Muzyka jeszcze nigdy nie była tak przerażająca. Don’t Fret z datą premiery
Horrory niezależne od lat udowadniają, że do wywołania prawdziwego niepokoju wcale nie potrzeba wielomilionowych budżetów ani hollywoodzkich nazwisk. Czasem naprawdę wystarczy oryginalny pomysł i konsekwentnie budowany klimat, który nie odpuszcza gracza ani na chwilę. Myślę, że Don't Fret, produkcja studia Scary Kid Studios, ma zadatki na coś wyjątkowego, bo zamiast ogranego opuszczonego szpitala czy nawiedzonego domu zabiera nas do mrocznej szkoły muzycznej, gdzie każdy wydany dźwięk może skończyć się bardzo, bardzo źle.
Horror, w którym bohaterem jest... gitara
Już sam punkt wyjścia sprawia, że Don't Fret wyróżnia się na tle niemal całej konkurencji i szczerze, dawno żaden growy horror nie zaskoczył mnie tak mocno samym tylko opisem fabuły. Gracz wciela się w Freta, świadomą swoich działań gitarę, która budzi się w tajemniczym kompleksie Harmonic Heights bez żadnych wspomnień i z bardzo złym przeczuciem co do tego, co ją tu spotkało. Miejsce, które z pozoru przypomina prestiżową szkołę muzyczną, bardzo szybko okazuje się koszmarem pełnym dziwnych stworzeń, zniekształconych wspomnień i sekretów, które ktoś bardzo chciał ukryć na zawsze.
Z dostępnych materiałów wynika, że historia nie będzie jedynie pretekstem do straszenia i nerwowego ganiania po korytarzach, co mnie osobiście bardzo cieszy. Twórcy wyraźnie chcą opowiedzieć bardziej osobistą historię o presji, oczekiwaniach i tożsamości młodego muzyka, który gdzieś po drodze zgubił samego siebie. Osoby, które miały okazję zagrać w demo podczas tegorocznych pokazów, sugerują, że Harmonic Heights może być metaforą dawnych traum głównego bohatera, co sprawia, że horror psychologiczny ma tu szansę odegrać równie ważną rolę jak klasyczne skoki adrenaliny, a może nawet ważniejszą.
Dźwięk staje się największym zagrożeniem
W większości gier muzyka buduje atmosferę i tyle, siedzi sobie grzecznie w tle i robi swoje, nie wtrącając się za bardzo w to, co dzieje się na ekranie. W Don't Fret staje się natomiast integralnym elementem rozgrywki, który realnie wpływa na każdą decyzję i, o ile twórcy faktycznie dowieźli to, co obiecują, może być jedną z najciekawszych mechanik w horrorach od dobrych kilku lat. Przeciwnicy reagują na hałas, więc gracze muszą uważać dosłownie na każdy wydany dźwięk, jednocześnie ucząc się wykorzystywać odgłosy otoczenia do odwracania uwagi wrogów i tworzenia sobie okienek do ucieczki.
Mechanika skradania została tu mocno powiązana z warstwą audio i widać, że twórcy podeszli do tego z prawdziwym pomysłem, a nie tylko dopisali dźwięk jako kolejny suwak w opcjach. Niektórych przeciwników można ominąć wyłącznie dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu akustyki otoczenia, inni z kolei nie dają czasu na kombinowanie i zmuszają do improwizacji na gorąco, co brzmi jak przepis na kilka naprawdę soczystych momentów paniki. Twórcy podkreślają, że obserwacja, słuch i umiejętność błyskawicznej adaptacji będą tu ważniejsze niż jakakolwiek bezpośrednia konfrontacja, i mam nadzieję, że trzymają się tego założenia do samego końca gry.
Muzyczne zagadki zamiast zwykłych łamigłówek
Nie mniej ciekawie prezentuje się system zagadek, który wyraźnie odcina się od gatunkowych schematów i, uważam, że to jeden z ważniejszych powodów, dla których warto mieć tę grę na oku. Zamiast klasycznego szukania kluczy, kodów i notatek porozrzucanych po kątach, Don't Fret wykorzystuje instrumenty jako podstawę niemal wszystkich wyzwań. Gracze będą rozwiązywać łamigłówki związane z gitarami, pianinami, harfami i instrumentami perkusyjnymi, co przynajmniej na papierze brzmi jak coś naprawdę świeżego i dobrze przemyślanego.
Jednym z najciekawszych elementów jest G-PAD, specjalny mechanizm przypominający gitarowy zamek, który wymaga wykonywania odpowiednich sekwencji pod presją czasu i już samo wyobrażenie sobie tego wywołuje u mnie lekki stres. Problem w tym, że gra najwyraźniej lubi serwować te momenty wtedy, gdy zagrożenie czai się tuż za rogiem, a my nawet nie możemy spokojnie zebrać myśli. Dzięki temu nawet pozornie spokojne rozwiązywanie zagadek potrafi zamienić się w wyjątkowo stresujące doświadczenie.
Zdjęcie w pełnym rozmiarze










Klimat inspirowany muzyką i dziecięcymi koszmarami
Pierwsze materiały pokazują, że Scary Kid Studios bardzo mocno stawia na charakterystyczny styl wizualny, który trudno pomylić z czymkolwiek innym i który, moim zdaniem, jest jedną z największych sił tej produkcji. Harmonic Heights przypomina jednocześnie szkołę muzyczną, teatr i jakiś surrealistyczny sen, z którego nie można się wybudzić bez względu na to, jak bardzo się starasz. Instrumenty ożywają i zachowują się jak żywe stworzenia, korytarze wydają się nienaturalnie długie, a nauczyciele zamieniają się w potworne istoty polujące na bohatera, i przyznam szczerze, że ten koncept bardzo skutecznie przemawia do mojej wyobraźni.
Wielu dziennikarzy porównuje klimat gry do współczesnych horrorów bawiących się motywem pozornie przyjaznych postaci i miejsc, które nagle okazują się pułapką, choć myślę, że Don't Fret ma potencjał, żeby wybić się ponad te porównania. Gra próbuje znaleźć własną drogę przez konsekwentne podporządkowanie całego świata tematyce muzycznej, i to dosłownie w każdym detalu, co nadaje jej spójność, której wielu podobnym produkcjom po prostu brakuje. Dotyczy to również ścieżki dźwiękowej stworzonej przez Rockit Music, która ma dynamicznie reagować na działania gracza i dynamicznie reagować na aktualną sytuację. Ten patent brzmi jak coś, co naprawdę może zrobić ogromną różnicę w budowaniu napięcia.
Twórcy potwierdzili, że gra trafi 1 października 2026 roku na konsole PlayStation 5, Xbox Series X, Xbox Series S oraz na komputery PC.
