Jeremy Sochan przeszedł do historii. Polak zdobył mistrzostwo NBA z New York Knicks
Po ponad pół wieku oczekiwania kibice w Nowym Jorku wreszcie przeżyli to, o czym wielu z nich pewnie już przestało głośno mówić. New York Knicks pokonali San Antonio Spurs i sięgnęli po mistrzostwo NBA, kończąc trwającą 53 lata posuchę. A dla polskich fanów koszykówki ten triumf smakuje wyjątkowo, bo w mistrzowskiej drużynie grał Jeremy Sochan, pierwszy Polak w historii z pierścieniem NBA na palcu.
Knicks wrócili na tron po 53 latach
Przed sezonem mało kto stawiał na Knicks. Przez lata ten klub był właściwie synonimem frustracji kibiców i obietnic, które rok w rok rozchodziły się po kościach, a ostatni tytuł drużyna z Nowego Jorku wywalczyła w 1973 roku, gdy wielu dzisiejszych fanów nie było jeszcze na świecie. Coś jednak w tej drużynie było inne i w końcu to ''inne'' wystarczyło, żeby napisać nowy rozdział.
Piąte, decydujące spotkanie z San Antonio Spurs skończyło się wynikiem 94:90 i od razu widać, że nie był to łatwy wieczór. Knicks musieli gonić wynik, co przez całą finałową serię zdarzało im się notabene wielokrotnie. Wygrali finały 4:1, ale wynik nie oddaje tego, ile razy drużyna musiała wyciągać się z opresji i grać z przysłowiowym nożem na gardle.
Jalen Brunson bohaterem wielkiego finału
45 punktów w meczu zamykającym finały. Jalen Brunson po prostu nie dał Spursom żadnych szans na to, żeby ten wieczór skończył się inaczej. Kiedy sytuacja robiła się nerwowa, on był spokojny, a kiedy zespół potrzebował kogoś, kto weźmie na siebie ciężar gry, on po prostu to robił.
Statuetkę MVP finałów Brunson odebrał zasłużenie i chyba nikt w hali nie miał co do tego wątpliwości. Przez całą serię nie tylko rzucał punkty, ale też w jakiś trudny do opisania sposób trzymał wszystkich w ryzach i nie pozwalał, żeby presja zrobiła swoje. Dla kibiców Knicks stał się kimś więcej niż liderem drużyny, bo to właśnie on sprawił, że po dekadach bezsilności mogli w końcu uwierzyć, że to naprawdę możliwe.
Historyczny moment dla Jeremy'ego Sochana
Sochan nie był w tych play-offach gwiazdą pierwszego planu i nie ma co udawać, że było inaczej. Dołączył do Knicks w trakcie sezonu po rozstaniu ze Spurs i los z lekkim poczuciem humoru sprawił, że o mistrzostwo walczył właśnie z klubem, który go wychował. Mimo że na parkiecie spędzał mniej czasu niż inni, jego nazwisko widnieje w tym samym miejscu co reszta mistrzów i nikt mu tego nie odbierze.
Pierwszy Polak z tytułem NBA. To zdanie jeszcze jakiś czas temu brzmiałoby jak scenariusz do sportowego filmu, a teraz jest po prostu faktem. Sochan dołączył do grona polskich sportowców, którzy zostawili po sobie coś trwałego za oceanem, i można się założyć, że w Polsce niejeden kibic koszykówki zarywający nockę przed ekranem telewizora, laptopa, tabletu czy smartfona miał w tamtej chwili łzy w oczach.
Wembanyama i Spurs muszą poczekać
Spurs odpadli z bólem, który naprawdę było widać. W kilku meczach tej serii budowali dwucyfrową przewagę i wyglądało na to, że są w stanie zrobić z Knicks wszystko, co zaplanowali. Ostatecznie jednak nowojorczycy okazali się drużyną, która wie, jak wygrywać, gdy naprawdę trzeba, i to zadecydowało o wszystkim.
Wembanyama znowu pokazał, że jest zawodnikiem z innej planety, ale tym razem musiał uznać wyższość bardziej doświadczonego zespołu. Dla Spurs ten finał to jednak coś cennego, bo sygnał, że ta organizacja zmierza dokładnie tam, gdzie powinna. Trofeum Larry'ego O'Briena pojechało do Nowego Jorku, a Jeremy Sochan mógł wznieść je razem z kolegami, zostając przy okazji częścią historii, której polscy kibice szybko nie zapomną.
