam pewne zastrzeżenia, jest liczba dostępnych trybów oraz ich różnorodność. W teorii obie produkcje oferują kilka sposobów na urozmaicenie śpiewania, jednak w praktyce dość szybko można odnieść wrażenie, że większość zabawy sprowadza się do wykonywania kolejnych piosenek i sprawdzania zdobytych punktów. W Let's Sing 2027 znajdziemy między innymi tryb Classic, w którym rywalizujemy o jak najlepszy wynik, oraz Feat, pozwalający na wspólne wykonywanie utworów. Najciekawszą nowością jest jednak Save Soundtown, czyli imprezowy wariant oparty na trzech minigrach wokalnych i wyzwaniach przygotowanych przez DJ-a Hush. To przyjemne urozmaicenie, które pozwala na chwilę odejść od standardowego schematu karaoke. Szkoda tylko, że nie rozwinięto tego pomysłu w większym stopniu.
Doceniam również odświeżenie elementów związanych z personalizacją profilu i awatarów. Możemy odblokowywać dodatkowe skórki, emotikony, pozy, banery oraz tytuły, dzięki czemu pojawia się dodatkowa motywacja do zdobywania kolejnych nagród. Nie jest to może funkcja, która całkowicie zmienia charakter rozgrywki, ale dobrze, że twórcy próbują nadać serii nieco więcej osobowości. Istotną zmianą jest także możliwość dostosowania sposobu odtwarzania wokalu. Możemy śpiewać razem z oryginalnym wykonawcą, skorzystać z przewodnika wokalnego albo wyłączyć oryginalny głos i spróbować samodzielnie wykonać cały utwór. To szczególnie ważne dla osób, które traktują karaoke nie tylko jako imprezową atrakcję, ale również okazję do sprawdzenia własnych umiejętności. Warto jednak podkreślić, że nawet te dodatkowe możliwości nie rozwiązują problemu ograniczonej różnorodności aktywności.
Let's Sing ABBA wypada pod tym względem nieco inaczej, ponieważ oferuje siedem różnych trybów zabawy, w tym Classic, Feat, Legend, Mixtape 2.0, World Contest, Let's Party oraz Juke Box. Możemy więc śpiewać samodzielnie, rywalizować z innymi osobami, tworzyć dynamiczne składanki utworów, a nawet organizować imprezowe pojedynki drużynowe. Szczególnie ciekawie prezentuje się Let's Party, w którym może uczestniczyć nawet osiem osób podzielonych na dwa zespoły. To rozwiązanie idealnie pasuje do charakteru tej produkcji i pokazuje, że twórcy rozumieją, jak ważna jest wspólna zabawa. Mimo wszystko nie zmienia to mojego ogólnego odczucia, że przydałoby się tutaj więcej świeżych pomysłów. Siedem nazwanych trybów nie musi przecież oznaczać siedmiu zupełnie różnych doświadczeń, a w praktyce nadal bardzo często wracamy do tego samego schematu śpiewania. Chciałbym zobaczyć więcej minigier, ciekawszych wyzwań i aktywności, które pozwoliłyby utrzymać zainteresowanie również po wielu godzinach spędzonych z mikrofonem.
Nie oznacza to, że obie produkcje szybko się nudzą, szczególnie jeśli mamy pod ręką odpowiednie towarzystwo. Wspólne śpiewanie znanych przebojów potrafi obronić się nawet bez dziesiątek dodatkowych mechanik, a rywalizacja o najlepszy wynik nadal dostarcza sporo emocji. Z drugiej strony nie mogę oprzeć się wrażeniu, że seria ma znacznie większy potencjał, niż wykorzystują go tegoroczne wydania. Przydałoby się mocniejsze rozbudowanie trybów imprezowych, większa liczba nietypowych wyzwań i lepsze wykorzystanie możliwości, jakie daje wspólne śpiewanie. Szczególnie że gry karaoke mają ogromną przewagę nad wieloma innymi produkcjami imprezowymi: pozwalają zaangażować osoby w różnym wieku, o różnych zainteresowaniach i zupełnie odmiennych umiejętnościach. Szkoda byłoby nie wykorzystać tego potencjału w pełni.
Zdjęcie w pełnym rozmiarze

Let's Sing 2027 i Let's Sing ABBA. Czy warto zaprosić je na imprezę?
