Wystarczy aparat w telefonie. Ten trik pomaga wykryć kleszcze u psa i człowieka
Każdy właściciel psa doskonale zna ten problem – po spacerze psa zaczyna się nerwowe przeszukiwanie sierści psa w celu zlokalizowania potencjalnych, nieproszonych pasażerów. Kleszcze są małe, potrafią świetnie ukrywać się w ciemnym futrze i często stają się widoczne dopiero wtedy, gdy zdążą już wbić się w skórę psa. Jak się okazuje, z pomocą przychodzi zwykły smartfon, a raczej niewielki trik, który pomaga w poszukiwaniu kleszczy. Jak to dokładnie działa?
Ukryta funkcja w telefonie, o której większość nie wie
Cały pomysł opiera się na funkcji dostępnej w wielu smartfonach, głównie w aplikacjach typu Lupa. W iPhone’ach jest ona zainstalowana fabrycznie, natomiast użytkownicy Androida mogą pobrać podobne narzędzia ze sklepu z aplikacjami. Kluczowe okazuje się włączenie filtra odwrócenia kolorów lub wysokiego kontrastu. Dzięki temu obraz z kamery wygląda zupełnie inaczej niż w standardowym trybie, a drobne ciemne punkty stają się bardziej widoczne.
Działa to trochę jak cyfrowe podkreślenie detali. Kiedy skierujemy aparat na sierść psa albo ubranie po spacerze, kleszcz może wybijać się od tła znacznie wyraźniej niż inne elementy. Taka opcja okazuje się szczególnie pomocna jeśli nasz pies ma ciemne futro, przy którym pasożyty niemal zlewają się z sierścią. Oczywiście należy brać pod uwagę, że nie jest to prawdziwy rentgen ani technologia wykrywająca pasożyty w założeniu. Smartfon nie skanuje ciała psa lub kota i nie wysyła w żaden sposób alertów. Chodzi raczej o wykorzystanie filtrów obrazu i kontrastu, które pomagają ludzkiemu oku szybciej wychwycić coś podejrzanego i nienaturalnego. Mimo to już teraz wiele osób przyznaje, że po przetestowaniu metody zaczęło zauważać kleszcze znacznie szybciej niż wcześniej.
Kleszcze to nadal duży problem
Bo chyba nikt z nas nie lubi kleszczy, a jest to mimo wszystko nadal olrzymi problem. Choć dostępne są specjalne obroże i preparaty na kleszcze, warto być w tym temacie podwójnie czujnym. Kilkanaście lat temu kleszcze kojarzyły się głównie z wyprawą do lasu. Dziś można spotkać je praktycznie wszędzie — w miejskich parkach, na osiedlowych trawnikach, a nawet w przydomowych ogródkach. Łagodniejsze zimy i coraz wyższe temperatury sprawiają, że sezon aktywności tych pajęczaków trwa znacznie dłużej.
Największy problem polega na tym, że najczęściej nawet nie czujemy ukąszenia i pozostaje ono niezauważone. Kleszcz potrafi przez długi czas pozostawać niewidoczny, szczególnie u zwierząt z grubą sierścią. Tymczasem szybkie usunięcie pasożyta ma ogromne znaczenie, bo im krócej pozostaje wbity w skórę, tym istnieje mniejsze ryzyko przeniesienia się groźnych chorób, takich jak borelioza czy kleszczowe zapalenie mózgu.
Właściciele psów coraz częściej traktują więc dokładne oglądanie sierści po spacerze jako codzienny rytuał. Problem w tym, że przy ruchliwym zwierzaku albo ciemnym umaszczeniu łatwo coś przeoczyć. Dlatego trik ze smartfonem zdobył już tak dużą popularność.
Jak używać telefonu do szukania kleszczy?
No dobrze, ale jak to w zasadzie działa? Sama procedura jest bardzo prosta i zajmuje kilkanaście sekund. W przypadku iPhone’ów wystarczy uruchomić aplikację Lupa, wejść w ustawienia filtrów i aktywować opcję odwrócenia kolorów. W Androidzie sposób działania zależy od modelu telefonu i wybranej aplikacji, ale zasada pozostaje podobna — chodzi o uzyskanie mocnego kontrastu obrazu.
Potem wystarczy już skierować aparat na sierść psa, kota, ubranie albo skórę i powoli przesuwać telefon nad sprawdzanym obiektem. Wiele osób poleca robić to przy mocnym świetle lub dodatkowej latarce LED wbudowanej w smartfon. Dzięki powiększeniu można też łatwiej odróżnić kleszcza od zwykłego zabrudzenia czy fragmentu rośliny.
Warto jednak pamiętać, że to tylko pomocnicza metoda. Smartfon nie zastąpi dokładnego obejrzenia skóry dłonią ani profilaktyki przeciwkleszczowej. Weterynarze nadal podkreślają znaczenie obroży, kropli czy tabletek ochronnych, szczególnie w sezonie największej aktywności pasożytów. Telefon może natomiast przyspieszyć moment zauważenia problemu zaraz po spacerze.
Popularność takich trików pokazuje coś jeszcze — smartfony coraz częściej stają się narzędziami codziennego użytku wykraczającymi poza rozmowy, zdjęcia i media społecznościowe. Aparaty w telefonach mają dziś bardzo dobre matryce, zaawansowane filtry obrazu i funkcje powiększania, które można wykorzystać w zupełnie nieoczywistych sytuacjach. Nie oznacza to oczywiście, że technologia rozwiąże cały problem. Dlatego po spacerach w lesie czy wysokiej trawie nadal warto dokładnie sprawdzać siebie i psa, zwłaszcza okolice uszu, szyi, pachwin oraz przestrzeni między palcami.
