Orange Baby Terror to mały wzmacniacz gitarowy z dużymi ambicjami. 20 W w obudowie ważącej 1,5 kg

Data dodania: 25-08-2026

Orange Baby Terror to jeden z tych wzmacniaczy, które już na pierwszy rzut oka każą zastanowić się, czy niewielkie rozmiary rzeczywiście muszą oznaczać kompromisy. Ten ważący zaledwie 1,5 kg wzmacniacz gitarowy oferuje 20 W mocy, analogowy przedwzmacniacz JFET i zestaw funkcji, których można oczekiwać po znacznie większych konstrukcjach. Jako osoba, która amatorsko lubi czasem pograć na swojej gitarze elektrycznej, z zainteresowaniem przyglądam się takim urządzeniom, bo właśnie w nich widać, jak bardzo zmieniło się podejście do sprzętu dla gitarzystów.

Mały Orange, duże oczekiwania

Mam słabość do sprzętu, który próbuje zrobić coś po swojemu. Sam amatorsko lubię czasem pograć na swojej gitarze elektrycznej, dlatego w miarę regularnie zaglądam do świata nowych wzmacniaczy, efektów i innych gitarowych gadżetów. Zwykle nie szukam przy tym sprzętu, który obiecuje cuda. Ciekawią mnie raczej konstrukcje, przy których można pomyśleć: ''Właściwie po co miałbym potrzebować czegoś większego?''. Orange Baby Terror jest jednym z takich urządzeń.


Nowy wzmacniacz gitarowy brytyjskiego producenta to bardzo mały head o mocy 20 W. Wymiary 165 × 140 × 100 mm i masa wynosząca 1,5 kg sprawiają, że bardziej przypomina niewielki element pedalboardu niż klasyczny wzmacniacz, który powinien stać obok kolumny. A jednak producent nie potraktował go jak ciekawostki do grania wyłącznie przy biurku. Baby Terror został pomyślany jako urządzenie do ćwiczeń, prób, nagrywania, a nawet wykorzystania podczas niewielkich koncertów.


Orange zdecydowanie nie poszedł drogą maksymalnego upraszczania konstrukcji. Na przednim panelu znalazły się Gain, Volume, Presence oraz trójpasmowy korektor obejmujący Bass, Middle i Treble. Jest również przełącznik Tubby, który pozwala zmienić charakter dolnego pasma. Do tego dochodzi drugi poziom głośności obsługiwany footswitchem. Jak na sprzęt, który można bez większego wysiłku przenieść jedną ręką, lista funkcji jest całkiem długa.

Wzmacniacze gitarowe w naszej ofercie:

Niepozorna obudowa, całkiem poważna elektronika

Najbardziej interesuje mnie jednak to, co dzieje się wewnątrz. Baby Terror korzysta z analogowego przedwzmacniacza JFET pracującego w klasie A oraz tranzystorowej końcówki mocy. Konstrukcja ma czerpać część charakteru kojarzonego z większymi wzmacniaczami lampowymi, ale bez ich masy, gabarytów i konieczności obchodzenia się z lampami. Według informacji dotyczących konstrukcji zastosowano cztery kaskadowe stopnie wzmocnienia JFET.


Brzmieniowo Baby Terror ma być dość elastyczny. Przy niższym gainie można uzyskać cieplejszy, bardziej zaokrąglony charakter, a zwiększanie wzmocnienia prowadzi w stronę crunchu i mocniejszego, bardziej zwartego przesteru. Przełącznik Tubby pozwala z kolei dodać niskich częstotliwości, co może przydać się szczególnie przy czystym brzmieniu albo podczas korzystania z efektów overdrive. Przy mocniejszym graniu jego wyłączenie daje bardziej skupiony charakter dźwięku.


W praktyce podoba mi się tu przede wszystkim pewna konsekwencja. Orange nie próbuje udawać, że stworzył kolejną ogromną lampową głowę zamkniętą w pudełku wielkości książki. To po prostu tranzystorowy wzmacniacz gitarowy z określonym pomysłem na brzmienie. Jeśli ktoś szuka sprzętu, który reaguje dokładnie jak klasyczny head lampowy, może mieć inne oczekiwania. Jeżeli natomiast liczy się mobilność i możliwość szybkiego ustawienia własnego brzmienia, Baby Terror zaczyna wyglądać znacznie ciekawiej.

