Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection – recenzja. Jak po raz trzeci wytresować potwora

Data dodania: 09-03-2026

Monster Hunter jeszcze do niedawna znałem bardziej od strony głównych tytułów w obrębie marki. Najwięcej czasu w moim życiorysie pochłonęło polowanie w World, które do dziś uważam za jedną z najlepszych odsłon w serii. Tak naprawdę pobocznym Stories zainteresowałem się dopiero przy okazji pierwszego ogłoszenia trzeciej części. Muszę przyznać, że zostałem pożarty w całości, przez co jeszcze bardziej czekałem na nową grę. Ale mimo wszystko nie przewidziałem tego, co przyniesie ze sobą Twisted Reflection.

Tak poważnie jeszcze w tej serii nie było

Warto na początku nakreślić, czym tak naprawdę jest Monster Hunter Stories. To podseria – swoisty spin-off znanej marki Monster Hunter – która w założeniu bliższa jest rozgrywce znanej z klasycznych gier jRPG. Główny filar, jakim jest walka z potężnymi potworami, nadal w grze pozostał, ale znacznie bardziej rozwinięto w niej wątki fabularne i postaci, a jednym z głównych założeń jest łapanie i trenowanie napotkanych bestii. W przeciwieństwie jednak do tradycyjnych części Monster Hunter, w Stories walki są całkowicie turowe, a sporo elementów rozgrywki skupia się na poszukiwaniu potworów, zbieraniu ich jaj, a następnie rozwijaniu i przeżywaniu przygód w ich towarzystwie. 


Zanim jednak zacznę omawiać te aspekty dokładniej, pozwolę sobie najpierw opowiedzieć o historii. Bo ta, jak na serię, która w teorii skupia się na łapaniu potworów, jest zaskakująco poważna. Choć uczciwie muszę przyznać, że Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection jest grą dla bardziej cierpliwych graczy. Pierwszy rozdział, jeśli nie będziecie planowali go przebiec, zajmie wam od kilku do kilkunastu godzin, w których nie tylko poznacie wszystkie założenia rozgrywki, ale przede wszystkim zapoznacie się z postaciami i realiami świata przedstawionego. A gdy już wszystko mniej więcej ułożycie sobie w głowie, twórcy zaserwują wam fabularny twist, który przewróci wszystko do góry nogami i zarazem uświadomi, że… jest to dopiero początek opowieści.


Nasza postać jest młodym księciem krainy Azuria – lub księżniczką, w zależności od wyboru – i jednocześnie kapitanem grupy strażników, których głównym zadaniem jest dbanie o zagrożone gatunki potworów. Co samo w sobie jest niełatwą misją, a sytuacji nie poprawia fakt, że Azuria znajduje się na skraju wojny ze swoim sąsiadem Vermeil. Oczywiście, jak nietrudno się domyślić, nasz bohater i jego kompanii trafiają w sam środek wojny, choć nie do końca z własnej woli. Jednocześnie ten oczywisty przebieg fabuły w przypadku Twisted Reflection jest logiczny i bardzo zręcznie poprowadzony. 


Musicie bowiem wiedzieć, że nasz protagonista jest wyjątkowy jeszcze pod jednym względem. Otóż już na początku przygody jesteśmy świadkami wyklucia się z jednego jaja dwóch legendarnych Rathalosów i to właśnie książę staje się jeźdźcem jednego z nich. Co jednak stało się z drugą bestią i jaką w tym wszystkim rolę odgrywa matka bohatera? Aby się tego dowiedzieć, drużyna będzie musiała wyruszyć w podróż, która całkowicie zredefiniuje sposób, w jaki postrzega świat, w którym żyje. Mimo klasycznej formuły historia wciąga, porusza i potrafi w kilku miejscach zaskoczyć.

Gra Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection w naszej ofercie:

Papier, kamień… pazur?

Potwory grają tu pierwsze skrzypce. Przy czym nie tylko stanowią podwaliny opowieści i historii świata przedstawionego, ale siłą rzeczy są też główną bronią bohaterów. Nasz protagonista może posiadać jednocześnie sześć stworzeń, przy czym towarzyszący mu członkowie drużyny mają odgórnie przypisanego potwora oraz własny ekwipunek. Łatwo jest zatem dostosować nasz styl walki zależnie od tego, z kim obecnie podróżujemy – w późniejszym czasie będziemy mogli dowolnie je wymieniać.


Ciekawym aspektem okazuje się sama walka, która z definicji przypomina klasyczne granie w papier, kamień, nożyce i… tak, w praktyce jest to bardziej ekscytujące, niż brzmi. Każdy przeciwnik, ale też nasi bohaterowie i potwory, mogą wykonywać swoje akcje na trzy sposoby: szybki, silny oraz techniczny. Cała konfrontacja sprowadza się zatem do podjęcia odpowiednich działań względem tego, co zamierza zrobić przeciwnik. Najczęściej pomagają w tym linie namierzania, które zmieniają kolor w zależności od używanego ataku. Jednak gra potrafi nas często zaskakiwać nietypowymi rozwiązaniami. Wybranie odpowiedniego ataku to dopiero początek – osłabione potwory potrafią w czasie walki mutować i zmieniać swoje strategie, często nawet ukrywać zamiary, zatem niemal nieustannie musimy wykazywać się czujnością, planowaniem i strategią. 


Walki w Twisted Reflection zawierają wiele ciekawych niuansów i rozwiązań, które sprawiają, że starcia są dynamiczne i nie nudzą się nawet po wielu godzinach rozgrywki. Możemy niszczyć części ciała potworów, łączyć ataki z innymi postaciami oraz wykonywać spektakularne, epickie ataki na grzbietach bestii, których prezentacji nie powstydziłoby się dobre anime. Jednocześnie twórcy zdawali sobie sprawę z tego, że farmienie jest mało atrakcyjne, i udostępnili opcję szybkiego rozstrzygnięcia walki ze słabszymi przeciwnikami. Gdy mocno przewyższamy oponenta poziomem, możemy zakończyć walkę jednym przyciskiem i zebrać wszystkie fanty.

