Wall-E ruszył na chodniki w USA? Małe roboty sprawdzają czy miasta są naprawdę dostępne dla wszystkich

Technologia coraz bardziej zaskakuje nas w niecodziennej formie. W jednym z miast w Teksasie mieszkańcy zaczęli spotykać na chodnikach niewielkie, słodkie roboty, które przypominają głównego bohatera animacji Wall-E. Maszyny poruszają się powoli i nie wydają głośnych dźwięków. Jednak w ciszy wykonują bardzo ważne zadanie dla całej społeczności. Sprawdźcie, co tak naprawdę robią.
Małe roboty z wielką misją
Technologie zaskakują nas już każdego dnia. Nie tak dawno temu pisałem o robocie koniu, który może odmienić sposób w jaki patrzymy na transport. Całkowicie normalne są już także drony i roboty-psy. Natomiast dziś poruszymy temat robota, który już teraz dzielnie pomaga nam w ważnej misji. Na ulicach miasta Burleson w Teksasie pojawiły się bowiem roboty, które na pierwszy rzut oka mogą wyglądać jak futurystyczna zabawka. Ich zadanie jest jednak bardzo poważne.
Te niewielkie persony, które przypominają z wyglądu bohatera animacji Wall-E nieustannie analizują stan chodników miasta, sprawdzając między innymi ich nachylenie, szerokość oraz wszelkie przeszkody, które mogą utrudniać poruszanie się pieszym. Roboty szczególną uwagę przykładają do wszelkiej maści barier, które mogą stanowić problem dla osób z niepełnosprawnościami.
W praktyce zatem małe roboty zbierają wręcz ogromną ilość danych, które wcześniej musieli pozyskiwać ludzie i zajmowało im to znacznie więcej czasu. Urzędnicy i inspektorzy musieli przejść wiele kilometrów chodników, dokonując pomiarów ręcznie. Nowe roboty wykonują te zadania autonomiczne i potrafią w ciągu jednego dnia przeanalizować nawet sześć lub siedem mil chodników – czyli ponad dziesięć kilometrów infrastruktury. Dla porównania, człowiek wykonujący takie pomiary jest w stanie skontrolować około dwóch mil dziennie.
Zaawansowana technologia w niewielkiej obudowie
Choć roboty zostały skonstruowane tak by wzbudzać naszą sympatię przez prosty wygląd, nie można powiedzieć, że mają proste wnętrze. W ich małych ciałach znajdują się liczne czujniki, kamery oraz systemy pomiarowe, które nieustannie analizują powierzchnię chodnika z bardzo dużą precyzją. Roboty sprawdzają między innymi nachylenie powierzchni oraz jej równość, potrafią wykrywać także potencjalne przeszkody, które mogą stanowić utrudnienie w poruszaniu się ludzi.
Tak zebrane dane trafiają następnie do systemów analitycznych, które pozwalają przeanalizować i stworzyć dokładne mapy miejskiej infrastruktury. Mówiąc wprost, urzędniczy dzięki małym pomocnikom są w stanie obejrzeć dane miejsce niemal centymetr po centymetrze i sprawdzić gdzie jest potrzebna interwencja lub naprawa.
Ale roboty mają jeszcze jedną, ważną funkcję. Pozwalają spojrzeć na przestrzeń miejską s perspektywy wózka inwalidzkiego. Maszyny celowo symulują warunki, które mogą sprawić trudność osobom z ograniczoną mobilnością. Dzięki temu dane nie jest już tylko technicznymi pomiarami, ale przede wszystkim odzwierciedlają doświadczenia i zachowania grup społecznych korzystających z miejskiej infrastruktury.
Roboty w mieście – przyszłość czy tylko eksperyment?
Co ciekawe, projekt w Burleson nie jest odosobniony. W wielu miastach Stanów Zjednoczonych podobne roboty już analizują tysiące kilometrów chodników, ramp dla wózków i przystanków transportu publicznego. Ci mali pomocnicy potrafią pracować nawet do kilkunastu godzin dziennie, które poświęcają na zbieranie dokładnych danych, których w taki sposób nie zebrały żaden człowiek.
Oczywiście skoro mówimy o nowej technologii, to pojawiły się także nowe problemy – a jakże. W wielu miastach roboty wzbudziły spore kontrowersje. Niektóre osoby obawiają się przykładowo, że będą one przeszkadzać pieszym. Wątpliwość budzi również kwestia dotycząca prywatności. Głównym kontrargumentem zwolenników takich rozwiązań jest jednak to, że dobrze zaprojektowane roboty znacząco zmniejszają koszty utrzymania infrastruktury.
Jakkolwiek by na to nie patrzeć, roboty z Teksasu mają bardzo konkretny cel, do którego prawdopodobnie będą systematycznie dążyć. Jeśli projekt się sprawdzi, podobne maszyny mogą wkrótce pojawić się także w innych miastach, na całym świecie. Kto wie, być może w niedalekiej przyszłości i u nas zobaczymy małego robota na chodniku, który nie tylko będzie ładnie wyglądać, ale przede wszystkim pomoże nam bardziej zadbać o miejsce, w którym żyjemy.