1,5 kg, a z tyłu całkiem sporo możliwości

O ile niewielka obudowa robi wrażenie na pierwszy rzut oka, o tyle tylny panel pokazuje, że producent nie oszczędzał na funkcjonalności. Baby Terror ma pętlę efektów, symetryczne wyjście liniowe XLR z funkcją Ground Lift oraz wyjścia głośnikowe przystosowane do kolumn 8- i 16-omowych. Dzięki temu mały head może współpracować z klasycznym zestawem gitarowym, ale równie dobrze może znaleźć miejsce w bardziej rozbudowanym torze nagraniowym.


Szczególnie interesujące jest wyjście liniowe. Współpraca z odpowiedziami impulsowymi pozwala wykorzystać sygnał z Baby Terror w komputerowym środowisku nagraniowym, co otwiera drogę do znacznie bardziej rozbudowanych konfiguracji. Można więc potraktować go jako niewielkie serce całego zestawu, a nie wyłącznie wzmacniacz do podłączenia gitary elektrycznej i kolumny. Brak niektórych udogodnień, takich jak wyjście słuchawkowe, reverb czy możliwość redukcji mocy, pokazuje jednak, że nie jest to konstrukcja próbująca być wszystkim dla każdego.


Właśnie dlatego Baby Terror wydaje mi się ciekawszy niż kolejny produkt, którego głównym argumentem jest rekordowo mały rozmiar. Tutaj kompaktowość ma konkretne zastosowanie. Można zabrać wzmacniacz na próbę bez dźwigania ciężkiego heada, postawić go na biurku podczas domowego grania albo wykorzystać podczas nagrywania. Drugi poziom głośności przełączany nożnie też nie jest ozdobnikiem. Pozwala podbić głośność podczas solówki czy bardziej wyeksponowanego fragmentu bez zmieniania gainu i korekcji.

Czy naprawdę potrzebujemy tak małego wzmacniacza?

To chyba najciekawsze pytanie, jakie można postawić przy okazji premiery Baby Terror. W świecie gitarowym przez lata przyzwyczailiśmy się do myślenia, że większy wzmacniacz oznacza poważniejszy sprzęt. Tymczasem 20 W z niewielkiej konstrukcji może być w zupełności wystarczające w wielu zastosowaniach, a możliwość współpracy z kolumnami 8 i 16 Ω dodatkowo poszerza pole manewru. Producent dorzuca nawet wyściełany pokrowiec, więc całość od początku została pomyślana jako sprzęt do przenoszenia.


Cena katalogowa Baby Terror w Polsce wynosi 1199 złotych brutto. Czy to dużo? Trudno odpowiedzieć bez odniesienia do własnych potrzeb. Dla początkującego gitarzysty kupującego pierwszy zestaw może istnieć wiele prostszych i tańszych dróg. Dla osoby, która ma już kolumnę, efekty i gitarę, a chce ograniczyć ciężar całego zestawu, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. I chyba właśnie w tym miejscu Orange Baby Terror ma największy sens.


Nie wiem, czy sam pobiegłbym po niego do sklepu tylko dlatego, że jest mały. Ale jako ktoś, kto lubi od czasu do czasu podłączyć gitarę elektryczną i po prostu pograć, rozumiem jego ideę. Czasami największą zaletą sprzętu nie jest to, ile potrafi, lecz jak łatwo sprawić, żeby był pod ręką wtedy, kiedy naprawdę mamy ochotę zagrać. Baby Terror waży tyle, co większy laptop, a mimo to próbuje zaoferować funkcjonalność pełnoprawnego heada. Proporcja między rozmiarem, możliwościami a przeznaczeniem wydaje mi się w nim najbardziej interesująca.

Akcesoria do gitar w naszej ofercie:

Wróć

Właściciel serwisu: TERG S.A. Ul. Za Dworcem 1D, 77-400 Złotów; Spółka wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego w Sądzie Rejonowym w Poznań-Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, IX Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS 0000427063, Kapitał zakładowy: 41 687 500,00 zł; NIP 767-10-04-218, REGON 570217011; numer rejestrowy BDO: 000135672. Sprzedaż dla firm (B2B): dlabiznesu@me.pl INFOLINIA: 756 756 756