Koniec marzeń o grze Thorgal. Polski projekt od Mighty Koi zakończył się fiaskiem
Zapowiedź gry Thorgal wywołała wśród fanów RPG ogromne emocje. Wizja wysokobudżetowej produkcji inspirowanej kultowym komiksem Grzegorza Rosińskiego i Jeana Van Hamme’a wydawała się spełnieniem marzeń wielu graczy. Niestety wyszło jak zawsze. Okazało się, że projekt był jednym wielkim chaosem, a studio Mighty Koi utraciło prawa do znanej marki. Historia, która miała być początkiem nowej polskiej serii, coraz bardziej przypomina opowieść o zmarnowanym potencjale.
Gra Thorgal rozbudzała wyobraźnię fanów
A miało być przecież tak pięknie… Gdy Mighty Koi ogłaszało prace nad Thorgalem, reakcje graczy były niesamowicie pozytywne – zwłaszcza fanów znanego komiksu o tym samym tytule. Materiały zapowiadające grę wyglądały obiecująco, a twórcy przekonywali, że chcą stworzyć nowoczesną przygodową grę akcji z elementami RPG. Produkcja miała trafić na komputery PC oraz konsole obecnej generacji PlayStation 5, Xbox Series X i Xbox Series S. Co ciekawe studio wydawało się naprawdę pewne, bo równolegle pracowało również nad adaptacją Pana Lodowego Ogrodu, czyli kolejną znaną marką fantasy.
Problem polegał jednak na tym, że za ogromnymi planami i ambicjami najwyraźniej nie szło doświadczenie. Z czasem wokół projektu zaczęły pojawiać się pytania dotyczące finansowania, organizacji pracy i realnych możliwości zespołu. Początkowy entuzjazm szybko zaczął mieszać się z niepewnością, szczególnie gdy przez długie miesiące brakowało nowych materiałów pokazujących jakikolwiek postęp w produkcji. Jakby nie patrzeć przy tak znanej marce cisza nigdy nie wróży nic dobrego.
Co z prawami do marki Thorgal?
Największym ciosem dla projektu okazała się utrata licencji na wykorzystanie marki Thorgal. Według informacji opublikowanych w mediach branżowych współpraca pomiędzy właścicielami praw a Mighty Koi miała zakończyć się już w 2025 roku, choć przez długi czas studio publicznie sugerowało, że wszystko pozostaje aktualne i nie ma żadnych problemów. Ale gracze są bardzo czujni. Dla nich pierwszym sygnałem ostrzegawczym było między innymi zniknięcie karty gry ze Steama oraz usunięcie części materiałów promocyjnych na stronie studia. Zaczęły pojawiać się również informacje o napiętej sytuacji finansowej spółki. Bardzo szybko zrobiło się jasne, że projekt może nigdy nie wyjść poza nadmuchaną zapowiedź.
Sytuacja jest o tyle bolesna, że Thorgal od lat uchodzi za markę wręcz stworzoną do świata gier wideo. Mroczne fantasy, nordycki klimat, podróże między światami i wyrazisty bohater dawały ogromne możliwości i przede wszystkim… nadzieję. Wielu graczy liczyło, że po sukcesie Wiedźmina 3 polskie studio ponownie pokaże światu, jak adaptować fantastykę.
Grzegorz Rosiński zabiera głos
Najgorsze jest jednak to, że doniesienia dotyczące Mighty Koi zaczęły z czasem wykraczać daleko poza samą grę. Media opisywały problemy organizacyjne, zaległości finansowe i coraz trudniejszą sytuację wewnątrz firmy. Pojawiły się nawet informacje o działaniach komorniczych oraz bardzo niskiej wycenie części udziałów spółki.
Wizerunkowi projektu nie pomogły także komentarze pojawiające się wokół współpracy z właścicielami marki. Głos zabrał nawet Grzegorz Rosiński, współtwórca Thorgala, który publicznie wyraził rozczarowanie całą sytuacją i przyznał, że liczył na znacznie bardziej profesjonalne podejście do projektu.
Stracona szansa dla polskiego gamedevu?
Historia Thorgala pokazuje, jak ogromna przepaść potrafi dzielić ambitne zapowiedzi od rzeczywistej produkcji gry. Właśnie dlatego gracze do nowych projektów powinny podchodzić z rezerwą. Dziś nie wystarczy już efektowny zwiastun i znana licencja. Ważniejsze są natomiast konkrety, stabilności i doświadczenie – szczególnie gdy chodzi o projekty oparte na kultowej marce.
Naprawdę szkoda, bo przecież polska branża gier od lat udowadnia, iż potrafi tworzyć hity na światowym poziomie. I chyba właśnie przez to byliśmy wszyscy w stanie uwierzyć, że Thorgal może naprawdę się udać. Okazuje się jednak, że zamiast dumy pozostało jedynie poczucie niewykorzystanej okazji i rozczarowania. Jak to jednak mówią, nadzieja umiera ostatnia. Być może prawa do marki trafią kiedyś do studia, które rzeczywiście będzie gotowe udźwignąć na barkach przygody Thorgala Aegirsona.
