The Alters: Last Variable – recenzja. Oaza radości, oaza samotności
The Alters było dla mnie jedną z najważniejszych gier 2025 roku. Tytuł w zasadzie o włos musnął pierwsze miejsce na podium, a na drugie zepchnęła go ekipa pewnej Ekspedycji. Można więc powiedzieć, że niektórzy mają Wiedźmina, inni Cyberpunka, a ja mam The Alters i z wypiekami na twarzy kolejny raz zwiedzam niebezpieczną planetę. Tym razem w rozszerzeniu Last Variable. Czy ponownie jest to odświeżające i pouczające doświadczenie?
Co jeśli?
Jeśli nie graliście w podstawkę, szerokim łukiem omińcie pierwszy śródtytuł, bo będę w nim poruszał kwestię kanonicznego zakończenia gry. Co prawda nie będę rzucał na lewo i prawo spoilerami, ale tak czujcie się ostrzeżeni.
A więc jak to jest z tymi kanonicznymi wydarzeniami? Niemal w każdej grze z wyborami moralnymi gracze prowadzą dyskusje na temat jednego słusznego finału – który oczywiście osobiście wybrali. Na szczęście w przypadku The Alters nie ma takiego problemu, bo twórcy postanowili sami za nas zdecydować. I słusznie. Przed premierą Last Variable zastanawiałem się, a nawet obawiałem tego, w jaką stronę skręci fabularne DLC. Bo i po prawdzie najlepszą decyzją była ta, która właśnie została podjęta i ku mojej radości akceptowała ona wszystkie dokonane przeze mnie wybory, a co za tym idzie zakończenie.
Wcielamy się zatem w Jana Naukowca, który od teraz dla porządku nazywany będzie przeze mnie po prostu Janem. Niezależnie od tego, jaki los spotkał pozostałych alterów, ten najbardziej osobliwy osobnik postanowił zostać na niegościnnej planecie i odkryć jej największą tajemnicę – Oazę. Właśnie w tym momencie rozpoczyna się rozszerzenie, które ponownie przeciągnie was przez odmęty ludzkiej psychiki, a następnie wypluje na podłogę. Bo już pierwsza scena dodatku sugeruje, że prosta z pozoru fabuła utkana jest z wielu warstw, które będziemy zmuszeni zdejmować.
Dlaczego jesteśmy kolejną wersją naukowca? Kim, a raczej czym jest JanBot? No i najważniejsze – co w czasie wschodu słońca dzieje się w tajemniczej Oazie? Fabuła jest kolejny raz niejednoznaczna, pozostawia w niepewności i daje odpowiedzi, które nie zawsze w pełni nas satysfakcjonują – czyli dokładnie jak w prawdziwym życiu.
Dziwny jest ten świat
Bo zaiste dziwny jest to świat. Jedną z największych zmian w rozgrywce jest całkowite zrezygnowanie z mobilnej bazy, co oczywiście wymusiło na twórcach nieco inny model narracji. Od początku historii Jan zamieszkuje bunkier, który został zbudowany w pewnym momencie fabuły podstawki. Niech was jednak to nie zwiedzie, grze nie doskwiera przez to stagnacja. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że fabuła stała się jeszcze bardziej intrygująca i… dynamiczna.
Przez większość czasu główne filary rozgrywki się nie zmieniły. W czasie dnia prowadzimy badania, budujemy infrastrukturę dla kopalni i oczywiście eksplorujemy planetę, odkrywając jej sekrety i walcząc z coraz to niebezpieczniejszymi anomaliami. W nocy natomiast przeczekujemy silne promieniowanie i tak w kółko. Tyle że nie do końca. Podstawowa wersja gry nauczyła nas uciekać przed wchodzącym słońcem – a raczej jego najgorętszą fazą. Obecnie siłą rzeczy nie mamy gdzie uciekać. Dlatego Jan, jako wybitny naukowiec rzecz jasna, wpadł na lepsze rozwiązanie, którym okazała się hibernacja.
