Screamer – recenzja. Jak powrócić, to tylko z rykiem silnika i fabułą w stylu… anime?
Studio Milestone powraca ze swoją kanoniczną grą wyścigową, która ponownie krzyczy do nas z ekranu. Tym razem jednak Screamer jest większe, ładniejsze i jeszcze głośniejsze niż oryginał z 1995 roku. Czy ten swoisty reboot w stylu anime faktycznie brzmi niczym pomrukiwanie silnika sportowego samochodu, czy może połączenie szybkiej jazdy i kryminalnej fabuły wygląda dobrze jedynie na papierze?
Wyścigi w stylu anime?
Motyw zemsty spotyka się raczej w grach RPG lub tytułach akcji. Screamer udowadnia jednak, że doskonale może się sprawdzić również w wyścigach. Twórcy dość zręcznie driftują pomiędzy szybkimi starciami samochodów na ulicach a widowiskową animacją z kryminalnym pazurem. A wszystko zaczyna się jak zwykle od… morderstwa.
I wiecie co, ta mieszanka sensacji i cyberpunku podłożona pod wyścigi sprawdza się zaskakująco dobrze. Twórcy zręcznie przedstawili w grze kilka, pochodzących z różnych krajów, różniących się od siebie drużyn, które mają inne cele i motywacje do wzięcia udziału w tajemniczym turnieju o największą stawkę. Jednocześnie, nie oczekujcie po grze wielowątkowej historii. Fabuła została przedstawiona za sprawą krótkich przerywników anime, które prezentują się świetnie i nieco mniej widowiskowych rozmów poprzedzających kolejne wyścigi. Tylko tyle, albo aż tyle, bo w praktyce wypada to naprawdę solidnie.
Niestety nie do końca spodobał mi się pomysł wykorzystania jednocześnie kilku języków w grze. Rozumiem takie założenie, ba zostało ono nawet wyjaśnione w fabule autotłumaczem, ale po prostu nie kupiłem tego rozwiązania i dość szybko zaczęło mi ono przeszkadzać w samej rozgrywce. O co dokładnie chodzi? Mówiąc najprościej rozmawiające ze sobą postacie posługują się wyłącznie swoim ojczystym językiem, zatem japoński kierowca zwraca się do rozmówcy po japońsku, a ten odpowiada mu przykładowo po francusku. Mimo, że sami aktorzy głosowi wykonali kawał solidnej roboty, tak rozwiązanie wypada w praktyce wręcz dziwacznie. Przez brak większego ujednolicenia trudno było mi wczuć się w historię i polubić poszczególnych bohaterów. Zdecydowanie preferuję w tym temacie wtrącenia pojedynczych słów lub zdań. Wielkim plusem jest natomiast spolszczenie, które nie unika ostrzejszego języka, a nawet co ciekawe wulgaryzmów o ile te pasują do wypowiadanych kwestii.
Kto pierwszy, ten lepszy
Mimo swoich wad i krótkiej tak naprawdę formy nie mogę napisać, że historia jest jedynie pretekstem do wyścigu. Bardzo fajnie wpasowuje się w założenia tytułu i uzupełnia główną jego atrakcję, którą są oczywiście… wyścigi!
Nie oczekujcie po Screamer realistycznego modelu jazdy. Jest to ścigałka czysto zręcznościowa, która ma być szybka i widowiskowa. Poszczególne samochody prowadzi się naprawdę dobrze, ale twórcy nie poszli na łatwiznę. Do sterowania można co prawda szybko się przyzwyczaić, ale opanowanie wszystkich możliwości potrafi zająć trochę czasu. Dzięki temu nie mamy poczucia, że tytuł jest zbyt łatwy. Powiedziałbym nawet, że gdyby nie dziwaczna sztuczna inteligencja — o której za moment — gra miałaby bardzo zbalansowany poziom trudności, który, zależnie od ogrywanego trybu, powinien zadowolić zarówno niedzielnych kierowców, jak i wprawionych w grach zręcznościowych weteranów.
