Nintendo Switch Sports Resort – recenzja. Siłowanie się na kciuki powinno stać się sportem olimpijskim

Data dodania: 30-10-2026

Nie będę nawet ukrywać, że z ruchowymi grami nigdy nie było mi po drodze. Ostatnią odsłoną serii, przy której zatrzymałem się na dłużej, było Wii Sports Resort, a późniejsze części omijałem szerokim łukiem. Po latach postanowiłem jednak przyjąć rzucone przez Nintendo wyzwanie i tak ponownie trafiłem na wyspę Wuhu. Nie oczekiwałem wiele, ale jak się okazuje, nowe Sports Resort potrafi zaskoczyć. Czy warto ponownie chwycić za Joy-Cony i robić głupie pozy przed telewizorem?

Mamo, przecież mamy sport w domu

Naprawdę nie potrafię skrywać tajemnic – przynajmniej w kwestii gier, które faktycznie wywołały na mnie pozytywne wrażenie. Nie inaczej jest w przypadku nowego Nintendo Switch Sports Resort. Na zadane wcześniej pytanie odpowiem zatem od razu twierdząco, bo już dawno nie bawiłem się tak dobrze przy grze ruchowej. Mówiąc szczerze, dzięki grze aż zatęskniłem za czasami, w których podobne tytuły wychodziły na niemal wszystkie konsole.


Sama gra jest zarówno kontynuacją tytułu z 2022 roku, piątą już odsłoną serii, jak i duchowym spadkobiercą Wii Sports. Ale jakkolwiek by jej nie postrzegać, to i tak wychodzi ze wszelkich porównań obronną paletką. Bo i mamy tutaj sprawdzone już rozwiązania, za którymi tęsknili fani marki, ale także kilka nowych, które sprawiają, że domówki sportowe stają się jeszcze lepsze. To przede wszystkim jedna z tych gier, które nie udają niczego na siłę. Sports Resort sprawdza się najlepiej w scenariuszach imprezowych i wówczas pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Oczywiście Nintendo i tak próbuje nieco pogłaskać samotnych graczy i całkiem nieźle mu to wychodzi. Jednak bez dwóch zdań jest to gra nastawiona na zabawę w towarzystwie. I będzie to zabawa zaiste przednia. Tym razem bowiem będziemy mogli zmagać się aż w 12 dyscyplinach sportowych.


Zanim jednak zmierzymy się we wszystkich konkurencjach, warto podkreślić, że nie mówimy tutaj o grze hiperrealistycznej. Jeśli właśnie na realizmie zależy Wam w grach sportowych, to uczciwie ostrzegam, że odbijecie się od nowego Sports Resort. To bardziej kolorowa i radosna wariacja na temat kilku znanych dyscyplin sportowych, które mają przede wszystkim bawić, często śmieszyć, a przede wszystkim zapewniać zręcznościową rywalizację. W żadnej mierze nie należy zatem podchodzić do gry na poważnie. Ale właśnie w tym tkwi cała jej magia.

Nintendo Switch Sports Resort w naszej ofercie:

Joy-Cony w dłoń!

Zanim sięgniecie po swoje Joy-Cony, wykopcie z szafy swoje paski zabezpieczające. Co prawda gra wręcz atakuje nas taką informacją, ale oczywiście tego nie zrobiłem i dwa razy kontroler przy machaniu prawie wypadł mi z dłoni. Jeśli zatem nie chcecie kupować nowego telewizora lub niechcący zrobić innemu domownikowi guza, zachęcam, byście posłuchali instrukcji. Zwłaszcza że namachacie się tu naprawdę dużo. Odpalając grę, spodziewałem się, że sterowanie w wielu dyscyplinach będzie po prostu minimalnie się różnić. Jak się jednak okazało, każdy z 12 sportów został potraktowany w zupełnie inny sposób. Czasem wypadło to oczywiście lepiej, a czasem gorzej, jednak trudno nie zauważyć, że Nintendo wykorzystało praktycznie wszystkie możliwości nowych kontrolerów i wycisnęło z nich ostatnie krople potu – nie tylko z nich zresztą.


