Polska branża gier wideo przez lata uchodziła za jedną z najbardziej dynamicznych i obiecujących gałęzi gospodarki. Tytuły takie jak Wiedźmin 3 czy Frostpunk zapisały się nie tylko w historii światowego gamedev, ale także w świadomości polskich konsumentów i inwestorów. Jednak ostatnie dane pokazują, że sektor stojący kiedyś na fali wzrostu dziś znalazł się pod presją – malejące przychody, spadające zatrudnienie i zamykające się studia to wyraźne symptomy większego problemu. Przyjrzyjmy się sprawie bliżej.
Warto na początku zaznaczyć, że pod względem jakości tytułów rodzima branża nadal jest bardzo silna. Gry pokroju Cronosa czy Alters są tego najlepszym dowodem. Pokazują one, że posiadamy zdolne, kreatywne zespoły, które z powodzeniem mogą nadal konkurować z najlepszymi na świecie… a często pod względem pomysłów są wręcz najlepsze na świecie. Przez ostatnie lata coś jednak się zmieniło.
W 2021 roku aż 38 polskich produkcji trafiło do zestawienia Top 200 Steam Wishlist, czyli na listę najbardziej wyczekiwanych gier na PC. Był to moment, w którym Polska realnie liczyła się jako jeden z najciekawszych i najbardziej obiecujących rynków gamedevowych w Europie. Tytuły tworzone nad Wisłą bez kompleksów trafiały na komputery stacjonarne oraz konsole takie jak PlayStation 5 czy Xbox Series X, a po premierach zdobywały uznanie graczy na całym świecie. Dziś ten obraz zaczyna się jednak wyraźnie rozmywać. Według danych z 2025 roku na tej samej liście znalazło się już tylko 12 rodzimych tytułów, a Polska spadła na siódme miejsce w rankingu.
Problemy widać nie tylko w rankingach i statystykach popularności. Zatrudnienie w branży spadło z około 15,3 tysiąca do 14,5 tysiąca osób, a przychody zmniejszyły się z niemal 6 miliardów złotych do około 5,5 miliarda. W ciągu zaledwie dwóch lat z rynku zniknęło też około 120 studiów – od małych zespołów indie tworzących gry na PC, po większe firmy pracujące nad tytułami na konsole. To niemal jedna czwarta wszystkich podmiotów, które jeszcze niedawno aktywnie działały.
Trzeba jednak jasno powiedzieć: nie jest to wyłącznie polski problem. Cały świat gamingu przechodzi dziś trudniejszy okres. Produkcja gier staje się coraz droższa, sprzęt kosztuje więcej, a gracze zaczynają ostrożniej wydawać swoje pieniądze. Również inwestorzy nie są już tak skłonni do ryzykowania milionów przy dużych projektach.
Diagnoza kryzysu jest wielowymiarowa. Po pierwsze, branża zmaga się z przesyceniem rynku – dziesiątki nowych tytułów walczą o uwagę graczy na coraz bardziej konkurencyjnym globalnym rynku. Po drugie, inwestorzy w Polsce przenoszą środki w kierunku innych sektorów technologicznych, ograniczając finansowanie nowych i ambitnych przedsięwzięć w obrębie gamedevu. Trzecim, a może najważniejszym czynnikiem, jest brak kompleksowego, długofalowego wsparcia ze strony państwa.
Coś jednak ruszyło. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, kierowane przez Martę Cienkowską, zapowiedziało rozpoczęcie prac nad pierwszą w historii strategią rozwoju dla branży gier. Według założeń nie mają być to jedynie puste deklaracje, ale określenie ram polityki publicznej, które mogłyby pomóc twórcom w utrzymaniu konkurencyjności.
Autorzy raportu podkreślają, że kluczowe jest przywrócenie oraz utrwalenie programów wsparcia takich jak GameINN, który w poprzednich latach pomagał finansować projekty badawczo-rozwojowe w gamedevie. Integracja tego typu inicjatyw w dokumentach strategicznych państwa może zwiększyć ciągłość finansowania i stabilność planowania dla firm. Za równo dla tych najmniejszych jak i średnich.
Nie da się ukryć, że branża gier wideo pełni dziś istotną rolę w gospodarce kreatywnej – generuje tysiące miejsc pracy, eksportuje kulturę i technologie oraz przyciąga uwagę międzynarodowych inwestorów.
Długofalowa strategia państwa może stać się fundamentem nowej ery polskiego gamedevu, ale musi iść w parze z innymi działaniami, takimi jak: uproszczeniem dostępu do środków unijnych, wspieraniem młodych talentów oraz edukacją i promocją e-sportu. Bez tak kompleksowego podejścia ryzyko jest jednoznaczne – kolejne spadki, utrata talentów na rzecz zagranicznych rynków i dalsze wycofywanie się inwestorów.
Polski gamedev stoi więc dziś na rozdrożu. Albo uda się odbudować jego potencjał dzięki przemyślanej polityce publicznej, albo historia wzrostów minionych lat zostanie zastąpiona mniejszymi ambicjami i marginalizacją w globalnej branży gier wideo. A tego ostatniego byśmy chyba wszyscy nie chcieli, prawda?