Microsoft odsłania lipcową ofertę Game Pass. Powroty, premiery i bolesne pożegnania

Xbox Game Pass zdążył już wypracować sobie coś w rodzaju stałego rytuału. Zaczyna się nowy miesiąc, pojawiają się kolejne zapowiedzi, gracze przeglądają listę nowości i pada to samo pytanie co zawsze: w co ja właściwie zdążę zagrać, zanim wszystko znowu się zmieni? Microsoft po raz kolejny odświeżył swoją usługę i na wakacje przygotował, trzeba przyznać, całkiem niezły zestaw tytułów. Obok ekscytacji zaczyna się jednak pojawiać coś jeszcze, pewien lekki niepokój, o którym chyba warto napisać kilka zdań.
Game Pass nadal potrafi przyciągać uwagę
Nie tak dawno temu sama idea abonamentu z ogromną biblioteką gier wydawała się pomysłem dość ryzykownym. Dziś wielu graczy nawet się nad tym nie zastanawia. Po prostu uruchamiają aplikację tak samo, jak rano sprawdzają pocztę. Zamiast liczyć, czy stać ich na nową grę za kilkaset złotych, wystarczy zerknąć, co właśnie pojawiło się w katalogu. Lipcowa oferta pokazuje, że Microsoft wciąż dobrze rozumie tę logikę. Do usługi trafiły między innymi Tony Hawk's Pro Skater 3 + 4, High On Life, Ultimate Chicken Horse, The Ascent, Minami Lane, Little Nightmares II, Rise of the Tomb Raider, Legend of Mana, Trials of Mana oraz debiutujące w dniu premiery Wheel World.
Wśród nowości znalazły się zarówno większe i głośniejsze produkcje, jak i mniejsze tytuły, o których przy tradycyjnym modelu sprzedaży pewnie mało kto by usłyszał. Moim zdaniem to jedna z największych zalet Game Passa, bo niejeden gracz odkrył dzięki niemu coś, czego wcześniej nawet nie dodałby do listy życzeń. Nie bez znaczenia pozostają również premiery dostępne od pierwszego dnia. W czasach, gdy ceny nowych gier regularnie przekraczają 300 zł, możliwość ogrania nowości bez dodatkowych wydatków nadal robi spore wrażenie.
Coraz trudniej nadążyć za biblioteką
Paradoks Game Passa polega na tym, że problemem zaczyna być... zbyt duży wybór. Biblioteka urosła do takich rozmiarów, że wielu graczy ma dziś więcej zapisanych tytułów niż realnego czasu na ich ukończenie. Wydaje mi się zresztą, że to problem szerszy niż samo granie, bo podobnie bywa z Netfliksem czy Spotify, gdzie również nieustannie odkładamy coś na później.
Pewnie każdy zna ten scenariusz z własnego podwórka. Pobieramy jedną grę, po godzinie uruchamiamy kolejną, potem jeszcze trzecią, bo skoro jest w abonamencie, to dlaczego nie? Kilka dni później okazuje się, że zamiast ukończyć którąkolwiek z nich, mamy już kilka rozpoczętych zapisów i obietnicę daną samym sobie, że na pewno jeszcze do nich wrócimy. Jak pokazuje praktyka, często kończy się na samych planach.
Microsoft zdaje się zresztą świadomie budować taki model korzystania z usługi. Game Pass ma być miejscem, do którego zagląda się regularnie, sprawdzając nowości niemal jak kolejny odcinek serialu na Netfliksie. Pod tym względem strategia firmy działa naprawdę skutecznie, nawet jeśli dla samych graczy oznacza to czasami lekki bałagan w bibliotece.
Lista pożegnań robi się coraz bardziej odczuwalna
Razem z nowymi grami pojawiła się również lista tytułów, które wkrótce znikną z usługi, i to właśnie ta część komunikatu wywołuje ostatnio najwięcej komentarzy. Z Game Passem pożegnają się między innymi Flock, Mafia Definitive Edition, Magical Delicacy, Tchia, The Callisto Protocol oraz The Case of the Golden Idol. Nic dziwnego, bo dla wielu posiadaczy konsol Xbox Series i Xbox Series S jest to moment, w którym trzeba szybko zdecydować, czy jeszcze zdążą wrócić do którejś z tych produkcji.
Samo usuwanie gier nie jest niczym nowym, ponieważ ten mechanizm towarzyszy abonamentowi od samego początku. Presja czasu, jaką odczuwa część użytkowników, wydaje się jednak dziś wyraźnie większa niż kilka lat temu. Gdy widzimy na liście ciekawą produkcję, coraz częściej pojawia się myśl, że za kilka tygodni może już nie być okazji, aby zagrać w nią bez dodatkowych kosztów. To trochę zmienia sposób korzystania z usługi. Zamiast spokojnie przebierać w katalogu we własnym tempie, część graczy zaczyna traktować go jak wystawę sklepową, z której produkty znikają niemal z dnia na dzień.
Mimo wszystko trudno przejść obok tej oferty obojętnie
Czy lipcowa oferta Game Passa jest rewolucyjna? Raczej nie. Czy można narzekać na brak ciekawych gier? Również nie, bo pod tym względem Microsoft ponownie odrobił pracę domową. Firma najwyraźniej doszła do momentu, w którym nie musi już co miesiąc rzucać na stół jednego gigantycznego hitu, aby utrzymać zainteresowanie graczy. I chyba właśnie w tym tkwi sekret popularności Game Passa. Nigdy nie wiadomo, co okaże się największym odkryciem miesiąca. Czasem są to głośne premiery, o których mówi cały internet, a czasem niepozorna produkcja, o której wcześniej mało kto słyszał.
Jedno pozostaje niezmienne od lat. Gdy Microsoft publikuje kolejną listę nowości, dyskusje wśród graczy wybuchają niemal natychmiast. I to chyba najlepiej pokazuje, że mimo upływu lat Xbox Game Pass wciąż pozostaje jedną z najważniejszych usług na rynku gier, a być może jego znaczenie jest dziś nawet większe niż jeszcze kilka lat temu.