Mamy zatem sporty wymagające typowej zręczności, takie jak siatkówka, tenis czy boks. Przy tym ostatnim zauważyłem sporą poprawę względem poprzednich części. Nie wystarcza już bowiem wymachiwać łapkami na oślep w nadziei, że rękawica dosięgnie twarzy przeciwnika. Oczywiście wszystko zależy też od wybranego poziomu trudności, ale faktycznie na wyższych liczy się także precyzyjne unikanie i celowanie oraz zarządzanie paskiem wytrzymałości. Jednocześnie jest to też dyscyplina najbardziej, że tak powiem… agresywna? To właśnie przy boksie kontroler wręcz wyskakiwał mi z dłoni. Jednak obicie wesołej buźki znajomego zawsze niwelowało wszystkie niedogodności.


Jeśli już o niedogodnościach mówimy, to najmniej precyzyjny i przez to najmniej atrakcyjny wydał mi się golf. Miałem wręcz wrażenie, że ruch nie pokrywa się z moimi ruchami i miałem spore problemy, by cokolwiek zwojować w tej dyscyplinie. Inna sprawa, że ogólnie golfa samego w sobie nie lubię, więc wybierałem go chyba najrzadziej. Zgoła odmiennie w mojej opinii prezentują się łucznictwo i kręgle – obie konkurencje stały się jednymi z moich ulubionych i spędziłem w nich sporo czasu. Zarówno wystrzelenie strzały, jak i puszczenie kuli wymagają większej precyzji, a dodatkowo wykonywane przy tym ruchy bardzo mocno pokrywają się z rzeczywistością. Tu na szczególną uwagę zasługuje łucznictwo, przy którym musimy odpowiednio wychylić jednego Joy-Cona w sposób zbliżony do faktycznego korzystania z łuku.


Przyznaję, że nieco zawiodłem się koszykówką, po której spodziewałem się najbardziej spektakularnych akcji, ale w gruncie rzeczy otrzymałem dość uproszczone sterowanie i brak pełnej kontroli nad zawodnikiem. Choć jest to dyscyplina, w której mamy dostępnych kilka ruchów, mam wrażenie, że nie wszystkie gesty są responsywne i intuicyjne. Mówiąc prościej, była to dla mnie jedna z najmniej wygodnych dyscyplin, przez co nie bawiłem się w niej dobrze.


Na zakończenie pozostawiłem sobie chyba największe zaskoczenie, którym okazało się… siłowanie na kciuka! Posypuję głowę popiołem, bo po pierwszej prezentacji Nintendo spodziewałem się nieudolnego zapychacza. Tymczasem jest to jedna z najlepiej dopracowanych, najzabawniejszych i przez to najbardziej widowiskowych dyscyplin zawartych w grze. Już samo patrzenie na swoją postać z przerośniętym kciukiem wywołuje uśmiech na twarzy, a podczas zabawy jest tylko lepiej. Zasady są tu proste, a sterowanie wręcz banalne, co jednak nie oznacza, że prostackie. Zabawa jest naprawdę przednia.

Wygenerowane z AI

Powrót na wyspę Wuhu

Spokojnie, dobrze liczycie. Nie wymieniłem oczywiście wszystkich dyscyplin i jest ku temu dobry powód. Część z nich jest bowiem ściśle związana z samym kurortem wypoczynkowym na wyspie Wuhu. To miejsce jest zresztą dobrze znane miłośnikom gier Nintendo. Pojawiało się już we wcześniejszych odsłonach serii, a jego fragmenty mogliśmy przemierzać choćby na trasach w Mario Kart 7. Mimo to od dobrych kilku lat nie mieliśmy okazji zwiedzać wyspy z taką swobodą, jaką oferuje nam nowe Sports Resort.


Co zatem możemy robić? Trzy z dwunastu konkurencji oferują bardziej swobodne podróżowanie po wyspie. Możemy to robić w powietrzu – samolot jest zresztą moją ulubioną formą relaksu w całej grze. Drugim sposobem jest skuter wodny, którym podróżowanie nie jest może już tak majestatyczne, ale również dostarcza sporo frajdy. Obie dyscypliny zostały wręcz świetnie opracowane pod względem ruchowym i pozwalają poczuć się niemal jakbyśmy byli za sterami kreskówkowych pojazdów. Przy czym oczywiście samolot wymaga od nas nieco więcej precyzji i na początku trzeba się do tego przyzwyczaić.


