Steam Machine wraca po latach. Valve znów chce zawalczyć o miejsce obok konsol
Kiedy Valve pokazało pierwsze Steam Machines, wiele osób widziało w nich przyszłość grania w salonie, ale projekt szybko upadł przez słabą kompatybilność Linuxa z grami, chaos związany z wieloma konfiguracjami sprzętowymi i brak jasnej tożsamości urządzenia. Dziś sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej, gdyż Steam Deck odniósł sukces, SteamOS dojrzał, a najnowszy wpis w bazie Vulkan 1.4 dotyczący urządzenia ‘’AMD Steam Machine’’ sugeruje, że Valve może szykować powrót do pomysłu sprzed lat.
Valve wyciągnęło wnioski z poprzedniej porażki
Największym problemem pierwszych Steam Machines był chaos. Valve oddało projekt partnerom i praktycznie każdy producent tworzył własną wersję urządzenia. Efekt był taki, że na rynku pojawiły się zarówno małe i stosunkowo tanie konstrukcje, jak i absurdalnie drogie urządzenia kosztujące tyle co porządny komputer PC. Trudno było znaleźć w tym wszystkim spójny pomysł.
Teraz Valve chce najwyraźniej kontrolować cały ekosystem znacznie mocniej. Według przecieków nowa Steam Machine ma działać podobnie do Steam Decka, a sprzęt i oprogramowanie mają być projektowane razem. W centrum całego urządzenia ma znaleźć się układ AMD bazujący na architekturach Zen 4 i RDNA 3. Mówi się również o obsłudze grania w 4K oraz technologii FSR, która ma pomóc utrzymać wysoką wydajność bez konieczności montowania ekstremalnie drogich podzespołów.
Valve nadal nie chce zamieniać swojego urządzenia w klasyczną konsolę. Steam Machine ma zachować pecetowy charakter. Użytkownik prawdopodobnie nadal będzie mógł instalować inne aplikacje, korzystać z różnych launcherów czy nawet zmienić system operacyjny. I właśnie to może być największa różnica względem konsol PlayStation 5 albo konsol Xbox Series X.
SteamOS w końcu dojrzał
Dawniej granie na Linuxie było bardziej ciekawostką niż realną alternatywą dla Windowsa. Wiele gier po prostu nie działało, a użytkownicy musieli kombinować z konfiguracją, sterownikami i różnymi obejściami. Dla przeciętnego gracza było to zwyczajnie zbyt męczące.
Steam Deck pokazał jednak, że Valve odrobiło lekcję. Dzięki Protonowi ogromna liczba gier z Windowsa działa dziś na SteamOS praktycznie bez większych problemów. W wielu przypadkach użytkownik nawet nie zauważa, że uruchamia grę przez warstwę kompatybilności. Po prostu wciska ‘’graj’’ i wszystko działa.
W związku z tym nowa Steam Machine ma dziś znacznie większy sens niż dekadę temu. Valve nie musi już przekonywać deweloperów, żeby tworzyli osobne wersje swoich gier dla Linuxa. Firma znalazła sposób, żeby obejść ten problem. A skoro rozwiązanie sprawdziło się w konsoli przenośnej, naturalnym krokiem wydaje się przeniesienie go do większego sprzętu przeznaczonego do salonu.
Największą niewiadomą pozostaje cena
Nawet jeśli sam pomysł wygląda obiecująco, Valve nadal stoi przed kilkoma trudnymi wyzwaniami. Największym z nich może być cena urządzenia. Nieoficjalne doniesienia sugerują, że sprzęt może kosztować około 800 dolarów, czyli mniej więcej 3300 złotych przed doliczeniem podatków. To już poziom, przy którym gracze zaczynają porównywać taki sprzęt nie tylko z konsolami, ale też z normalnymi komputerami gamingowymi.
Pojawiają się też pytania o kompatybilność części gier multiplayer. SteamOS radzi sobie coraz lepiej, ale niektóre systemy antycheat nadal sprawiają problemy. W praktyce może to oznaczać, że część popularnych produkcji sieciowych po prostu nie ruszy na nowym urządzeniu Valve albo będzie działać z ograniczeniami.
Mimo wszystko widać, że rynek jest dziś znacznie bardziej otwarty na takie pomysły niż kiedyś. Popularność konsol przenośnych pokroju Steam Decka czy ASUS ROG Ally pokazała, że gracze coraz chętniej sięgają po sprzęt będący czymś pomiędzy konsolą a pecetem. I właśnie w tej luce Valve może spróbować znaleźć dla siebie miejsce.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy nowa Steam Machine okaże się sukcesem, lecz tym razem Valve nie startuje od zera. Firma ma już gotowy ekosystem, ogromną bibliotekę gier i doświadczenie zdobyte przy Steam Decku. A to daje jej dużo większe szanse niż przy pierwszym podejściu sprzed lat.