Po każdym cyklu, który trwa kilka lub kilkanaście growych dni, postacie zapadają w sen i w zasadzie w poprzedzającym go czasie skupiamy się głównie na zgromadzeniu surowców potrzebnych do przetrwania gorącej fazy, która trwa aż trzynaście lat. Jak możecie się już domyślić, po wybudzeniu nic nie wygląda tak samo. Już pomijam nawet, że oczywiście większość systemów bazy nie działa, a pozostawione przez nas na powierzchni kopalnie i inne komponenty zostają bezpowrotnie stracone. Ale największe zmiany zachodzą tak naprawdę na samej planecie, a to głównie za sprawą nowej mechaniki, jaką jest terraformacja.
Choć w teorii pojawienie się takiej opcji wydaje się oczywiste, w praktyce i tak zaskoczyło mnie to, w jaki sposób pomysł został zrealizowany. Bo ogólnie musicie wiedzieć, że konstrukcja samego rozszerzenia jest bardziej zamknięta. Co prawda odkrywamy różne biomy i mapka robi się przez to z czasem całkiem obszerna, jednak wszystko stało się nieco bardziej kameralne. Bieganie po takich samych, jałowych lokacjach przez kilkanaście godzin – bo tak rozszerzenie jest naprawdę długie – mogłoby stać się bardzo szybko męczące i po prostu nużące. I właśnie tu cała na biało wchodzi terraformacja, która całkowicie odmienia wizerunek poszczególnych miejsc.
No i kurczę, muszę przyznać, że nie mogłem i nadal nie mogę się napatrzeć. Pierwsze obudzenie po latach robi wręcz piorunujące wrażenie. Przed naszymi oczami rozpościera się zielony, nieco przypominający dżunglę teren, w którym tętni życie. Tajemnicza Oaza dzięki nam coraz bardziej się rozrasta, zdradzając nowe sekrety. Jednak to dopiero początek.
W poszukiwaniu własnej oazy
Bo co prawda Oaza istnieje w grze dosłownie, ale stanowi w grze również przenośnię. Mechanicznie każdy zmieniony teren daje nam nowe próbki do analizy i nowe pomysły do prowadzonych badań, które zbliżają nas coraz bardziej do odkrycia wielkiej tajemnicy. Ale zmiany zachodzą przede wszystkim w samym Janie, a raczej wszystkich Janach. Bo każdy z nich próbuje na swój własny sposób odnaleźć swoją wewnętrzną oazę.
Jedną z moich największych obaw była ta dotycząca mniejszej liczby alterów. Jakby nie patrzeć, tworzymy ich z już istniejącego altera, który wszedł na bardzo sprecyzowane ścieżkę kariery i drogę życia. Muszę jednak przyznać, że pod względem zaprezentowanych osobowości gra kolejny raz nie zawodzi. Bo gdy do jednej sali trafia czterech ekscentrycznych naukowców… lub dupków o zbyt wysokim ego, sprawy zaczynają się mocno komplikować. Okazuje się bowiem, że nawet w obrębie jednej kariery specjalizacja ma kolosalne znaczenie, a zderzenie się Jana z samym sobą jeszcze nigdy nie było tak ekstremalnym doświadczeniem. Powiadam Wam, że w tej całej zbieraninie Naukowiec wcale nie wydaje się aż tak wielkim dziwakiem.
Jako pierwszego do życia powołałem Fizyka, bo założyłem, że osoba odpowiedzialna za stan mojej bazy i produkcję nie może być aż tak problematyczna. Oj, jakże mocno się myliłem. Jest to świetnie napisany Jan, który w czasie misji przechodzi swoiste katharsis i myślę, że mógłby nawet zostać moim ulubieńcem, gdyby nie lekkoduch Geolog, który w moim mniemaniu stanie się faworytem fanów. Na pewno stał się moim, chociaż tu zaznaczę, że nie oznacza to wcale, że jest to postać łatwa do zdefiniowania i prosta w kontakcie. Z czasem dołączyli do mojego zespołu depresyjny Biolog i antyspołeczny Chemik, którzy – jak każdy Jan – również skrywają swoje grzeszki i problemy. Zachęcam, byście poznali każdego z nich, bo zdecydowanie będzie to doświadczenie… odkrywcze.
