Sharp stawia na 144 Hz i HDMI 2.1. Nowa seria HR7 zaskakuje możliwościami

Do niedawna telewizory z odświeżaniem 144 Hz i złączami HDMI 2.1 kojarzyły się głównie z droższymi modelami. Sharp postanowił trochę namieszać w tym układzie i wprowadził na rynek serię HR7, w której funkcje przygotowane z myślą o graczach idą w parze z wyposażeniem przydatnym podczas zwykłego, codziennego oglądania filmów, seriali czy meczów. W nowych telewizorach znalazły się matryce QLED 4K, system Google TV, obsługa Dolby Vision IQ i Dolby Atmos, a do tego funkcje poprawy obrazu oparte na sztucznej inteligencji.
144 Hz i HDMI 2.1 to najmocniejsze argumenty serii HR7
Nowe telewizory zyskały dwa porty HDMI 2.1 obsługujące sygnał 4K przy 144 Hz, co jeszcze niedawno w tym przedziale cenowym graniczyło niemal z cudem. Dzięki temu bez problemu można podpiąć nowoczesnego peceta albo konsolę nowej generacji i faktycznie z nich skorzystać, a nie tylko patrzeć na ładne liczby w specyfikacji. Nie od dziś wiadomo, że dla sporej części graczy liczy się to bardziej niż sama rozdzielczość, bo płynność obrazu potrafi zdecydować o tym, czy w grze da się w porę zareagować, czy nie. Do tego dochodzi jeszcze VRR, czyli zmienna częstotliwość odświeżania, oraz ALLM, który sam włącza tryb gry, kiedy telewizor wykryje odpowiedni sygnał, więc opóźnienia trzymają się nisko, a obraz w szybszych scenach naprawdę nie szarpie.
Prawdę mówiąc, kojarzy mi się to raczej z rozwiązaniami, które do niedawna widziało się głównie w znacznie droższym sprzęcie, gdzieś w wyższych półkach cenowych producentów. Sharp nie udaje, że próbuje rywalizować z najbardziej zaawansowanymi telewizorami klasy premium, tymi z matrycami Mini LED czy OLED, i uważam, że to akurat zdrowe podejście, bo trzymanie nóg na ziemi zwykle wychodzi markom na dobre. Zamiast tego firma daje po prostu zestaw funkcji, jakiego wielu użytkowników oczekuje od współczesnego telewizora do gier i domowej rozrywki, nie zastanawiając się przy tym, czy w ogóle stać ich na coś droższego.
Google TV zamiast autorskiego systemu
Jednym z mocniejszych punktów serii HR7 jest obecność Google TV, co moim zdaniem samo w sobie stanowi spory plus, zwłaszcza dla tych, którzy nie mają ochoty uczyć się obsługi kolejnego, nieznanego systemu od zera. To platforma dobrze znana z telewizorów wielu innych marek, dająca wygodny dostęp do serwisów streamingowych, Asystenta Google oraz funkcji Chromecast. Za sprawą tego rozwiązania konfiguracja sprzętu jest prosta, a obsługa aplikacji nie wymaga przyzwyczajania się do jakiegoś mniej popularnego, autorskiego systemu Smart TV, co przy niektórych innych markach potrafi być naprawdę męczące. Szczerze mówiąc, to jeden z tych szczegółów, które na pierwszy rzut oka wyglądają na drobiazg, a w codziennym użytkowaniu robią ogromną różnicę, bo nikt nie chce tracić dziesięciu minut na szukanie, gdzie w menu schowała się dana aplikacja.
Co ciekawe, Sharp równolegle rozwija także telewizory oparte na systemie Titan OS, więc nie stawia wszystkiego na jedną kartę. Producent pokazuje w ten sposób, że nie zamierza wiązać się z jednym rozwiązaniem na stałe i raczej dobiera oprogramowanie pod konkretną serię oraz jej odbiorców. Dla wielu kupujących sam wybór Google TV może być dodatkowym argumentem za HR7, zwłaszcza jeśli na co dzień korzystają już z usług Google i zależy im, żeby wszystko działało razem bez zbędnych komplikacji.
Ceny mogą okazać się największym atutem
Patrząc na to, co oferują nowe telewizory Sharp, ich ceny wypadają zaskakująco korzystnie, i podejrzewam, że to właśnie one przekonają wielu klientów do wizyty w sklepie. Za najmniejszy, 43-calowy model trzeba przygotować około 1699 zł, przy 55 calach cena rośnie do około 2399 zł, a topowy w tej serii wariant 65-calowy wyceniono na około 3199 zł. Patrząc na te kwoty, trudno oprzeć się wrażeniu, że Sharp naprawdę chciał zaskoczyć konkurencję, bo rzadko zdarza się, żeby w tym przedziale cenowym dostać jednocześnie tyle nowoczesnych rozwiązań w jednym urządzeniu.
To oczywiście nie jest sprzęt całkowicie wolny od kompromisów, bo tak dobrze przecież nigdy nie bywa, nawet przy najciekawszych premierach. Ci, którzy liczą na bardzo wysoką jasność HDR albo zaawansowane, lokalne wygaszanie podświetlenia, i tak będą musieli rozejrzeć się za droższymi telewizorami z wyższej półki. Jeśli jednak najważniejszy jest stosunek możliwości do ceny, seria HR7 zapowiada się jako jedna z ciekawszych propozycji w swojej klasie i moim zdaniem może przekonać zarówno graczy, jak i osoby, które szukają po prostu solidnie wyposażonego telewizora na co dzień, bez przepłacania za funkcje, z których i tak nigdy by nie skorzystały.