Prawie jak Gwiezdne Wojny! Niemcy chcą zbudować alternatywę dla Starlinka
Udostępnij przez:
W ostatnich tygodniach w Brukseli i Berlinie coraz częściej pojawi się temat kosmicznej sieci komunikacyjnej. Tym razem sprawa wydaje się jednak bardzo poważna, bo głównym wątkiem jest suwerenność cyfrowa Niemiec. Berlin sygnalizuje chęć odcięcia się od sieci satelitarnej Starlink i budowy własnej orbitalnej infrastruktury. W praktyce może to być decyzja o daleko idących konsekwencjach — nie tylko technologicznych, ale także geopolitycznych.
Niemiecka odpowiedź na Starlink?
Dla Niemiec projekt budowy własnej satelitarnej sieci komunikacyjnej to nie kolejna innowacja, lecz strategiczna odpowiedź na globalne ryzyka. Dotychczas systemy takie jak Starlink przyciągały uwagę rządów i firm na całym świecie dzięki swojej szybkości i globalnemu zasięgowi. Jednak to właśnie globalność zaczyna być przedmiotem obaw.
Projektanci niemieckiego systemu satelitarnego chcą zapewnić całkowitą kontrolę nad danymi i infrastrukturą, bez konieczności polegania na rozwiązaniach obcych korporacji. Wielu ekspertów podkreśla, że jest to odpowiedź na pytanie, jak chronić krajowe interesy w erze, w której internet przestał być już wyłącznie usługą. To czasy, w których jest także narzędziem bezpieczeństwa państwa. I jakby na sprawę nie patrzeć, to nie ma co z tym stwierdzeniem polemizować.
Koncerny Rheinmetall oraz OHB to główni gracze w rozmowach o przyszłości omawianej sieci. Ich doświadczenie w technologiach obronnych i kosmicznych ma stać się fundamentem nowego systemu. Budżet, który Niemcy przeznaczają na technologie satelitarne, sięga aż 35 miliardów euro i jest jednym z największych w historii Unii Europejskiej. Nie ma co się jednak dziwić tak wielkiej skali. Chodzi przecież o niezależność, szczególnie w kontekście wyzwań związanych z cyberbezpieczeństwem i militarnym zastosowaniem łączności satelitarnej.
Starlink w cieniu polityki
Decyzja Niemiec o własnym systemie satelitarnym ma wiele wymiarów: technologiczny, geopolityczny i strategiczny. Berlin wcale nie ukrywa, że korzystanie z obcej infrastruktury — nawet tak zaawansowanej jak Starlink — wiąże się z większym ryzykiem. Co prawda Starlink oferuje szybki internet nawet tam, gdzie tradycyjne łącza zawodzą. Testy na terenie samych Niemiec pokazywały prędkości przekraczające nawet 550 Mb/s, a wielu użytkowników było ze swoich routerów zadowolonych, szczególnie w regionach słabo skomunikowanych z siecią światłowodową.
Jednak jest druga strona medalu, którą jest zależność od jednego prywatnego dostawcy — kontrolowanego przez amerykańskiego miliardera — a to już samo w sobie stało się tematem poważnej debaty politycznej. Starlink wielokrotnie krytykowany był za swoją rolę w konfliktach zbrojnych i kwestiach dotyczących cyberbezpieczeństwa. W kontekście wojny w Ukrainie Niemcy finansują również alternatywne rozwiązania, takie jak satelity firmy Eutelsat, aby zmniejszyć zależność od jednego systemu i dać Ukrainie możliwość wyboru łączności.
Należy pamiętać, że działania tego typu odbijają się szerokim echem w całej Unii Europejskiej, która stara się zbudować własną odporność technologiczną, niezależną od wpływów zewnętrznych. Dlatego niemiecki projekt orbitalnej sieci nie jest jedynie lokalną inicjatywą, lecz prawdopodobnie częścią większej europejskiej strategii.
Co to oznacza dla przyszłości internetu i Europy?
Jeśli Niemcy doprowadzą swój plan do końca, świat może stanąć w obliczu nowej ery rywalizacji technologicznej. Do tej pory dominowały rozwiązania komercyjne oferowane przez korporacje z USA, których sieci satelitarne, jak Starlink, zmieniały oblicze dostępu do internetu. Jednak realne zagrożenia bezpieczeństwa oraz rosnące ambicje państw europejskich sprawiają, że model ten może ulec już niedługo przemianie.
Dla obywateli Europy oznacza to potencjalnie większe bezpieczeństwo danych i większą kontrolę nad infrastrukturą telekomunikacyjną. Jednak projekt własnej sieci satelitarnej wiąże się także z ogromnymi kosztami i technologicznymi wyzwaniami. Europejska konkurencja wobec firm takich jak SpaceX to nie tylko kwestia finansów — to próba zdefiniowania nowej roli Europy w kosmicznym wyścigu. Z perspektywy globalnej może to prowadzić do bardziej zróżnicowanego, wielobiegunowego systemu łączności, w którym żaden pojedynczy podmiot nie będzie miał dominującej pozycji.