Odkrywczym okazuje się także sama podziemna baza, w której dodano kilka kluczowych dla fabuły pomieszczeń. Te w naturalny sposób wpasowują się w ogólnie bardziej naukową narrację. Znacząco poszerzono również liczbę badań i, co ciekawe, od teraz zależnie od przydzielonego do nich naukowca czas ich realizacji może zostać zmniejszony. Bardzo fajnym patentem, który oczywiście wynika ze zmniejszenia liczby alterów, jest dodanie drugiej pasywnej zdolności każdemu z nich. Dzięki temu nawet jedna wersja Jana jest w stanie przyjąć na siebie znacznie więcej obowiązków i zadań. Pojawiły się również nowe konstrukcje naziemne, takie jak wspomniane urządzenie do terraformacji czy polowa placówka naukowa, w której dany Jan będzie obserwował planetę w jej gorącej fazie – oczywiście niesie to ze sobą spore konsekwencje. Wszystkich zmian jest stosunkowo dużo, a wiele z nich stanowią mechaniczne niuanse, które trudno od razu wyłapać, choć mają realny wpływ na jakość samej rozgrywki.
Niechętnie, ale pozwolę sobie wspomnieć o nowych zagrożeniach środowiskowych. Dlaczego niechętnie? Bo uważam, że są one mocno powiązane z fabułą i ingerencją Janów w ekosystem obcej planety. Tak więc ich odkrycie pozostawię już Wam, ale nadmienię jedynie, że zmiany, których dokonujemy, niosą ze sobą większe konsekwencje, niż nam się początkowo wydaje, i wpływają również na psychikę naszych alterów. Brzmi enigmatycznie? Właśnie tak ma być, bo warto samemu odkrywać kolejne elementy układanki, które tworzą bardzo zręcznie napisaną historię.
Zdjęcie w pełnym rozmiarze














Nieudane eksperymenty
Nauka nie zna litości, ja również. Pochylmy się zatem nad bardziej nieudanymi eksperymentami – czyli, mówiąc prościej, nad tym, co w rozszerzeniu nie zagrało. Nie będę próbował pokazywać palcem na winnego… bo i nie wiem, kto za to odpowiada. Ale powiedzmy sobie szczerze, nowy system prowadzenia rur jest straszny i mam wrażenie, że autor za bardzo zapatrzył się w niedawną aktualizację do Arknights: Endfield (tak było tam niemal identyczne rozwiązanie). Pomijam już nawet fakt, że przez niskie umiejscowienie wylotów nie jesteśmy w stanie prowadzić rur tak, jakbyśmy chcieli, więc musimy nimi krążyć i kołować po całym terenie – w tym po wąskich korytarzach. Ale leży tutaj także estetyka wykonania samego pomysłu.
O czym jednak dokładnie mówię? W pewnym momencie fabuły otrzymujemy możliwość pozyskiwania lepszej wersji rapidium, możemy kłaść nowe konstrukcje na gejzerach i pozyskiwać je z podziemnych zasobów. Problem polega na tym, że musimy to zrobić właśnie za pomocą dodatkowych rur, które podobnie jak kable przeciągamy przez całą mapkę, aż do naszej bazy. W teorii jest to super pomysł i bardzo mi się podoba wprowadzenie nowego surowca. W praktyce jednak jest to bardzo średnio zrealizowane. Śmiem twierdzić, że lepiej sprawdziłoby się prowadzenie ich po podłożu. Śpieszmy się zatem cieszyć pięknymi widokami, bo już niedługo niczym w polskich miastach zasłonią je… rury.
