Kawa to nie tylko kofeina. Naukowcy odkryli zaskakujący wpływ na jelita i mózg
Poranna filiżanka kawy to dla wielu z nas coś głęboko osobistego, niemal intymnego, i trudno to wytłumaczyć komuś, kto kawy nie pija. Przez lata wygodnie zakładaliśmy, że mechanizm jest banalnie prosty: wlewasz w siebie kofeinę, kofeina pobudza mózg, ruszasz do pracy i jakoś to idzie, a cała reszta to zbędne szczegóły. Najnowsze badania każą jednak spojrzeć na tę codzienną ceremonię zupełnie inaczej, bo okazuje się, że kawa oddziałuje na organizm znacznie głębiej i szerzej niż ktokolwiek przypuszczał, a jednym z kluczowych graczy w tej historii są nasze jelita, co brzmi co najmniej dziwnie, ale za chwilę, obiecuję, nabierze sensu.
Jelita i mózg prowadzą nieustanną rozmowę
Od jakiegoś czasu naukowcy coraz głośniej mówią o tzw. osi jelita-mózg. Przyznaję, że sama nazwa brzmi jak tytuł wykładu, po którym wszyscy zasypiają, ale kryje się za nią coś naprawdę zaskakującego. Konkretnie mówimy tutaj o rozbudowanym systemie komunikacji łączącym bakterie zamieszkujące nasz przewód pokarmowy z funkcjonowaniem układu nerwowego. Komunikacja jest dwustronna, nieustanna i odbywa się bez naszej wiedzy i zgody, czy nam się to podoba, czy nie. Mikroorganizmy żyjące w jelitach potrafią wpływać na nasz nastrój, na to jak radzimy sobie ze stresem, a nawet na to, jak sprawnie myślimy i zapamiętujemy różne rzeczy. Jeszcze nie tak dawno brzmiałoby to wszystko jak science fiction, lecz dziś jest przedmiotem poważnych badań na najlepszych uczelniach świata.
Związek między tym, co jemy, a tym, jak się czujemy, był podejrzewany od dawna. Dopiero teraz nauka zaczyna odsłaniać konkretne mechanizmy stojące za tym zjawiskiem. Zespół badaczy z University College Cork postanowił sprawdzić, co konkretnie dzieje się z mikrobiomem osób regularnie pijących kawę w porównaniu z tymi, które jej nie tykają. Wyniki badań okazały się na tyle ciekawe, że naprawdę trudno je zbagatelizować.
Osoby pijące kawę codziennie miały wyraźnie inny skład bakterii jelitowych niż osoby, które stronią od tego napoju. Zdecydowanie nie była to różnica subtelna, którą można by zrzucić na karb innych nawyków żywieniowych albo tego, że ta pierwsza grupa to po prostu jakiś innym gatunek ludzi. Intryguje to, że część tych zmian znikała, gdy badani na jakiś czas rezygnowali z kawy, i wracała, kiedy znów ją wprowadzali do diety. A tego typu obserwacja mocno sugeruje związek przyczynowo-skutkowy, a nie jedynie przypadkowe współwystępowanie. Kawa zmieniała jelita, a nie odwrotnie. I wcale nie jest to kwestia tego, że pewien typ osobowości lubi kawę, gdyż posiada konkretny skład mikrobiomu.
Zaskoczenie? Kawa bezkofeinowa również działa
Tu dochodzimy do momentu, w którym większość kawoszy unosi brew ze zdziwieniem, bo okazuje się, że pozytywne efekty nie są wyłączną domeną kawy z kofeiną i że bezkofeinowa wersja tego napoju to nie jest tylko ciepła, brązowa woda z placebo. Zarówno klasyczna kawa, jak i jej bezkofeinowy odpowiednik wpływały na poprawę samopoczucia oraz obniżenie poziomu stresu i negatywnych emocji u badanych, co jest odkryciem co najmniej nieoczekiwanym, szczególnie dla tych, którzy od lat traktowali kawę bezkofeinową jako produkt dla ludzi chcących kawy, ale jakby nie do końca, trochę na niby, bez przekonania. Wynika z tego dość wyraźnie, że kofeina jest ważna, ale zdecydowanie nie jest jedynym bohaterem tej historii, bo same ziarna najwyraźniej mają do zaoferowania znacznie więcej niż jeden aktywny składnik.
Szczególnie ciekawe były wyniki dotyczące funkcji poznawczych i to właśnie tu kawa bezkofeinowa zaskoczyła badaczy chyba najbardziej, bo mało kto się tego po niej spodziewał. W grupie ją spożywającej zaobserwowano poprawę pamięci i zdolności uczenia się, co skierowało uwagę naukowców na polifenole i inne bioaktywne substancje naturalnie obecne w ziarnach, dotąd traktowane jako tło dla właściwego aktora, czyli kofeiny. Sama kofeina z kolei wykazywała silniejszy wpływ na koncentrację i czujność i lepiej tłumiła uczucie niepokoju, więc każda wersja napoju działa nieco inaczej, a który wariant jest lepszy, zależy w dużej mierze od tego, czego akurat danego dnia potrzebujesz i o której godzinie planujesz zasnąć.
