Gracze anulują PS Plus, a Sony odpowiada rabatami. W tle walka o gry na fizycznych nośnikach

Jeszcze niedawno kupno nowej gry wiązało się z wizytą w sklepie i postawieniem kolejnego pudełka na półce. Teraz zwykle wystarczy kilka kliknięć i po chwili pobieranie już trwa. Wygodne to jest, nie da się ukryć. Ostatnie tygodnie pokazały jednak coś ciekawego: wielu graczy wcale nie chce się żegnać z fizycznymi wydaniami tak łatwo, jak mogłoby się wydawać. Właśnie dlatego internetem zaczęły krążyć informacje, że część osób anulujących PlayStation Plus dostaje od Sony całkiem konkretne rabaty, byle tylko zostały przy usłudze.
Gracze nie chcą wybierać tylko jednej drogi
Odnoszę wrażenie, że sieć uwielbia sprowadzać takie tematy do dwóch skrajności. Albo ktoś jest zwolennikiem cyfrowej przyszłości, albo z uporem broni płyt jak ostatniej twierdzy. Rzeczywistość wygląda moim zdaniem zupełnie inaczej i jest dużo bardziej pogmatwana niż to, co sugerują komentarze pod newsami.
Sam płacę za PlayStation Plus od dłuższego czasu i szczerze mówiąc, ciężko byłoby mi zrezygnować z dodatkowych gier czy rozgrywki sieciowej. Równocześnie regularnie kupuję tytuły w pudełkach, po prostu lubię mieć je fizycznie na własność. Widok kolekcji na półce daje pewną satysfakcję, której żadna cyfrowa biblioteka mi nie zapewni, choćby nie wiem jak była rozbudowana.
Myślę, że podobnie podchodzi do tego całkiem spora część graczy. Nie chodzi tu wyłącznie o sentyment, chociaż i on ma znaczenie. Płytę można sprzedać, pożyczyć koledze albo wrócić do niej po latach, nie zastanawiając się, czy dana gra w ogóle jeszcze figuruje w cyfrowym sklepie.
Rabaty pojawiły się w bardzo interesującym momencie
W ostatnich dniach użytkownicy zaczęli dzielić się w sieci screenami ze specjalnymi ofertami, które wyskakują w trakcie anulowania subskrypcji. W niektórych przypadkach mowa była nawet o rabacie sięgającym 50 procent ceny. Czy to oznacza, że Sony przestraszyło się reakcji społeczności? Tutaj byłbym raczej ostrożny z takimi wnioskami. Firmy oferujące usługi abonamentowe od dawna stosują podobne triki, wystarczy spojrzeć na Netflixa, Spotify czy operatorów telekomunikacyjnych, którzy też próbują zatrzymać odchodzących klientów dodatkową promocją.
Nie zmienia to jednak faktu, że sam moment pojawienia się tych rabatów jest naprawdę intrygujący. Zbiegł się z kolejną falą dyskusji o przyszłości fizycznych wydań gier, co internet oczywiście szybko połączył w jedną historię. Prawda może być jednak dużo bardziej prozaiczna i sprowadzać się do zwykłego działania automatycznych systemów, które mają za zadanie utrzymać jak najwięcej abonentów.
Sony znajduje się między wygodą a oczekiwaniami fanów
Da się też na tę sprawę spojrzeć od strony samej firmy, bo tu akurat rachunek ekonomiczny jest dość prosty. Płyta czy pudełko to koszt, produkcja, magazyn, transport do sklepu, a potem jeszcze prowizja dla sprzedawcy. Plik cyfrowy tego wszystkiego nie potrzebuje, wystarczy serwer i klient gotowy do pobrania. Nic dziwnego, że ktoś w Sony patrzy na te liczby i uśmiecha się szerzej niż przy sprzedaży płyt. Z drugiej strony PlayStation przez lata zbudowało wokół siebie wyjątkowo zaangażowaną społeczność. To właśnie kolekcjonerzy i wieloletni fani chętnie kupowali limitowane edycje konsol, steelbooki czy specjalne wydania gier.
Nic więc dziwnego, że temat fizycznych nośników wywołuje aż tyle emocji przy każdej takiej okazji. Patrząc na komentarze użytkowników konsol PlayStation 5 w sieci, mam wrażenie, że dla wielu osób sprawa dawno przestała dotyczyć samych płyt. Coraz częściej przewija się kwestia poczucia własności, czyli tego, czy kupiona gra faktycznie należy do gracza. Ludzie chcą mieć pewność, że ich zakup pozostanie dostępny również za kilka czy kilkanaście lat, a nie zniknie wraz z zamknięciem jakiegoś serwera czy sklepu.
Przyszłość prawdopodobnie będzie bardziej złożona
Szczerze wątpię, żeby to całe zamieszanie skończyło się jakąś nagłą zmianą kursu w Sony, nie mówiąc już o całej branży. Cyfrowy trend siedzi zbyt mocno, żeby jedna fala komentarzy w internecie mogła cokolwiek odwrócić. A jednocześnie ciężko mi sobie wyobrazić, żeby płyty zniknęły z półek z dnia na dzień, bo chętnych na nie wciąż nie brakuje, przynajmniej na razie.
Bardziej prawdopodobne wydaje mi się powolne przesuwanie się w jedną stronę niż jakiekolwiek nagłe cięcie z przeszłością. Zresztą sama historia z rabatami dobrze to pokazuje, bo mnóstwo graczy już teraz siedzi jedną nogą w obu światach naraz. Płacą za abonament, korzystają z promocji na cyfrowe kopie, a chwilę później stoją w kolejce po limitowany steelbook, wydając przy okazji więcej niż kosztowała im sama subskrypcja na cały rok.
I chyba właśnie to jest w tej całej sprawie najciekawsze, przynajmniej moim zdaniem. Zamieszanie wokół PS Plus pokazało, że graczom wcale nie jest wszystko jedno i wcale nie zamierzają biernie czekać, aż wydawca sam zdecyduje, jak ma wyglądać ich hobby za kilka lat. Niezależnie po której stronie tej dyskusji ktoś stoi, taka postawa jest dla całej branży dobrą wiadomością, a nie powodem do zmartwień.