Czy kierowcy będą musieli zwolnić? UE chce 30 km/h w miastach i 120 km/h na autostradach
Europa od kilku lat coraz intensywniej rozmawia o bezpieczeństwie na drogach. Po wprowadzeniu stref z ograniczeniem do 30 km/h w wielu miastach przyszedł czas na kolejne propozycje, które budzą już teraz duże emocje. Eksperci sugerują, że niższe limity prędkości mogłyby objąć również drogi krajowe i autostrady. Choć na razie nie oznacza to nowych przepisów, dyskusja w tym temacie wyraźnie nabrała tempa.
Nie nowe przepisy, lecz kierunek zmian
Na początku, uspokoję wszystkich kierowców, bo nie mówimy tutaj o wprowadzeniu nagłych zmian. Propozycje ograniczenia prędkości do 120 km/h na autostradach oraz 70 km/h na drogach poza obszarem zabudowanym nie są efektem prac nad nowym europejskim prawem. To dopiero rekomendacje przygotowane przez specjalistów zajmujących się bezpieczeństwem ruchu drogowego, którzy od lat wskazują, że prędkość pozostaje jednym z najważniejszych czynników wpływających na liczbę wypadków.
Eksperci przypominają również, że samo przestrzeganie limitów to tylko jeden z elementów bezpiecznej jazdy. Równie istotne pozostają prawidłowo zamontowane foteliki samochodowe dla dzieci, korzystanie z pasów bezpieczeństwa, nowoczesne systemy wspomagania kierowcy oraz regularna kontrola stanu technicznego pojazdu.
W przedstawionych zaleceniach znalazły się cztery podstawowe wartości, które mogą jednak zaskoczyć wielu kierowców. Na ulicach, gdzie piesi i rowerzyści mieszają się z ruchem samochodowym, rekomendowane jest 30 km/h. Drogi z licznymi skrzyżowaniami miałyby zachować limit 50 km/h, natomiast trasy pozamiejskie – 70 km/h. Największe zainteresowanie budzi jednak propozycja ograniczenia do 120 km/h na drogach ekspresowych i autostradach, która dla wielu kierowców oznaczałaby wyraźną zmianę codziennych przyzwyczajeń.
Dlaczego eksperci chcą wolniejszej jazdy?
Zwolennicy niższych limitów argumentują, że wraz ze wzrostem prędkości gwałtownie rośnie energia uderzenia podczas kolizji. Nawet niewielkie zmniejszenie średniej prędkości może przełożyć się więc na krótszą drogę hamowania i większe szanse na uniknięcie najpoważniejszych skutków wypadku. To właśnie dlatego część europejskich państw zdecydowała się już wcześniej na ograniczenie prędkości w centrach miast.
Znaczenie mają tu również nowoczesne rozwiązania stosowane w motoryzacji. Systemy ADAS, inteligentny tempomat adaptacyjny, asystent pasa ruchu czy rozwijana komunikacja V2X pomagają kierowcom utrzymywać bezpieczną jazdę, jednak eksperci podkreślają, że nawet najbardziej zaawansowana elektronika nie jest w stanie całkowicie zniwelować skutków nadmiernej prędkości. Mówiąc bardziej dosadnie, technologie mają jedynie wspierać kierowców, a nie myśleć za nich. Bo nic nie zastąpi zdrowego rozsądku.
Czy Europa rzeczywiście wprowadzi nowe limity?
Na dziś nic nie wskazuje na to, aby Unia Europejska przygotowywała przepisy narzucające wszystkim państwom jednakowe ograniczenia prędkości. Poszczególne kraje samodzielnie ustalają limity i mogą podejmować własne decyzje. Mimo to rekomendacje międzynarodowych instytucji często stają się punktem odniesienia podczas tworzenia krajowych strategii bezpieczeństwa drogowego.
Warto przypomnieć, że w Polsce obowiązują obecnie wyższe limity niż te proponowane przez ekspertów. Ewentualne obniżenie dopuszczalnej prędkości oznaczałoby nie tylko zmianę przepisów, ale również konieczność dostosowania oznakowania, systemów kontroli oraz – nie oszukujmy się – sposobu planowania samej podróży. Zmian wymagałyby także popularne aplikacje na smartfonach i tabletach, które wyliczają przewidywany czas przejazdu na podstawie obowiązujących limitów prędkości. Dla wielu kierowców oznaczałoby to dłuższy czas przejazdu nawet na najkrótszych trasach, choć zwolennicy zmian przekonują, że różnice w praktyce nie byłyby aż tak duże, jak mogłoby się wydawać.
Mimo tego wielu kierowców już teraz podkreśla, że wprowadzenie takich ograniczeń mogłoby spowodować wręcz żółwie tempo na drogach i przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Z drugiej strony zwolennicy zmian przekonują, że nowoczesna nawigacja GPS, inteligentne systemy wyznaczania tras oraz informacje o natężeniu ruchu mogłyby pomóc kierowcom lepiej planować podróż i częściowo zrekompensować wydłużony czas przejazdu. Na szczęście, a może nieszczęście – sami to oceńcie – na chwilę obecną nie trzeba się tym jeszcze przejmować. Debata dopiero się rozpoczęła, a rekomendacje pozostają jedynie propozycją, która może wpłynąć na przyszłe kierunki polityki transportowej w Europie. Na chwilę obecną zalecamy po prostu przestrzeganie obecnych limitów i zdrowy rozsądek w czasie podróży.
