Call of Duty: Modern Warfare 4 chce dać graczom coś więcej niż multiplayer. DMZ wyrasta na największą niespodziankę gry
Po najnowszych pokazach Modern Warfare 4 coraz trudniej mówić o DMZ jak o zwykłym dodatku do głównej gry. Skala projektu wyraźnie się zwiększyła, a sam tryb sprawia wrażenie czegoś, co mogłoby funkcjonować jako osobna produkcja. To nie jest już kilka misji wrzuconych obok kampanii. Twórcy budują wokół niego własny świat, własne zasady i własną historię.
W Hajin nigdy nie wiadomo, jak skończy się wyprawa
Nowy DMZ zabierze graczy do Hajin, czyli ogromnej strefy objętej konfliktem, pełnej opuszczonych instalacji wojskowych, zniszczonych miast i miejsc, w których ciągle toczy się walka o wpływy. To właśnie tutaj mają trafiać operatorzy wysyłani po technologie, dane wywiadowcze i sprzęt pozostawiony na terenach odciętych od świata.
Brzmi znajomo? Tylko na papierze. W praktyce Infinity Ward chce, aby każda wyprawa wyglądała inaczej. Jednego dnia wylądujesz na mapie z prostym planem zdobycia kilku przedmiotów i szybkiej ewakuacji. Kilkanaście minut później możesz znaleźć się w samym środku walki o rzadki łup albo desperacko szukać drogi ucieczki po tym, jak inna drużyna postanowi przejąć wszystko, co udało ci się zdobyć.
Właśnie ten element nieprzewidywalności wydaje się kluczowy. Twórcy sporo mówią o dynamicznych wydarzeniach i sytuacjach, które mają pojawiać się w trakcie meczu. Dzięki temu mapa nie będzie tylko tłem dla kolejnych strzelanin, ale miejscem, które żyje własnym życiem i regularnie zmusza graczy do zmiany planów.
Nie każdą sytuację trzeba rozwiązać serią z karabinu
Call of Duty od lat kojarzy się przede wszystkim z szybkim tempem i nieustanną akcją. DMZ ma być pod tym względem trochę innym doświadczeniem. Owszem, strzelania nadal będzie mnóstwo, ale równie ważne mają być decyzje podejmowane pomiędzy kolejnymi starciami.
W trakcie rozgrywki gracze będą wykonywać misje fabularne i różnego rodzaju operacje rozsiane po całej mapie. Niektóre zadania pozwolą działać po cichu, inne wymuszą bezpośrednią konfrontację. Czasem bardziej opłaci się odpuścić walkę i zachować zdobyty sprzęt, niż ryzykować wszystko dla dodatkowej nagrody.
Ciekawie zapowiadają się także spotkania z innymi drużynami. W wielu grach tego typu obcy gracz oznacza natychmiastowe kłopoty. DMZ ma zostawić więcej miejsca na improwizację. Można spróbować współpracy, wspólnie wykonać zadanie albo wymienić się informacjami. Problem w tym, że nikt nie daje gwarancji, że nowo poznani sojusznicy nie zmienią zdania tuż przed ewakuacją.
W końcu będzie po co wracać
Jednym z powodów, dla których pierwsze DMZ nie zatrzymało przy sobie większej liczby graczy, był brak naprawdę mocnej progresji. Po pewnym czasie kolejne wyprawy zaczynały przypominać siebie nawzajem, a nagrody nie zawsze dawały poczucie rozwoju.
W Modern Warfare 4 ma wyglądać to zupełnie inaczej. Operatorzy będą zdobywać nowe umiejętności, rozwijać swoje możliwości i gromadzić wyposażenie przydatne podczas kolejnych misji. Każda udana wyprawa ma zostawiać po sobie coś więcej niż tylko wspomnienie dobrze rozegranej akcji.
Dużą rolę odegra również baza operacyjna. To tam trafiają zdobyte zasoby, tam przygotowuje się sprzęt i planuje następne działania. Pojawi się także bardziej rozbudowany system craftingu, który pozwoli wykorzystać znalezione materiały do tworzenia nowych przedmiotów i ulepszeń. Wszystko po to, by kolejne wejścia do strefy miały realny sens.
Zdjęcie w pełnym rozmiarze













Czy Call of Duty może namieszać w świecie extraction shooterów?
To chyba najciekawsze pytanie, jakie pojawia się po ostatnich prezentacjach gry. Extraction shootery mają wierną społeczność, ale jednocześnie pozostają gatunkiem stosunkowo niszowym. Nie każdemu odpowiada wysokie ryzyko utraty sprzętu i napięcie towarzyszące każdej wyprawie.
Infinity Ward wydaje się jednak liczyć na to, że uda się znaleźć złoty środek. Z jednej strony DMZ ma zachować emocje charakterystyczne dla gatunku, z drugiej nie zamierza rezygnować z bardziej przystępnego stylu rozgrywki, z którego słynie Call of Duty.
Na razie trudno przesądzać, czy ten plan zakończy się sukcesem. Po pierwszych materiałach można jednak odnieść wrażenie, że DMZ przestał być pobocznym eksperymentem. Po raz pierwszy wygląda jak coś, w co twórcy naprawdę uwierzyli. A jeśli uda im się dowieźć wszystkie obietnice, wielu graczy może spędzić w tym trybie więcej czasu niż w tradycyjnym multiplayerze. Gra zadebiutuje na PlayStation 5, Xbox Series X, Xbox Series S, Nintendo Switch 2 oraz komputerach PC.
