Pierwszy komputer z fabrycznie zainstalowanym SteamOS już w sprzedaży. Valve zyskuje nowego sojusznika

SteamOS przez długi czas kojarzył się tylko ze Steam Deckiem oraz komputerami, które entuzjaści Linuksa składali sobie sami, po godzinach grzebiąc w konfiguracji. Teraz to się zmienia i to na poważnie. Amerykańska firma Meta PCs ruszyła z przedsprzedażą komputera Steamroller, pierwszej maszyny, która trafia do klientów z fabrycznie zainstalowanym SteamOS na pokładzie. Nie trzeba niczego doinstalowywać, nie trzeba szukać poradników w sieci. To spory sygnał, nie tylko dla fanów Valve, ale dla całego rynku komputerów gamingowych, który od dawna czekał na taki ruch.
SteamOS wychodzi z niszy
Do tej pory każdy, kto chciał postawić na SteamOS, musiał albo instalować go samodzielnie, albo kupić gotowe urządzenie od samego Valve. Steamroller odwraca tę sytuację, bo daje gotowy komputer PC, który po wyjęciu z pudełka jest po prostu przygotowany do grania. Nie ma tu Windowsa, nie ma dodatkowej konfiguracji, wystarczy podłączyć i zaczynać.
To może być ważniejsze, niż wynikałoby z samej specyfikacji urządzenia. Valve od lat rozwija SteamOS oraz warstwę kompatybilności Proton, dzięki której coraz więcej gier pisanych z myślą o Windowsie działa dziś bez większych problemów na Linuksie. System przestaje być więc ciekawostką dla garstki zapaleńców, a zaczyna wyglądać na realną alternatywę dla komputerów pracujących pod kontrolą oprogramowania Microsoftu.
Klasyczny pecet zamiast zamkniętej konsoli
Steamroller nie próbuje naśladować kompaktowej formy Steam Machine i nawet nie udaje konsoli. Postawiono tu na standardowe podzespoły komputerowe, co oznacza, że praktycznie każdy element da się później wymienić. W środku siedzi AMD Ryzen 5 9600X, a obok niego karta graficzna Radeon RX 7600, więc nikt nie powie, że to jakiś kosmiczny zestaw, ale spokojnie wystarczy, żeby płynnie ograć dziś większość gier. Do tego doszło 16 GB pamięci RAM DDR5 5600 MHz, tysiąc gigabajtów na dysku SSD NVMe, chłodzenie cieczą 240 mm i zasilacz 650 W z certyfikatem 80 Plus Gold, więc raczej trudno mówić o oszczędzaniu na czymkolwiek.
Całość zamknięto w obudowie Jonsbo D32, a bazą jest płyta główna z chipsetem B650M lub B850M, w zależności od wybranej konfiguracji. I tu chyba tkwi największy sens tego pomysłu, bo w przeciwieństwie do bardziej zamkniętych sprzętów wzorowanych na konsolach, gdzie o wymianie czegokolwiek można właściwie zapomnieć, Steamroller pozwala normalnie otworzyć obudowę i zrobić to, co się chce. Kartę graficzną można wymienić, kiedy się zestarzeje, pamięci RAM dołożyć, gdy zacznie brakować, a dysk podpiąć kolejny, kiedy gry przestaną się mieścić. Krótko mówiąc, to zwykły pecet, tyle że gotowy od razu i z Linuksem w środku.
Cena jest wysoka, ale płaci się za wygodę
Steamroller kosztuje 1299 dolarów, co po przeliczeniu wychodzi gdzieś w okolicach 4700 do 4800 złotych, i to bez wliczonych podatków czy kosztów sprowadzenia sprzętu do Polski, więc realnie trzeba doliczyć jeszcze trochę. Nie jest to mało jak na specyfikację, którą oferuje, bo za podobne pieniądze da się dziś złożyć samemu solidnego peceta ze średniej półki. Nic dziwnego, że część komentujących od razu zwróciła uwagę na Radeona RX 7600, kartę, która, delikatnie mówiąc, świeża już nie jest i w innych okolicznościach mogłaby budzić więcej wątpliwości. Trzeba jednak pamiętać, że płaci się tu nie tylko za podzespoły, ale też za to, że komputer działa od razu po rozpakowaniu, bez żadnego dłubania.
W sieci pojawiają się też opinie, że prawdziwa wartość Steamrollera nie tkwi wcale w samych podzespołach. Ważniejsze wydaje się to, co ten komputer udowadnia całej branży, mianowicie że SteamOS da się dziś traktować jako poważną alternatywę dla Windowsa, a nie ciekawostkę zarezerwowaną dla garstki hobbystów. Niejeden użytkownik ma zresztą nadzieję, że to dopiero początek i że z czasem podobnych maszyn pojawi się więcej, najlepiej w wersjach tańszych od tej pierwszej.
Czy to początek większej zmiany?
Steamroller z pewnością nie zastępuje Steam Machine i chyba nawet nie taki był jego cel. Brakuje mu między innymi funkcji HDMI CEC oraz błyskawicznego wybudzania systemu, czyli elementów, które są częścią filozofii sprzętu projektowanego przez Valve z myślą o salonie i telewizorze. Steamroller jest po prostu większy, bardziej przypomina klasyczny komputer i wymaga standardowej obsługi, do jakiej przyzwyczajeni są użytkownicy komputerów stacjonarnych.
Mimo to jego debiut może mieć dużo większe znaczenie niż sama sprzedaż jednego konkretnego modelu. Gdyby okazało się, że ludzie faktycznie chcą kupować gotowe pecety z fabrycznym SteamOS zamiast bawić się w instalację na własną rękę, trudno wierzyć, że konkurencja usiedziałaby z założonymi rękami i nie spróbowała własnej wersji tego samego pomysłu. Graczom wyszłoby to raczej na dobre, bo dostaliby po prostu szerszy wybór sprzętu, mogliby zapomnieć o dopłacaniu za licencję Windows, a sam SteamOS zyskiwałby powoli status pełnoprawnego systemu do grania, a nie ciekawego dodatku. Nawet jeśli sam Steamroller nie okaże się rynkowym hitem, to i tak pokazuje, że wizja peceta gamingowego bez Windowsa przestaje być eksperymentem garstki zapaleńców, a powoli staje się codzienną rzeczywistością.