Na szczególną uwagę zasługuje jednak trzecia dyscyplina, którą jest jazda na desce. Nie dlatego, że jest ona najlepsza, ale dlatego, że oferuje unikalne doświadczenie wykorzystujące sterowanie Joy-Conem w formie myszki. Zabawa polega na tym, że każdy ruch na podłożu przekłada się na odepchnięcie nogą, a przechylenie kontrolera w daną stronę wywołuje skręt. Przyznaję, że nie jestem zwolennikiem tego trybu w Nintendo Switch 2, jednak z czystej ciekawości przejechałem na desce kilka dobrych kilometrów. Jest fajnie, ale niestety z czasem też męcząco i niewygodnie. W mojej ocenie jest więc to dyscyplina, którą lepiej traktować jako ciekawostkę – no chyba, że akurat już przywykliście do takiego sterowania w innych grach.


Co jednak możemy tak naprawdę robić poza ściganiem i wykręcaniem nowych wyników? Czeka na nas chociażby 245 punktów fotograficznych do odhaczenia oraz ponad 120 misji związanych z różnymi aktywnościami, takimi jak przebijanie balonów czy odnajdywanie kwiatów hibiskusa. Jeśli lubicie eksplorację i szukanie znajdziek, to zdecydowanie będziecie mieli co robić. Zwłaszcza że za odblokowane kolekcje otrzymujemy też elementy kosmetyczne lub po prostu walutę, za którą możemy potem wykupić w grze różne przedmioty. We wszystkich dyscyplinach podróżniczych otrzymujemy również możliwość swobodnej eksploracji wyspy, jednak wówczas kolekcjonerstwo zostaje nieco ograniczone.


Żeby nie zrobiło się nudno, wyspę będziecie mogli zwiedzać w trzech porach dnia, ale tu należy pamiętać, że całą zabawę rozpoczynamy jedynie z możliwością zwiedzania jej za dnia. Co za tym idzie, porę wieczorną i nocną odblokowujemy dopiero po odnalezieniu ustalonej odgórnie liczby zdjęć – co w jakiś tam sposób również zmusza nas do kolejnych prób i zbieractwa. Osobiście bardzo lubię kolekcjonować przedmioty w grach, więc bardzo ucieszyło mnie, że Sports Resort nie okazało się jedynie tytułem nastawionym na rywalizację.

Brakuje efektu wow, ale…

Pod względem wizualnym jest… poprawnie. Tylko tyle albo aż tyle. Postacie są, jak to często w grach Nintendo, mocno uproszczone, ale ich wygląd nie odrzuca od ekranu. Wiele możliwości personalizacji naszego zawodnika sprawia natomiast, że z czasem staje się on coraz bardziej do nas podobny. No dobrze, staje się dokładniejszym awatarem w oferowanej w grze estetyce. Lubię styl gier Nintendo i od lat bawię się świetnie w grach pokroju Animal Crossing, zatem uczciwie napiszę, że zwyczajnie spodobał mi się taki design postaci czy otoczenia. Jasne, tekstury mogłyby być bardziej wyraziste, a sama wyspa bardziej szczegółowa. Jednocześnie przy zabawie w dobrym towarzystwie totalnie się o tym nie myśli.


Bo i nie będę ukrywał, że najwięcej frajdy miałem właśnie podczas wspólnej zabawy na jednej kanapie. Dopiero wówczas Nintendo Switch Sports Resort pokazuje swoje najmocniejsze strony. Jeśli jednak nie lubicie domówek, nic nie stoi na przeszkodzie, byście zaprosili do zabawy znajomych z sieci. W tym przypadku możecie nawet założyć własne lobby lub po prostu zmierzyć się z przypadkowymi graczami. Warto jednak zaznaczyć, że nie wszystkie dyscypliny są w ten sposób dostępne – nie znajdziemy pośród nich samolotu, skutera wodnego i deskorolki. Coś jeszcze? Na najbardziej ambitne osoby czeka także Pro Liga, w której będą mogły rywalizować z graczami z całego świata i piąć się w rankingach. Ale to, przyznaję, już nie dla mnie. Ja bawiłem się świetnie, po prostu sprawdzając różne warianty zabawy i bawiąc się ich poziomami trudności. Łapałem się również na tym, że odpalałem na chwilę grę i bawiłem się przednio solo – ot tak, żeby uzbierać więcej waluty na kolejne przedmioty kosmetyczne.