Choć wspomniana mechanika boli mnie najbardziej, niestety nie obyło się bez mniejszych potknięć. Od razu zaznaczę, że nie mam na myśli błędów krytycznych, które uniemożliwiają grę. Problemy są raczej… upierdliwe. Przykładowo w pewnym momencie rozgrywki przestały znikać w bazie wskaźniki zadań, które siłą rzeczy zawsze sugerują, że w danym pomieszczeniu jest coś nowego do zrobienia. Wprowadzało to spory chaos w planowaniu całego dnia oraz mocno wybijało z immersji. Sporadycznie zdarzały się także spadki płynności, a dwukrotnie Jan utknął mi na jakimś korzeniu czy kamieniu i nie mogłem się poruszać. Przy ostatnim błędzie niestety pomogło jedynie odegranie całego dnia.
Ogólnie jednak gra działa przez większość czasu poprawnie. Choć oczywiście wspomniane problemy techniczne nie powinny występować, warto zwrócić uwagę, że Last Variable nie jest malutkim DLC, a sporym rozszerzeniem, którego przejście zajmuje około dwadzieścia godzin. Niczego to nie tłumaczy, ale jest pewna różnica, a żyjemy też niestety w czasach, w których tytuły łatane są po premierze i z tego, co wiem, twórcy już pracują nad stosownymi łatkami.
Zdjęcie w pełnym rozmiarze

Bądź lepszą wersją siebie
Miło było wrócić i po prawdzie tęskniłem za grą bardziej, niż myślałem, bo tak – po przejściu całości mogę z pełną odpowiedzialnością napisać, że nie jest to tylko dodatek, a pełnoprawna historia, w której spędzicie wiele godzin. Biorąc pod uwagę cenę, która waha się w granicach 70 zł, nie mam nawet pytań. Last Variable bije na głowę klimatem i zawartością wiele innych, droższych gier i gdyby nie wspomniane problemy oraz pewne wybory mechaniczne (Mario na pewno nie jest z nich dumny), ocena prawdopodobnie byłaby nieco wyższa.
Ale cena to jedno, a emocje płynące z danego dzieła drugie. Tych w rozszerzeniu nie brakuje i przez bardziej kameralne podejście do tematu jestem w stanie przyznać, że wycieczka po psychice Jana czyni go jeszcze bardziej ludzkim – choć oczywiście daleki jestem od tego, by w pełni zrozumieć naukowca. Jest też kilka mocnych zaskoczeń fabularnych, a przynajmniej mnie one zaskoczyły. No i w końcu Last Variable to po prostu jeszcze lepsze doznanie empiryczne, bo gra jeszcze nigdy nie była tak piękna.
"Bądź lepszy". Słowa starego Jana kołatały mi w głowie przez całą rozgrywkę. Czy gdybyśmy otrzymali szansę, naprawdę bylibyśmy lepszą wersją siebie? Śmiem twierdzić, że odpowiedź nie jest tak oczywista i gdy o tym myślę zaczynam popadać w dziwny stan świadomości. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić was do nowej przygody. Sam zamierzam do niej jeszcze powrócić, tym razem już na spokojnie, by jeszcze bardziej chłonąć wszystko, co ma do zaoferowania.
The Alters: Last Variable ogrywałem na podstawowej wersji konsoli PlayStation 5. Rozszerzenie jest także dostępne na konsolach Xbox Series X i Xbox Series S oraz na komputerach PC.
Ocena: 8/10
- Mniejsza liczba alterów ogranicza różnorodność interakcji
- Nowy system rur bywa nieintuicyjny, irytujący i zaburza estetykę planety
- Drobne błędy techniczne
- Dobrze napisana historia Jana Naukowca i jego nowych alterów
- Bardziej kameralna, ale nadal angażująca opowieść
- Duża zawartość, która przekłada się na około 20 godzin zabawy
- Terraformacja zmieniająca wygląd planety
- Ciekawe zmiany mechaniczne i liczne mniejsze usprawnienia
- Jeszcze większa głębia zarządzania bazą
- Rozszerzenie zachowało klimat i atmosferę podstawki