Bardzo spodobał mi się sposób wykorzystania w grze drugiej gałki analogowej kontrolera. Odpowiada ona za wykonywanie driftów, które stanowią naszą główną broń w pokonywaniu ostrych zakrętów. Działa to wręcz doskonale i bardzo szybko byłem w stanie opanować poszczególne mechaniczne bestie. Mimo wszystko Screamer potrafi na nas czasem nakrzyczeć, zwłaszcza w momentach, w których myślimy, że wiemy już wszystko i próbujemy kozaczyć. Gra wymaga ciągłego skupienia i zaangażowania w to, co dzieje się na ekranie. Dzięki czemu każdy wyścig pompuje w nas sporą dawkę adrenaliny, a wygrana daje dużą satysfakcję. Tu zwyczajnie nie ma miejsca na nudę.
Ciekawą innowacją jest także system Echo, który nie tylko jest jednym z ważniejszych elementów fabuły, ale również świetnie sprawdza się w czasie jazdy. W praktyce sprowadza się on do tego, że po kraksie czas cofa się o kilka sekund i możemy bez przeszkód kontynuować wyścig. Wszystkie mechaniki mają realne zastosowania w grze i tworzą dobrze naoliwioną maszynę.
Trasy i tryby w Screamer
Nie mogę złego słowa powiedzieć też o projekcie poszczególnych tras. Wszystkie — a jest ich łącznie aż 34 — niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z ulicami miast, czy też autostradami, zostały zaprojektowane tak, byśmy nawet po wielu godzinach nie odczuwali znużenia. Ważne jest również to, że same lokacje są zwyczajnie ładne i czytelne. Ich różnorodność sprawia, że trudno odmówić grze własnej tożsamości. Pod tym względem Screamer nie zawodzi, a wręcz przykuwa do ekranu, bo za każdym razem chcemy zobaczyć, co znajduje się za zakrętem.
A zakręty możemy pokonywać w kilku dostępnych trybach, które jednak nie są niczym odkrywczym w gatunku gier wyścigowych. Podstawą są jak zwykle zwyczajne wyścigi, w których możemy rywalizować w pojedynkę, z losowymi graczami lub nawet siedząc na kanapie aż z czterema znajomymi, grając na przedzielonym ekranie. Jest to miły akcent dla starszych graczy pamiętających czasy, w których internet nie był tak powszechny. Ale to jedynie początek.
Gra oferuje również wyzwania czasowe i punktowe. W pierwszych zabawa skupia się oczywiście na szybkości i choć w teorii tryb czasowy brzmi najmniej atrakcyjnie, tak w praktyce dostarcza chyba największej ilości wrażeń. Bo i w moim przekonaniu nie ma w wyścigach nic bardziej satysfakcjonującego niż przekraczanie kolejnych barier i pokonywanie samego siebie. W trybie punktowym natomiast poza szybkością liczy się jeszcze styl, w jakim pokonujemy daną trasę — mówiąc wprost, im bardziej widowiskowo, tym lepiej.
No i niestety to w zasadzie tyle. Biorąc pod uwagę, że kampania fabularna nie należy do najdłuższych, to po jej ukończeniu pozostaje niewiele. Jeśli nastawiacie się na coraz większe wyniki, Screamer was nie zawiedzie, ale po prawdzie chciałoby się po prostu więcej ciekawych trybów, bo formuła gry aż się o nie prosi.
Zobacz także: High on Life 2 - recenzja
Jak wygląda i brzmi Screamer?
Pod względem audiowizualnym Screamer wypada zaskakująco dobrze. Wybrana przez twórców oprawa graficzna idealnie wpasowuje się w klimat rozgrywki i łączy się z elementami anime. Nie mogę odmówić charakteru poszczególnym samochodom, choć oczywiście nie mamy tu do czynienia z prawdziwymi, znanymi markami. Biorąc jednak pod uwagę całokształt, kompletnie mi to nie przeszkadzało. Również trasy potrafią zapadać w pamięć, głównie za sprawą dobrego oświetlenia, które siłą rzeczy robi największe wrażenie w czasie wyścigów nocnych. Reasumując, gra może i nie zawalczy z tytułami pokroju Forza, ale posiada swój własny, unikalny styl.
