Ameryka szykuje ofensywę przeciw pirackim stronom. Zmiany odczują Google i Cloudflare

Data dodania: 09-04-2026

Temat piractwa w sieci powraca co kilka lat niczym bumerang, ale tym razem zrobiło się naprawdę poważnie. W amerykańskim Kongresie trwają prace nad projektem przepisów, które mogą istotnie wpłynąć na sposób funkcjonowania internetu nie tylko w USA, ale również poza jego granicami. Nowa inicjatywa dotyczy przede wszystkim zagranicznych serwisów naruszających prawa autorskie.

DNS na pierwszej linii walki z piractwem

Walka z piractwem internetowym od lat pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów. W obecnych czasach nie chodzi już wyłącznie o strony internetowe otwierane w przeglądarce na komputerach PC. Dostęp do sieci odbywa się przecież także przez smartfony, konsole takie jak PlayStation 5 czy Xbox Series X, a nawet inteligentne telewizory. Dlatego każda zmiana przepisów może mieć bardzo szeroki wpływ na codzienne korzystanie z sieci. Obecny projekt pokazuje, że USA chce mocno powrócić do debaty.


Największą zmianą ma być objęcie regulacjami dostawców usług DNS. Przeciętny użytkownik zwykle nie dostrzega tego elementu internetu, ale w praktyce pełni on kluczową funkcję – tłumaczy adresy przeglądarki na konkretne serwery. Bez tego mechanizmu wejście na jakąkolwiek stronę byłoby znacznie bardziej skomplikowane. Jak ma się to do nowych przepisów? Jeśli zostaną przyjęte, sądy w USA będą mogły wydawać nakaz blokady konkretnej domeny. Mówiąc prościej, firmy takie jak Google, Cisco czy Cloudflare musiałyby uniemożliwiać swoim użytkownikom dotarcie do wskazanych przez władze serwisów. To wbrew pozorom bardzo duża zmiana, do  tej pory ciężar walki z piractwem spoczywał głównie na dostawcach internetu.


Warto również zauważyć, że USA nie jest w tej walce osamotnione i podobne rozwiązania już zaczęły pojawiać się w Europie. Jednym z głośniejszych przykładów była niedawna decyzja francuskiego sądu, który zobowiązał dostawców DNS do blokowania wybranych stron. Wiele osób wskazuje, że to właśnie jedna z sytuacji, która stała się punktem odniesienia dla amerykańskich legislatorów.

Smartfony w naszej ofercie:

Temat piractwa, który powraca niczym bumerang

Ale każdy kto długo surfuje po internecie doskonale wie, że temat piractwa nie jest nowy. Wielu obserwatorów wskazuje, że obecna sytuacja mocno przypomina im ustawę SOPA, czyli Stop Online Piracy Act. Ponad dekadę temu to właśnie ta propozycja wywołała ogromne protesty internautów, organizacji społecznych oraz samych firm technologicznych. Ostatecznie projekt upadł pod naporem krytyki.


Jednak obecnie żyjemy już w zupełnie innych czasach. Tym razem pomysłodawcy ustawy za wszelką cenę chcą uniknąć zarzutów mówiących o ograniczeniu swobody i wolności słowa. Proponują oni blokowanie stron wyłącznie na podstawie decyzji sądowych. Tak więc w założeniu działania mają być bardziej precyzyjne, a ryzyko przypadkowego zablokowania legalnej treści ma zostać mocno ograniczone.


I w zasadzie jest to największa wskazana różnica. Zamiast szeroko zakrojonych masowych blokad, przepisy mają skupiać się na konkretnych, zagranicznych stronach, których treści naruszają w sposób jednoznaczny prawa autorskie. Jednak życie pokazuje, że teoria to jedno, a praktyka drugie. Jak będzie w rzeczywistości? Zobaczymy.

Czy internet czeka kolejna duża zmiana?

Nie jest też wielką tajemnicą, że zaostrzenia prawa od dawna domagają się organizacje, które reprezentują przemysł filmowy, muzyczny i medialny. Ich zdaniem obecne narzędzie nadzorujące, są zwyczajnie niewystarczające. Nie da się ukryć, że operatorzy pirackich serwisów stają się też coraz bardziej sprytni i dzięki nowym narzędziom są w stanie skuteczniej wymijać wszelkie blokady.


Ale jak zwykle, jeśli chodzi o blokowanie czegokolwiek pojawiają się obawy dotyczące wolności internetu. Krytycy już zwracają uwagę, że ingerencja w system DNS może otworzyć drogę do dużych nadużyć, a granica pomiędzy walką z piractwem a ograniczeniem dostępu do informacji może okazać się w tym przypadku bardzo cienka.


Eksperci zwracają też uwagę, że skutki takich działań mogą mieć charakter globalny. Jeśli amerykańskie przepisy wejdą w życie, konsekwencje mogą być odczuwalne nie tylko dla użytkowników w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, zmiany nie dotyczą tylko osób prywatnych, dotkną również międzynarodowe firmy technologiczne oraz dostawców usług sieciowych, których rozwiązania każdego dnia obsługują miliony urządzeń podłączonych do sieci.


Jeżeli nowe regulacje zostaną przyjęte, mogą stać się wręcz wzorem dla innych państw. Niewykluczone, że podobne rozwiązania zaczną pojawiać się również w kolejnych krajach, co przełoży się na zmiany w sposobie korzystania z sieci zarówno na urządzeniach mobilnych, jak i domowych. Dla użytkowników może to oznaczać nowe ograniczenia w dostępie do niektórych treści, niezależnie od tego, czy korzystają z internetu na smartfonie, laptopie czy telewizorze.

Laptopy w naszej ofercie:

Wróć

Właściciel serwisu: TERG S.A. Ul. Za Dworcem 1D, 77-400 Złotów; Spółka wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego w Sądzie Rejonowym w Poznań-Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, IX Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS 0000427063, Kapitał zakładowy: 41 687 500,00 zł; NIP 767-10-04-218, REGON 570217011; numer rejestrowy BDO: 000135672. Sprzedaż dla firm (B2B): dlabiznesu@me.pl INFOLINIA: 756 756 756