Czy kawa odwadnia podczas upałów? Naukowcy rozprawili się z popularnym mitem

Kiedy słupek rtęci przekracza 30 stopni, wiele osób zaczyna z wyrzutami sumienia spoglądać na swój kubek z kawą. Automatycznie pojawia się dobrze znana wątpliwość: czy w takie dni w ogóle powinienem to pić? Przez lata wmawiano nam, że kofeina kradnie wodę z organizmu i że każda filiżanka to krok w stronę odwodnienia, więc trudno się dziwić, że odruch ograniczania kawy podczas upałów jest tak powszechny. Tyle że nauka coraz głośniej mówi coś zupełnie innego i zanim znowu odstawimy kawę z poczuciem winy, warto sprawdzić, czy ta przestroga ma w ogóle solidne podstawy.
Skąd wziął się mit o odwadniającej kawie?
Ten mit nie wziął się znikąd, bo kofeina faktycznie ma pewne właściwości moczopędne i obserwacje, z których wyrosło to przekonanie, nie były całkowicie bezpodstawne. Rzecz w tym, że efekt ten pojawia się głównie u osób pijących kawę rzadko albo takich, które jednorazowo spożywają jej bardzo dużo, a to dość szczególne warunki, dalekie od codziennych nawyków większości ludzi. Z czasem jednak ten niuans gdzieś zginął i w obiegu pozostało uproszczone hasło, że kawa odwadnia, kropka, bez żadnych zastrzeżeń ani kontekstu.
Tymczasem filiżanka kawy to w zdecydowanej większości po prostu woda i każdy łyk dostarcza jej organizmowi. Badania pokazują, że osoby regularnie pijące kawę w umiarkowanych ilościach są nawodnione tak samo dobrze jak te, które piją wyłącznie wodę. Naukowcy z Uniwersytetu w Birmingham wprost potwierdzili, że u kawoszy wcale nie dochodzi do odwodnienia. Przyznaję, że to odkrycie nie sprawia wrażenia przesadnie spektakularnego, ale skutecznie podważa mit, który przez dekady był powtarzany jako oczywistość.
Co mówią badania o kawie podczas upałów?
Temat był analizowany również w kontekście wysokich temperatur i aktywności fizycznej, a wyniki okazały się zaskakująco spokojne dla wszystkich, którzy nie wyobrażają sobie lata bez porannej kawy. Okazuje się, że nawet podczas wysiłku w gorącym otoczeniu kofeina nie wywraca do góry nogami gospodarki wodnej organizmu, a różnice między osobami pijącymi kawę a tymi, które jej unikają, są w praktyce trudne do uchwycenia. Nie stwierdzono ani wyraźnych różnic w poziomie nawodnienia, ani w tym, jak szybko organizm dochodzi do siebie po intensywnej utracie płynów.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że kawa wodą nie jest i zastępować jej nie powinna, bo byłoby to wchodzenie w drugą skrajność, równie nieuzasadnioną jak pierwsza. Podczas upałów organizm traci płyny przez pocenie się w tempie, którego żadna kawa nie nadrobi, i picie wody przez cały dzień, najlepiej zanim w ogóle poczujemy pragnienie, pozostaje absolutną podstawą. Kawa może wpisywać się w dzienny bilans płynów, ale budowanie go głównie na kawie to pomysł, którego osobiście bym nie polecał i który trudno obronić nawet w świetle najnowszych badań.
Kofeina to też substancja, która u różnych osób działa naprawdę różnie i myślę, że często o tym zapominamy, szukając jednej prostej odpowiedzi dla wszystkich. Niektórzy piją kawę przez całe upalne lato bez żadnych nieprzyjemnych odczuć i nie wyobrażają sobie poranka bez filiżanki, podczas gdy inni już po jednej czują przyspieszone bicie serca, narastające zmęczenie albo ogólny dyskomfort, który gorąco tylko wzmacnia. Warto obserwować własne reakcje i nie zakładać z góry, że skoro badania ogólnie są optymistyczne, to nasz konkretny organizm na pewno dobrze zniesie kawę w środku fali gorąca.
Kiedy warto zachować ostrożność
To, że kawa nie odwadnia tak, jak przez lata straszono, nie oznacza, że można ją pić bez żadnej refleksji i bez oglądania się na to, co dzieje się z własnym ciałem. Kłopoty zaczynają się tam, gdzie kawa zastępuje wodę zamiast ją uzupełniać, co podczas intensywnej pracy, długiej podróży albo zwykłego letniego rozkojarzenia zdarza się naprawdę niepostrzeżenie. W upalne dni organizm i tak pracuje na wyższych obrotach, a każdy dodatkowy niedobór płynów odczuwamy wtedy wyraźniej i szybciej niż w chłodniejsze tygodnie. Są też grupy ludzi, dla których kawa w upale to temat wymagający szczególnej uwagi, a nie tylko ogólnej ostrożności. Osoby starsze, zmagające się z chorobami serca czy układu krążenia, a także te, które po prostu mocno reagują na kofeinę, mogą odczuwać nieprzyjemne objawy nawet po standardowej dawce, a wysokie temperatury dodatkowo je nasilają.
Osobna kwestia to mrożona kawa z kawiarni, bo to zupełnie inny napój niż czarna kawa parzona w naszym domowym ekspresie i wrzucanie ich do jednego worka byłoby sporym uproszczeniem. Słodkie, kremowe drinki kawowe, które tak kusząco wyglądają w upalny dzień, często dostarczają przede wszystkim cukru i kalorii, przez co trudno traktować je jako napój służący przede wszystkim nawadnianiu organizmu. Zanim po raz kolejny sięgniemy po mrożone frappuccino, warto być ze sobą szczerym i zapytać, czy naprawdę chodzi nam o nawodnienie, czy tylko o chwilową przyjemność, bo to są dwie zupełnie różne potrzeby i żadna z nich nie jest zła, o ile wiemy, co tak naprawdę robimy.
Kawa i upały. Najważniejszy jest rozsądek
Nauka mówi dziś dość jasno: picie kawy w umiarkowanych ilościach nie prowadzi do odwodnienia i nie ma racjonalnych powodów, by latem traktować ją jak substancję zakazaną. Zdrowa osoba, która wypija jedną, dwie, a nawet kilka filiżanek dziennie, nie musi się tym niepokoić i może spokojnie wliczać kawę w swój dzienny bilans płynów. Cieszę się z tej wiadomości szczerze, bo rezygnowanie z czegoś, co lubimy, wyłącznie na podstawie mitu, który nie ma pokrycia w faktach, to strata bez żadnego uzasadnienia.
Zdrowy rozsądek nakazuje jednak pamiętać, że woda pozostaje fundamentem nawadniania i żadne badanie tego nie zmienia. Słuchanie własnego ciała, regularne sięganie po wodę i nieuleganie ślepo temu, co ktoś napisał w artykule, to ważniejszy drogowskaz niż jakakolwiek ogólna zasada, bo każdy z nas jest po prostu inny. Wygląda na to, że jeden z najtrwalszych letnich mitów nie wytrzymał konfrontacji z tym, co mówi współczesna nauka, i myślę, że możemy już spokojnie przestać winić się za kawę wypitą w upalny poranek.