Nie tylko pobudzenie, ale także mikrobiom
Kawa jest jednym z najbardziej złożonych napojów, jakie człowiek regularnie spożywa. O ile większość z nas wyczuwa to intuicyjnie, o tyle prawdziwa skala tej złożoności potrafi solidnie zaskoczyć nawet tych, którzy uważają się za znawców tematu. Poza kofeiną kryją się w niej setki różnych związków chemicznych, przeciwutleniacze, polifenole i substancje powstające w trakcie palenia ziaren, o których istnieniu nie mamy nawet bladego pojęcia, gdy zalewamy zmielone ziarna gorącą wodą o szóstej trzydzieści rano i błagamy w myślach, żeby zadziałało szybciej, a najlepiej natychmiast. Znaczna część tych składników nie jest trawiona w górnych odcinkach przewodu pokarmowego i dociera do jelit w niezmienionej formie, gdzie staje się pożywką dla bakterii. Wówczas zaczyna się ta mniej znana, lecz najwyraźniej całkiem istotna część historii o kawie. Ta której do tej pory nikt nam jeszcze nie raczył opowiedzieć.
Badacze odnotowali między innymi wzrost liczebności pewnych gatunków bakterii powiązanych z metabolizmem kwasów żółciowych i procesami trawiennymi, choć sami przyznają bez owijania w bawełnę, że pełne znaczenie tych zmian wciąż pozostaje do ustalenia i że pole do badań jest tu naprawdę szerokie, delikatnie mówiąc. Coraz więcej poszlak wskazuje jednak na to, że mikrobiom może być kluczowym pośrednikiem między wypitą filiżanką a sposobem, w jaki funkcjonuje nasz mózg kilkadziesiąt minut później, i że dotychczas byliśmy skupieni na złym końcu ciała szukając wyjaśnienia. Kawa może więc poprawiać nastrój i myślenie nie tyle bezpośrednio, ile przez jelita, co jest zdaniem, które jeszcze dekadę temu brzmiałoby jak kandydat do nagrody za najbardziej absurdalną tezę roku, a dziś staje się powoli naukowym mainstreamem z prawdziwymi badaniami za plecami.
Czy kawa może wspierać zdrowie mózgu?
Nowe odkrycia nie biorą się z niczego i warto zaobserwować je w szerszym kontekście wielu lat badań, które stopniowo i cierpliwie rysują coraz bardziej złożony, a zarazem coraz bardziej intrygujący obraz tego napoju, który większość z nas traktuje jak codzienność. Wcześniejsze analizy wskazywały już, że umiarkowane spożycie kawy może wiązać się z mniejszym ryzykiem pogorszenia funkcji poznawczych i rozwoju demencji, a największe korzyści obserwowano u osób pijących dwie do trzech filiżanek dziennie. Jest to liczba, przy której większość kawoszy odczuwa rodzaj cichej, ale jakże zasłużonej satysfakcji. Nie są to ogólnikowe przypuszczenia ani opinie kawowych entuzjastów szukających naukowego usprawiedliwienia dla swojego nałogu, lecz wyniki konkretnych, wieloletnich badań prowadzonych na dużych grupach ludzi. Trudno tak po prostu machnąć na nie ręką i całkowicie zignorować.
Naukowcy zachowują ostrożność i cały czas konsekwentnie podkreślają, że kawa nie jest żadnym cudownym środkiem zdrowotnym ani magiczną tarczą chroniącą przed chorobami mózgu. Bardzo dobrze, że ktoś mówi o tym głośno, ponieważ pokusa nadinterpretacji jest tutaj dość znacząca. Zanim będzie można jednoznacznie opisać wszystkie zależności między mikrobiomem, mózgiem i poszczególnymi składnikami napoju, potrzeba jeszcze wielu badań i pewnie wielu kolejnych filiżanek wypitych przez uczestników kolejnych eksperymentów, którzy przynajmniej będą mieli przy tym niezłą wymówkę, żeby parzyć kolejną. Już teraz wiadomo jednak tyle, że następnym razem gdy będziesz stać przed swoim ekspresem do kawy i zastanawiać się, czy to nie za dużo kofeiny na jeden ranek, gdzieś głębiej w twoim organizmie trwa ożywiona, wielowątkowa rozmowa, o której istnieniu większość z nas nie miała zielonego pojęcia jeszcze całkiem niedawno, i która najwyraźniej ma na nas większy wpływ niż kiedykolwiek przypuszczaliśmy.
