Sztuczna inteligencja stworzyła lepsze ekrany QLED. Telewizory mogą czekać ogromne zmiany
Sztuczna inteligencja kojarzy się dziś głównie z pisaniem maili, generowaniem obrazków i dyskusjami o tym, czy zabierze nam pracę. Tymczasem w cieniu tych wszystkich nagłówków dzieje się coś dużo ciekawszego. Koreańscy naukowcy pokazali, że AI potrafi zaprojektować nowe materiały do ekranów QLED. Mówimy tu o rozwiązaniu, które może podwoić wydajność ekranów i nawet czterdziestokrotnie wydłużyć żywotność niektórych elementów, więc trudno przejść obok tego obojętnie.
Telewizory są już bardzo dobre i coraz trudniej je ulepszać
Pamiętam czasy, kiedy niemal każda nowa generacja telewizorów przynosiła coś naprawdę przełomowego. Najpierw zachwycaliśmy się przejściem z kineskopów na płaskie ekrany, potem przyszło Full HD, później 4K, HDR i w końcu OLED. Teraz jest zupełnie inna sytuacja, bo nowe modele owszem, wciąż idą do przodu, ale szczerze mówiąc, dawno nie zdarzyło mi się aż tak wyraźnie poczuć różnicy przy odpakowywaniu nowego sprzętu. Wydaje mi się, że po prostu osiągnęliśmy taki pułap, na którym zmiana musi być naprawdę spora, żebyśmy w ogóle ją dostrzegli, bo drobne poprawki giną gdzieś po drodze.
Ci, którzy projektują dziś telewizory, mają naprawdę pod górkę, bo każdy kolejny krok naprzód kosztuje ich znacznie więcej pracy i pieniędzy niż kiedyś. Inżynierowie od lat walczą o lepszą jasność, mniejsze zużycie energii i większą trwałość paneli, a mimo to postępy są coraz skromniejsze w stosunku do włożonego wysiłku. Sam bym to porównał do wspinaczki, na której początkowe metry pokonuje się z łatwością, a im wyżej, tym więcej sił trzeba zużyć na każdy kolejny krok. I tu właśnie wkracza sztuczna inteligencja, bo potrafi wskazać kierunki, na które człowiek zwyczajnie nie miałby ani czasu, ani cierpliwości, żeby ich szukać samodzielnie.
Cała siła algorytmów polega na tym, że są w stanie przetworzyć kolosalne ilości danych i wychwycić wzorce, które umykałyby nam nawet po latach żmudnych badań. W praktyce oznacza to, że można sprawdzić miliony możliwych kombinacji materiałów, zanim ktokolwiek w laboratorium tknie choćby jedną probówkę. Dla naukowców to oszczędność czasu, jakiej wcześniej nie mieli, a dla nas, zwykłych użytkowników, potencjalnie szybsza droga do lepszego sprzętu w sklepach. Właśnie takie zastosowania pokazują, że AI ma do zaoferowania coś dużo więcej niż tylko generowanie tekstów i obrazków, którymi wszyscy się dziś ekscytują.
AI weszła do laboratorium i zaczęła robić to, co potrafi najlepiej
Naukowcy w Korei Południowej postawili sobie za cel sprawdzenie, czy sztuczna inteligencja poradzi sobie z kropkami kwantowymi, które odpowiadają za kolory w technologii QLED i mają ogromne znaczenie dla jakości obrazu. Problem w tym, że wybór właściwych materiałów przypomina raczej szukanie igły w stogu siana niż prostą procedurę laboratoryjną. Bez pomocy nikt nie wie z góry, która kombinacja chemiczna w ogóle zadziała, a testowanie każdej z osobna zajęłoby całe lata. Dlatego przekazanie tego zadania algorytmom miało sens od samego początku projektu.
Sztuczna inteligencja dostała ogromny zbiór danych i zaczęła sprawdzać, które połączenia chemiczne rokują najlepiej. Wyniki zaskoczyły chyba samych badaczy, bo mówi się o nawet dwukrotnie wyższej wydajności nowych struktur oraz znacznie większej trwałości. Tu robi się naprawdę ciekawie, bo o ile przeciętny widz raczej nie odróżni 1800 od 2000 nitów jasności, o tyle dłuższa żywotność ekranu to coś, co poczuje każdy z nas prędzej czy później. W czasach, gdy sprzęt elektroniczny drożeje praktycznie co roku, urządzenie, które po prostu wolniej się zużywa, brzmi jak coś, na co warto poczekać.
To może być ważniejsze niż kolejny chatbot
Odnoszę wrażenie, że cała dyskusja o sztucznej inteligencji kręci się dziś wokół niewłaściwych tematów. Najczęściej zastanawiamy się, czy AI napisze za nas artykuł, stworzy grafikę albo zastąpi kogoś w biurze, a to przecież tylko czubek góry lodowej. Prawdziwa rewolucja może dziać się gdzie indziej, z dala od tego, co widzi przeciętny internauta na co dzień. Jeśli algorytmy nauczą się projektować nowe materiały i przyspieszać badania nad bateriami, lekami czy półprzewodnikami, ich realny wpływ na nasze życie może być dużo większy, niż nam się dziś wydaje.
Odkrycie z Korei Południowej świetnie to pokazuje, bo to niejako zapowiedź tego, dokąd może zmierzać technologia w kolejnych latach. Dziś rozmawiamy o ekranach QLED, ale jutro podobne podejście może posłużyć do projektowania lepszych akumulatorów albo wydajniejszych procesorów. Może się więc okazać, że za dekadę największym osiągnięciem sztucznej inteligencji wcale nie będą coraz bardziej gadatliwe chatboty. Być może zamiast tego zapamiętamy ją jako technologię, dzięki której telewizory zużywają mniej prądu, monitory służą dłużej, a sprzęt elektroniczny po prostu wolniej się starzeje.
Za kilka lat możemy nawet o tym nie pamiętać
Technologia ma to do siebie, że bardzo szybko przyzwyczajamy się do nowych standardów i traktujemy je jako coś oczywistego. Dziś mało kto wspomina, jak ogromnym skokiem było pojawienie się ekranów OLED czy matryc 4K, choć w swoim czasie robiły wrażenie. Po prostu uznaliśmy je za standard i przestaliśmy się nad nimi zastanawiać, przechodząc do kolejnych nowinek. Podobnie może być również w tym przypadku, jeśli tylko cała ta technologia rzeczywiście trafi do masowej produkcji.
Jeśli wynalazek koreańskich naukowców faktycznie trafi na sklepowe półki, to za kilka lat kupimy nowy telewizor, zerkniemy na specyfikację i przeczytamy o lepszej trwałości czy efektywności energetycznej, traktując to jako coś zupełnie normalnego. Prawdopodobnie mało kto skojarzy wtedy, że u źródeł całego procesu stał algorytm, który przeanalizował miliony danych i podpowiedział naukowcom, w którą stronę w ogóle iść. I szczerze mówiąc, właśnie ta wizja sztucznej inteligencji podoba mi się najbardziej. Nie taka, która zastępuje człowieka w codziennych obowiązkach, ale taka, która pomaga mu dotrzeć do rzeczy, na jakie sam wpadłby dopiero po latach, jeśli w ogóle. Jeśli AI ma naprawdę zmieniać świat na lepsze, to podejrzewam, że właśnie w ten cichy, niepozorny sposób ma to największy sens.