Po kilku dniach spędzonych z obydwoma tytułami mam dość jasne zdanie na ich temat. Let's Sing 2027 to przyjemna propozycja dla osób, które lubią współczesne przeboje, ale podstawowa lista piosenek niekoniecznie przypadnie do gustu każdemu. Na szczęście VIP Pass znacząco poprawia sytuację i sprawia, że wybór muzyki staje się znacznie bardziej satysfakcjonujący. Let's Sing ABBA z kolei jest produkcją znacznie bardziej wyspecjalizowaną, ale jeżeli lubicie twórczość szwedzkiej grupy, możecie spędzić z nią naprawdę udane wieczory. W moim przypadku właśnie ta druga propozycja okazała się większą muzyczną przyjemnością, ponieważ niemal każdy utwór zachęcał mnie do ponownego sięgnięcia po mikrofon. Nie oznacza to jednak, że Let's Sing 2027 nie ma swoich mocnych stron, bo również przy tej odsłonie bawiłem się bardzo dobrze.
Nie mogę natomiast przejść obojętnie obok problemów technicznych. W Let's Sing 2027 korzystanie ze smartfona jako mikrofonu przebiegało bez większych komplikacji, ale Let's Sing ABBA sprawiło mi pod tym względem sporo trudności. To coś, co zdecydowanie powinno zostać poprawione, ponieważ trudno polecać imprezową grę karaoke osobom, które nie mogą bezproblemowo podłączyć podstawowego urządzenia wykorzystywanego podczas zabawy. Do tego dochodzi kwestia rozpoznawania niskich dźwięków, która może negatywnie wpływać na wyniki części uczestników. Nie pomaga również ograniczona liczba trybów oferujących naprawdę odmienne doświadczenia, ponieważ po pewnym czasie zaczynamy odczuwać powtarzalność rozgrywki. Są to niedociągnięcia, których nie powinno się ignorować, nawet jeśli sama koncepcja gier pozostaje bardzo przyjemna.
Czy mimo wszystko poleciłbym obydwie produkcje? Tak, szczególnie osobom, które tak jak ja lubią karaoke i mają z kim wspólnie pośpiewać. Nie są to gry, które zachwycą rozbudowanymi mechanikami, nowatorskimi pomysłami czy imponującą zawartością przygotowaną z myślą o samotnej rozgrywce. Ich największa siła tkwi w prostocie, muzyce i możliwości zorganizowania czegoś, co przypomina domową imprezę karaoke. Gdyby twórcy poprawili działanie aplikacji mobilnej, dopracowali rozpoznawanie głosu i dodali więcej ciekawych trybów, mielibyśmy do czynienia z jeszcze lepszymi propozycjami. Na ten moment obie produkcje traktuję jako udane, choć niepozbawione wad zaproszenie do wspólnego śpiewania. A ja, mimo wszystkich wymienionych zastrzeżeń, już teraz chętnie wróciłbym do mikrofonu, szczególnie gdyby na liście ponownie pojawiło się ''Iris'' albo któryś z wielkich przebojów ABBA.
Let's Sing 2027 i Let's Sing ABBA ogrywałem w wersji na konsole PlayStation 5. Gra ponadto ukazała się również na konsolach Xbox Series X i Xbox Series S oraz Nintendo Switch 2 i Nintendo Switch.
Ocena: 6.5/10
- Dobór utworów mógłby być lepszy (Let's Sing 2027)
- Kiepsko radzi sobie z wykrywaniem niższych głosów
- Aplikacja na smartfonach wymaga dopracowania
- Możliwość skorzystania ze smartfona zamiast mikrofonu
- Cała masa utworów w VIP Pass
- uczta dla fanów zespołu ABBA (Let's Sing ABBA)
- Wyzwania dla duetów
- Bawić może się nawet kilka osób jednocześnie
- Mało kto potrafi sobie odmówić karaoke!
Łukasz Dąbrowski
Autor Media Expert
Uwielbiam poznawanie nowych historii w każdej możliwej formie: gry wideo, książki, filmy, komiksy czy też po prostu rozmowa z drugim człowiekiem. Nie ograniczam się do jednego gatunku, ale gdybym miał wskazać swojego faworyta to byłaby to fantastyka. W wolnych chwilach zanurzam się w literaturze, a gdy pogoda dopisuje to idę pograć w koszykówkę. Moim największym marzeniem jest napisać i wydać własną książkę.