Tytuł broni się także pod względem muzycznym. W moim odczuciu przygotowane utwory idealnie oddają kwintesencję tytułu. Są żywiołowe, dynamiczne i jeszcze bardziej pobudzają do działania. Natomiast w czasie konwersacji muzyka podchodzi wręcz pod cyberpunkowe klimaty, dzięki czemu nie skupiamy się aż tak bardzo na niemal statycznych modelach postaci. Gdybym miał w jednym zdaniu podsumować muzykę, napisałbym, że jest ona solidna, choć po wyłączeniu gry nie zapada w pamięć.
Co jeszcze? Świetnie wypadają same efekty dźwiękowe. Poszczególne pojazdy brzmią charakterystycznie i są pod tym względem zróżnicowane. Wszelkie odgłosy towarzyszące nam podczas jazdy również dają radę i idealnie dopełniają całości. O specyficznym dubbingu już wspomniałem i takie rozwiązanie może się podobać lub też nie, ale nie można odmówić mu oryginalności. Ogólnie, pod względem audiowizualnym jest bardzo dobrze.

Screamer potrafi złapać gumę
Jak zawsze nie obyło się bez wad. Moim głównym zarzutem jest stosunkowo ograniczony tuning pojazdów, który w zasadzie skupia się jedynie na kosmetyce, przez co nie ma kompletnie wpływu na samą rozgrywkę. Biorąc pod uwagę liczne systemy w prowadzeniu, takie jak drifty czy dopalacze, tytuł aż prosi się o większe możliwości grzebania pod maską. Nie można jednak mieć wszystkiego.
Kolejny problem stanowi sztuczna inteligencja przeciwników, która jest po prostu nierówna, a w niektórych etapach wręcz oszukuje i sztucznie dogania gracza w celu wywołania ciągłego wrażenia rywalizacji. Wiem, że ten aspekt zostanie w grze poprawiony i twórcy już obiecują stosowne łatki, ale w chwili pisania recenzji problem nadal występował.
Zdaję sobie również sprawę, że dla wielu fabuła może być po prostu męcząca. Bo tak, bywa ona dość rozwleczona i przegadana. W wielu momentach wolałbym, aby była przedstawiona w formie animowanych przerywników, bo odnoszę wrażenie, że wielokrotnie dialogi jedynie na siłę przeciągają rozgrywkę. Nie do końca spodobało mi się również opracowanie niektórych elementów menu w grze. Są one krzykliwe i mimo obranej konwencji odbieram je negatywnie. Nie jestem także zwolennikiem wielkich kafelek, bo zwyczajnie z czasem przypominały mi one bardziej sklep niż menu gry wyścigowej. Ale to są jedynie prywatne odczucia.
Ostatnim problemem są spadki płynności, które — choć sporadycznie — jednak w Screamer występują. Osobiście nie psuło mi to zupełnie rozgrywki, ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu graczy kochających szybkość może być to problematyczne. Nadmienię jeszcze, że tytuł ogrywałem na bazowym PlayStation 5 i przez większość czasu działał bezproblemowo.

Czy warto wskoczyć za kółko?
No właśnie, czy warto? Jeśli poszukujecie realistycznych wyścigów, bardzo szybko odbijecie się od Screamer. To tytuł dla osób, które preferują zręcznościową i szybką rozgrywkę. Nie bez znaczenia ma również obrany przez twórców styl artystyczny. Anime dla niektórych będzie atutem, a dla innych wadą gry.
Mimo wszystko trudno odmówić Screamer oryginalności. To tytuł, który zdecydowanie wyróżnia się obecnie na rynku i nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest. Gra idealnie nadaje się na szybkie, kilkuminutowe sesje i raczej nie będziecie spędzali w niej wiele godzin każdego dnia. Ale właśnie w tym tkwi cały urok Screamer. Jestem fanem stylu anime i preferuję bardziej zręcznościowe wyścigi — jeśli również się pod tym podpisujecie, to powinniście świetnie się bawić.
Nasza ocena: 8/10
- ... ale styl anime nie każdemu musi się spodobać
- Sztuczna inteligencja czasem oszukuje
- Sporadyczne spadki animacji
- Oprawa wizualna
- Fabuła i wyraziste postacie
- Dynamiczna rozgrywka
- System Echo, driftów i przyśpieszeń
- Konwencja serialu anime...
