DualSense 2.0 dla PS6 zapowiada się ciekawie. Sony pracuje nad zupełnie nowym sterowaniem

PlayStation 5 udowodniło, że kontroler może być czymś więcej niż tylko zestawem przycisków i drążków analogowych. Haptyczne wibracje i adaptacyjne triggery rzeczywiście potrafią zmienić sposób odbierania gier, dlatego od następcy DualSense oczekiwałbym nie kolejnej kosmetycznej poprawki, ale rozwiązania problemów, które najbardziej przeszkadzają podczas codziennego grania. Wygląda na to, że Sony przynajmniej część takich kwestii chce zaadresować wraz z premierą PlayStation 6.
DualSense był świetnym krokiem, ale następca ma co poprawiać
Sam bardzo cenię sobie DualSense. To jeden z tych elementów PlayStation 5, który faktycznie daje poczucie korzystania z kontrolera nowej generacji, szczególnie gdy twórcy gier dobrze wykorzystują opór triggerów i haptyczne wibracje. Po kilku latach trudno jednak udawać, że wszystko zostało tutaj dopracowane.
Mam dwa bardzo znaczące zarzuty. Pierwszym jest bateria, która relatywnie szybko traci pojemność i z czasem pozwala grać coraz krócej bez podłączania przewodu. Drugim problemem są analogi podatne na irytujący drift. To szczególnie frustrujące, bo kontroler jest przecież urządzeniem, które kupujemy po to, aby przez długi czas po prostu grać, a nie zastanawiać się, czy postać zacznie sama chodzić w jedną stronę. Mam nadzieję, że następca DualSense wyeliminuje oba te problemy.
W przypadku analogów pojawiła się najbardziej konkretna wskazówka. Patent Sony oznaczony jako WO2026143037 opisuje konstrukcję drążka wykorzystującą bezkontaktowe wykrywanie jego położenia. W dokumencie pojawiają się między innymi czujniki magnetyczne oraz technologia TMR, czyli Tunnel Magnetoresistance. Takie rozwiązanie może ograniczyć zużywanie się elementów odpowiedzialnych za odczyt pozycji drążka, które w tradycyjnych potencjometrach są niestety bardzo podatne na degradację.
DualSense 2.0 może dostać ekran OLED zamiast touchpada
Znacznie bardziej futurystycznie wygląda inny pomysł Sony. Opublikowany w lipcu patent opisuje modularny kontroler, którego elementy można rozmieszczać na obudowie i mocować magnetycznie. Wśród możliwych modułów wymieniono między innymi analogi, przyciski, klawiatury oraz niewielki ekran dotykowy. Co ważne, dokument nie potwierdza, że taki sprzęt będzie kontrolerem PS6, ale łatwo zrozumieć, dlaczego właśnie w tym kierunku poszły spekulacje.
Jeszcze ciekawsza jest wizja zastąpienia obecnego touchpada pełnoprawnym kolorowym ekranem OLED. Taki wyświetlacz mógłby pokazywać mapę, ekwipunek, informacje o zadaniu albo powiadomienia, dzięki czemu część interfejsu nie musiałaby zajmować miejsca na ekranie telewizora. W przypadku niektórych gier mogłoby to być naprawdę praktyczne, choć mam też pewną obawę. Fizyczne przyciski pozwalają obsługiwać pada bez patrzenia na niego, a ekran dotykowy tego komfortu nie zapewnia.
Sony chce, żeby kontroler lepiej rozumiał gracza
Na tym jednak lista pomysłów się nie kończy. Jeden z nowszych patentów Sony opisuje system wykorzystujący AI do uzupełniania niepełnych lub błędnych poleceń wysyłanych przez gracza. Mechanizm miałby analizować między innymi wcześniejsze działania użytkownika, rodzaj kontrolera, grę oraz informacje związane z dostępnością. W określonych sytuacjach sztuczna inteligencja mogłaby więc przewidzieć intencję gracza i wygenerować brakujący fragment komendy.
Brzmi to trochę jak science fiction, ale zastosowanie takiego rozwiązania wcale nie musi oznaczać, że AI będzie za nas grało. Patent jest mocno związany z dostępnością i zakłada pomoc osobom, które z powodów fizycznych mogą mieć problem z pełnym wykonaniem określonego polecenia. Co ciekawe, dokument przewiduje możliwość działania lokalnie lub w chmurze oraz wyłączania funkcji w określonych sytuacjach, między innymi w grach wieloosobowych. To pokazuje, że Sony eksperymentuje nie tylko z efektownymi bajerami, ale również ze sposobami na bardziej elastyczne sterowanie.
Najważniejsze pytanie brzmi: co rzeczywiście trafi do PS6?
Tutaj warto zachować chłodną głowę. Patent nie jest zapowiedzią produktu, a tym bardziej gwarancją, że każdy opisany pomysł znajdzie się w pudełku z PlayStation 6. Sony regularnie zabezpiecza rozwiązania, które później nigdy nie trafiają do sprzedaży. Dlatego określanie któregoś z tych rozwiązań jako pewnego elementu DualSense 2.0 byłoby dzisiaj zwyczajnie przedwczesne.
Mimo wszystko kierunek jest interesujący. Gdybym miał wybierać, zdecydowanie bardziej zależałoby mi na trwałych analogach i znacznie lepszej baterii niż na kolejnym efektownym gadżecie. Ekran OLED może być ciekawym dodatkiem, a inteligentne sterowanie może mieć sens w kontekście dostępności, ale podstawy nadal są najważniejsze. DualSense już pokazał, że Sony potrafi zrobić kontroler, który daje graczowi coś więcej niż klasyczny pad. Teraz pozostaje tylko sprawić, żeby był równie dobry po kilku latach użytkowania jak pierwszego dnia.