GreedFall: The Dying World – recenzja. Staroszkolne RPG dla fanów klasyki gatunku

Data dodania: 10-03-2026

Spiders - można by długo dyskutować o grach tego studia – o ich często wątpliwym wykonaniu technicznym oraz ambicjach, które nierzadko znacząco przewyższają dostępny budżet. Prawda jest jednak taka, że produkcji „Pająków” nie powinno się oceniać według tych samych kryteriów co wysokobudżetowe hity. Lepiej spojrzeć na nie z nieco innej perspektywy: jako na próbę tworzenia staroszkolnych RPG, w których ważniejszy od wizualnego przepychu jest sam pomysł, klimat i estetyka świata. Czy GreedFall: The Dying World kontynuuje tradycję studia?

Czy stare nadal jest jare?

Aby nie pozostawiać jakichkolwiek złudzeń… tak, GreedFall: The Dying World to nadal, jak to niektórzy określają, szlachetne drewno. Gra boryka się w zasadzie ze wszystkimi problemami, z którymi Spiders walczą od lat, i najbardziej w tym wszystkim dziwi, że po tylu próbach twórcy nadal mają chęci i ambicje, by wiernie stać przy swoich przekonaniach. Ale jest też powiedzenie, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane, i trudno nie oprzeć się wrażeniu, że studio ze swoimi pomysłami mogłoby zawojować segment mniejszych gier.


Tymczasem ponownie dane jest nam przeżyć przygodę w rozbudowanej grze RPG, która często ma znacznie więcej do zaoferowania pod względem złożoności niż bardziej widowiskowe produkcje. Powinni się z tego cieszyć miłośnicy bardziej klasycznych gier fabularnych. Zresztą nie da się ukryć, że druga część GreedFall kierowana jest głównie do nich. Nie będę zatem pisać, czym nie jest nowa gra Spiders ani o tym, czym mogłaby być. Pozwolę sobie pokrótce przeanalizować wszystkie jej aspekty i odpowiedzieć na proste pytania: czym tytuł jest w rzeczywistości i gdzie znajduje się jego miejsce na scenie gatunku RPG.

Gry RPG w naszej ofercie:

Historia opowiedziana z innej perspektywy

Od razu pozwolę sobie na prywatę, bo nie wiem, kto wpakował w grę tak nieprzyjazny i nudny prolog. Tym razem odwrócono względem jedynki całą fabułę i wcielamy się w rdzennego mieszkańca wyspy Teer Fradee. Samo założenie jest rewelacyjne i wręcz pobudza wyobraźnię. Jednocześnie sposób prezentacji realiów i inicjacji naszej postaci na mędrca plemienia woła o pomstę do nieba. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie próbował znaleźć wszystkiego i wykonać wszystkich misji w danym regionie, przez co moja męczarnia z kilkunastu (prawdopodobnie) minut przedłużyła się na kilka godzin. A są to godziny, które naprawdę mogą odrzucić sporą część graczy od ekranu. Prolog jest nudny, na siłę przeciągany i do tego brak mu jakichkolwiek emocji. Nawet sceny, które z definicji powinny pozostawiać rozdarcie i wewnętrzną pustkę… cóż, po prostu były, i miałem nadzieję, że każda z nich będzie już ostatnią.


Brnąłem jednak dalej i to samo zalecam wszystkim, którzy dadzą szansę grze. Bo finalnie gra na szansę naprawdę zasługuje. Gwarantuję, że wasza początkowa męka zostanie nagrodzona, a cierpliwość się opłaci. GreedFall: The Dying World nabiera wiatru w żagle dopiero po wyświetleniu ekranu tytułowego, który pojawia się właśnie po zakończeniu niefortunnego prologu.


Osoby, które nie miały styczności z pierwszym GreedFall, niewątpliwie poczują ulgę. Znajomość poprzedniej gry nie jest bowiem wymagana. Jednocześnie, by mieć pełen obraz świata przedstawionego, polecam ogranie jedynki. Natomiast w kwestii samego odwrócenia historii warto wiedzieć, że pod względem samej rozgrywki niewiele to tak naprawdę zmienia. Chodzi tu bardziej o samo przedstawienie innych realiów i problemów niż o przewrócenie wszystkiego do góry nogami.


Nasz Vriden Gerr, podobnie jak De Sardet, również jest dyplomatą, a dokładnie mędrcem swojego plemienia, jego zadaniem jest nie tylko strzec tradycji, ale również spoglądać na świat i zachodzące w nim zmiany z szerszej perspektywy. Mówiąc prościej – nie jest to bohater, którego można określić mianem dzikusa. Jest on wygadany i obyty, a do tego doskonale zna wspólny język, którym porozumiewa się reszta świata. Niewątpliwie w samej rozgrywce daje to znacznie większą elastyczność, choć jednocześnie mocno przekreśla inność nacji, z której pochodzimy. Faktycznie, nieco zabrakło mi w całości jakiegoś pierwiastka poznawania i bycia zaskoczonym przez egzotyczny, bądź co bądź, dla postaci nowy świat. Jako gracz znałem go już doskonale z poprzedniej odsłony, ale jako bohater – niekoniecznie.