Przez kilkanaście godzin zabawy nie doświadczyłem żadnych spadków animacji i błędów. Jasne, można powiedzieć, że przecież tytuł nie wygląda jakoś zjawiskowo, więc siłą rzeczy nie obciąża konsoli. Jednak życie pokazuje, że nawet mniej okazałe pod względem wizualnym tytuły potrafią być koszmarnie zoptymalizowane na konsolach Nintendo. No i powiedzmy sobie szczerze, w grze imprezowej płynność jest szczególnie ważna. Mówiąc wprost, technicznie gra dowozi.


Nieco gorzej jest z muzyką, która w zasadzie… po prostu istnieje. Przez całą zabawę oprawa dźwiękowa nie zdołała zwrócić na siebie mojej uwagi. Wręcz mógłbym napisać, że wpadała w jedno ucho, a za moment drugim uleciała. Wyjątkiem są tutaj komunikaty, które pojawiają się podczas odhaczania kolejnych punktów widokowych. Zaskoczyło mnie, że są one udźwiękowione w ojczystym języku. Na początku brzmią bardzo mechanicznie, ale z czasem zrozumiałem też, że mają symulować automatycznego przewodnika. Bardzo fajnie, że Nintendo zaczęło spolszczać swoje gry.

Nintendo potrafi w domówki

Jak więc możecie z tekstu wywnioskować, Nintendo Switch Sports Resort to tytuł, który idealnie sprawdza się na wszelkich domówkach i rodzinnych posiedzeniach. Gra nie pozwala szybko o sobie zapomnieć, co rusz podrzucając nam nowe osiągnięcia do zdobycia i stroje do odblokowania. Przez to bardzo szybko łapiemy się na tym, że bezwiednie chociaż na chwilę do tytułu powracamy.


Proste i przejrzyste zasady sprawiają, że tytuł idealnie nadaje się również dla najmłodszych graczy, więc jeśli chcecie miło spędzić czas ze swoimi pociechami, będzie to świetny pomysł na wspólną zabawę. Jest ładnie, jest kolorowo, ale tym razem nie na tyle słodko, by przekroczyć pewną strefę komfortu. Zatem na organizowanych imprezach nikt nie powinien marudzić.


Na chwilę obecną nowe Sports Resort to najfajniejsza gra wyciskająca z Nintendo Switch 2 wszystkie funkcje ruchowe. Ale jest to przede wszystkim naprawdę udany powrót marki, która może i nie podbije świata, ale z pewnością zawojować może wasz dom i wywołać uśmiech na twarzach waszej rodziny i znajomych. A przecież właśnie o to głównie w grach chodzi. Jeśli posiadacie nową konsolę Nintendo i chcecie nieco porywalizować lub po prostu się powygłupiać, to jest to świetny wybór.

Ocena: 7.5/10

  • Niektóre dyscypliny są mimo wszystko powtarzalne
  • Za mało atrakcji w czasie swobodnej eksploracji 
  • Aż 12 zróżnicowanych dyscyplin
  • Dużo rzeczy do zebrania i odkrycia
  • Polska wersja językowa
  • Przystępne sterowanie - nawet dla dzieci
  • Świetna zarówno w towarzystwie jak i solo

Paweł Matyjewicz

Autor Media Expert

Dumny tata, pasjonat życia, kultury Azji i technologii. Od lat związany z dziennikarską branżą gier wideo. Miłośnik fantastyki wszelkiego rodzaju. Przez wielu nazywany geekiem, chociaż sam uważa, że do tego określenia mu daleko. Wielbiciel przemyślanych światów, również tych papierowych (stołowe RPG zawsze w sercu). Gdy nie pisze, prawdopodobnie przechodzi japońskiego RPGa, ogląda nowy serial lub robi długie wycieczki ze swoją piesełą o imieniu Buffy.

Przejdź do strony autora
Wróć

Właściciel serwisu: TERG S.A. Ul. Za Dworcem 1D, 77-400 Złotów; Spółka wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego w Sądzie Rejonowym w Poznań-Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, IX Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS 0000427063, Kapitał zakładowy: 41 687 500,00 zł; NIP 767-10-04-218, REGON 570217011; numer rejestrowy BDO: 000135672. Sprzedaż dla firm (B2B): dlabiznesu@me.pl INFOLINIA: 756 756 756