Twoje wybory i konsekwencje

Co do samej fabuły – ta jest jak najbardziej poprawna. Może nie będziecie o niej wspominać na każdej imprezie i nie stanie się waszą ulubioną, ale spełnia swoje najważniejsze założenie, jakim jest poszerzenie świata GreedFalla. Dzięki odwróceniu narracji będziecie w stanie spojrzeć na to ciekawe uniwersum z innej, nieco szerszej perspektywy, poznając plemienne tradycje czy zgłębiając genezę zarazy Malichor. Pod tym względem tytuł nie zawodzi, i jeśli podobał się wam pierwowzór, nie powinniście być zawiedzeni.


Siłą pierwszego GreedFalla były wybory i ich konsekwencje oraz rozbudowane możliwości w czasie wykonywania zadań. Nie inaczej jest w Dying World. Gra wielokrotnie zaskakuje swoimi możliwościami. Niemal każde zadanie można wykonać na kilka sposobów, a poprowadzenie narracji w sposób, który preferujemy, daje olbrzymią satysfakcję. Z większości podbramkowych sytuacji możemy wyjść chociażby dzięki dyplomacji, o ile oczywiście w taką stronę zdecydujemy się rozwijać naszą postać. Do wielu miejsc można dostać się na kilka sposobów i… rozumiecie, co mam na myśli? Tytuł pozostawia spore pole do manewru w niemal każdym zakresie działania, i najważniejsze, że zawsze ma to podwaliny w naszych statystykach czy umiejętnościach.


Tak więc Dying World to gra RPG pełną gębą… oraz mieczem, bo właśnie w walce zaszły chyba największe zmiany względem poprzedniej odsłony. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to poszerzenie grupy, z którą podróżujemy – od teraz składa się ona naraz z trzech towarzyszy, a nie dwóch, jak było w pierwszej części. Oczywiście przekłada się to na znacznie większe możliwości w kreowaniu naszej drużyny pod względem dostępnych umiejętności. Jednocześnie starcia stały się bardziej taktyczne i nieco trudniejsze. Twórcy zdecydowali się udostępnić nam aż trzy opcje prowadzenia walki – klasyczny wariant znany z poprzedniej odsłony, tryb taktyczny z aktywną pauzą, przypominający starcia z Dragon Age: Origins lub Star Wars: Knights of the Old Republic, oraz tryb pośredni, który w moich oczach jest najmniej interesujący.


Gdy już poznałem wszystkie niuanse walki, bawiłem się naprawdę świetnie. Przy czym od razu namawiam, byście włączyli sztuczną inteligencję dla swoich kompanów, bo bez niej nie korzystają oni nawet z podstawowych umiejętności i zachowują się niczym byki pędzące w stronę toreadora. A wrogowie też nie rozpieszczają – bywają bardzo silni i nieprzewidywalni, więc ręczne opanowanie starć i wydawanie komend potrafi być wyczerpujące.

Obozowe przyjaźnie i romanse

Niektóre osoby uważają, że prawdziwe RPG nie może obyć się bez przyjaźni i romansów. Choć nie do końca zgadzam się co do samych romansów, rozumiem, że faktycznie jest sporo graczy, którzy z wypiekami czekają na możliwość stworzenia w grze bardziej intymnej relacji. Dla nich mam dobrą nowinę – w GreedFall można romansować w zasadzie z każdą postacią z naszej drużyny. Każdy kompan posiada statystykę odpowiadającą za zażyłość z naszym bohaterem, która wzrasta lub maleje w zależności od tego, jak traktujemy daną postać, jak prowadzimy z nią rozmowy oraz jakie decyzje podejmujemy w czasie przygody i czy wykonamy specjalne zadania lojalnościowe.


Mocno przekłada się to na rozwój fabuły. Jeśli dana postać nie będzie nam ufała, w kluczowym momencie gry może nie stanąć po naszej stronie. Każdy towarzysz ma własny kręgosłup moralny, osobiste doświadczenie i cele, które popychają go do działania. Poprzez częste rozmowy otrzymujemy również coraz bardziej osobiste szczegóły na temat danej postaci, co pozwala lepiej zrozumieć jej motywacje. Choć sama drużyna nie jawi się jako odkrycie roku, w jej obrębie są ciekawsze persony. Mi najbardziej do gustu przypadli tajemnicza Fausta oraz próbujący odkupić swoje winy Till. Fani gier Spiders doskonale wiedzą, że studio pod względem kreacji bohaterów potrafi zaskoczyć – przypomnijmy chociażby Mathrasa z Bound by Flame, który mocno wybijał się ponad pozostałych kompanów.


A co możemy robić jeszcze w obozie poza rozmawianiem z postaciami i… spaniem? Przede wszystkim jest to nasze małe centrum przechowywania i tworzenia nowych przedmiotów. Powraca dobrze znany system rzemiosła, do którego oczywiście możemy podejść jedynie posiadając stosowne umiejętności. Dzięki niemu jesteśmy w stanie usprawniać bronie i pancerze, rozbijać niepotrzebny sprzęt na materiały rzemieślnicze oraz tworzyć przedmioty, takie jak mikstury, pułapki czy materiały wybuchowe. Fajnym patentem jest to, że wiele z takich przedmiotów możemy wykorzystać również poza walką, na przykład w zadaniach pobocznych.

Nowa gra, te same problemy techniczne

Kurczę, przecież kolejny raz nie ma co pisać o tym, że gra Spiders jest drewniana – to wręcz już jakiś wyznacznik studia. Tak, modele postaci są sztywne, a mimika twarzy praktycznie nie istnieje. Niektóre animacje w czasie walki również nie stoją blisko obecnych standardów. Ot, jest to po prostu kolejne, toporne, ale niepozbawione wdzięku RPG od Pająków. Natomiast na uwagę zasługuje wykonanie lokacji w grze, które muszę przyznać – czasem wyglądają naprawdę dobrze. Co prawda nie wszystkie, ale są miejsca, przy których zatrzymywałem się na dłuższy moment, by dokładniej je obejrzeć.


Drewno, drewnem, ale ile w nim korników? Niestety, na chwilę obecną – a mówimy o wersji przedpremierowej, którą miałem okazję ogrywać na bazowej konsoli PlayStation 5 – błędów jest jeszcze sporo. Gra potrafi mocno przyciąć przy dużej liczbie przeciwników, zdarzają się także problemy z wczytywaniem tekstur i wyświetlaniem cieni. Kilkakrotnie w różnych sytuacjach tytuł wyłączył się, wyświetlając błąd systemowy, więc trzeba być świadomym, że pod względem wykonania nie jest to najwyższa liga. Z innych irytujących rzeczy wymieniłbym długie wczytywanie zapisów, choć w ich przypadku sprawa jest nieco dziwna – raz gra potrafi zaskoczyć dosłownie w kilka sekund, a innym razem zastanawia się nawet przez minutę.


W ogólnym rozrachunku jest więc poprawnie. Tylko tyle, albo aż tyle. Pomijając błędy techniczne, do wykonania GreedFall: The Dying World można bardzo szybko się przyzwyczaić i, jak w przypadku innych gier studia, czerpać z niej sporo frajdy i przyjemności. Nie mogę też odmówić twórcom stworzenia ciekawego świata, który zwyczajnie intryguje i chce się go poznawać. Jest to również zasługą przepięknej ścieżki dźwiękowej, którą kolejny raz stworzył Olivier Deriviere. Ostatnio mogliście usłyszeć tego kompozytora przy okazji Dying Light: The Beast czy South of Midnight. Możecie się zatem spodziewać przepięknych, instrumentalnych utworów, które idealnie podkreślą nieco nostalgiczny nastrój gry. Przyznaję, że motyw przewodni „From Another World” z delikatnym wokalem Lindy Olah złapał mnie za serce.

Czy warto wyruszyć w nową podróż?

Podstawowym pytaniem, które każdy powinien sobie postawić, jest: czym dla niego jest tak naprawdę gra RPG? Jeśli oczekujecie epickich i widowiskowych starć oraz wodotrysków na ekranie, GreedFall: The Dying World zwyczajnie nie jest dla was. Gra wyda się wam brzydka, niedopracowana i nieprzystępna mechanicznie. Natomiast jeśli znacznie ważniejsze od grafiki są dla was kwestie takie jak duża elastyczność w czasie misji, rozbudowane dialogi czy wybory z konsekwencjami, tytuł powinien przypaść wam do gustu.


Bo tak naprawdę gry studia Spiders od wielu lat są niczym nieociosany pieniek, który po kilku cięciach mógłby zamienić się w piękną rzeźbę. Pod tą topornością Dying World kryje się naprawdę interesująca przygoda, która porusza wiele ważnych kwestii. Nie da się ukryć, że gra jest również miłą odmianą od tytułów, które stawiają bardziej na wykonanie niż na samo doświadczenie płynące z rozbudowanej rozgrywki. Jeśli wychowaliście się na staroszkolnych grach RPG, jest to zdecydowanie pozycja dla was; pozostali mogą opuścić las w poszukiwaniu nieco bardziej przyciętych drzew.

Nasza ocena: 6.5/10

  • Wykonanie techniczne gry
  • Występujące błędy i średnia optymalizacja
  • Męczący prolog
  • Liczne możliwości wykonywania misji
  • Statystyki postaci mają znaczenie w rozgrywce
  • Rozbudowany system walki
  • System tworzenia przedmiotów i ekwipunku
  • Historia potrafi wciągnąć
  • Piękna muzyka
Wróć

Właściciel serwisu: TERG S.A. Ul. Za Dworcem 1D, 77-400 Złotów; Spółka wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego w Sądzie Rejonowym w Poznań-Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, IX Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS 0000427063, Kapitał zakładowy: 41 287 500,00 zł; NIP 767-10-04-218, REGON 570217011; numer rejestrowy BDO: 000135672. Sprzedaż dla firm (B2B): dlabiznesu@me.pl INFOLINIA: 756 756 756