Ludzie i potwory

Ale przecież nie byłoby potworów bez jeźdźców. Już na początku przygody (z małymi wyjątkami) otrzymujemy wszystkie postacie należące do drużyny strażników. Każdej z nich przypisana jest osobna rola w czasie walki. Przykładowo Kora jest typowym tankiem i przyjmuje na siebie większość obrażeń, najmłodsza strażniczka Thea zadaje bardzo duże obrażenia krytyczne za pomocą łuku, a weteran Ogden wzmacnia statystyki drużyny. Wybierając towarzysza, musimy przemyśleć głównie to, jaką bronią będzie walczył nasz bohater i jakie potwory zabierzemy na wyprawę – tak, by nie dublować zdolności, które zapewnia nam dany kompan. Należy brać również pod uwagę, to, że nie każdy potwór potrafi dostać się w każde miejsce. Niektóre latają, inne tylko szybują, są też bestie, które wspinają się po ścianach lub pływają, co pozwala im dostać się w ukryte obszary. 


Pod względem eksploracji i możliwości wyboru gra jest naprawdę rozbudowana i powinna zadowolić wszystkich, którzy uwielbiają szperać, tworzyć i kolekcjonować. Niemal każdy zabity potwór dostarcza nowych materiałów, z których możemy wykuć broń lub pancerze. Te z kolei możemy jeszcze bardziej ulepszać, a nawet nadawać im nowe cechy lub bonusy za pomocą ozdób. Tu każdy kwiatek, minerał, a nawet robactwo jest na wagę złota i uwierzcie mi – chcecie zbierać dosłownie wszystko! Jednocześnie nie odczujecie nigdy, że podnosicie coś dla samego farmienia. Każda czynność w grze nagradzana jest punktami doświadczenia, więc pierwsze poziomy potworów można wbić nawet poprzez gromadzenie surowców. Jest to naprawdę świetne rozwiązanie. Czy wspomniałem już o misjach pobocznych i dodatkowych opowieściach?

Bo po co nam główny wątek?!

Każdy kompan posiada swój własny scenariusz fabularny, który dzieli się na pomniejsze rozdziały – kolejne odblokowujemy wraz z postępami w fabule. To całkiem dobrze rozwinięte wątki, dzięki którym poznajemy poszczególnych członków drużyny i jednocześnie odblokowujemy nowe przedmioty, przepisy, a nawet lokacje. Dlatego warto poświęcić czas na te zadania, jak tylko pojawiają się w naszym dzienniku. W grze jest również sporo zadań pobocznych, które są mniejsze i szybsze, ale dzięki nim poznajemy jeszcze lepiej realia poszczególnych krain. Nie mogło zabraknąć również aktywności pobocznych oraz znajdek, z których warto wymienić choćby szukanie rozsianych po całym świecie kolorowych świnek. Jednak są one jedynie ciekawym bonusem dla miłośników zbieractwa.


Znacznie ciekawiej prezentuje się odbudowa ekosystemu w danym regionie, która stanowi bardzo ważny element rozgrywki. Każda strefa zawiera opcjonalnego bossa. Pokonując go, odblokowujemy obóz, który pozwala nam zapoznać się z populacją potworów w tym obszarze. I… tutaj zabawa dopiero się zaczyna. Jeśli chcecie posiadać naprawdę potężne bestie, będziecie musieli gromadzić jaja odpowiednich potworów, wykluwać je, a następnie wypuszczać na wolność właściwe gatunki. Przełoży się to na wzrost ich populacji, możliwe mutacje i powstanie nowych gatunków.


Mówiąc prościej: wchodząc na dany obszar, nie jesteśmy w stanie spotkać od razu wszystkich gatunków. Dopiero zagłębiając się w odbudowę ekosystemu, odkrywamy nowe potwory o potężniejszych umiejętnościach i bardziej rozwiniętych statystykach. Bardzo szybko otrzymujemy też możliwość przekazywania genów pomiędzy potworami, dzięki czemu możemy uzyskać naprawdę zaskakujące kombinacje i rezultaty. Na szczęście twórcy zdawali sobie sprawę, jak bardzo rozbudowali całą grę, więc samo naprawianie ekosystemów jest w praktyce przystępne i nie zajmuje aż tak wiele czasu.

Potwornie piękna gra, ale…

Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection to potwornie piękna gra, która powinna przypaść do gustu wszystkim miłośnikom anime. Kolory są tu ostre i wyraźne, a animacje bardzo ekspresyjne. Każdy atak potwora, w zależności od jego typu, daje poczucie siły i ciężaru. Starcia wyglądają wręcz jak żywcem wyjęte z niektórych filmów studia Ghibli. Ale nie tylko walka zachwyca. Przemierzanie kolejnych lokacji daje poczucie uczestniczenia w prawdziwej przygodzie. Świat jest po prostu żywy i nie mówię jedynie o przepełnionych postaciami miastach czy osadach. Poszczególne biomy wypełnione są po brzegi żyjącymi bestiami, które sprawiają wrażenie, jakby faktycznie żyły własnym rytmem.


Serce Stories 3 bije także rytmicznie pod względem oprawy muzycznej, która doskonale uzupełnia wszystko, co dzieje się na ekranie. Muzyka w tytule ma silny przekaz emocjonalny i praktycznie od razu kojarzy się z motywem przygody. Ścieżka dźwiękowa została stworzona z dużym naciskiem na melodie orkiestrowe, które idealnie podkreślają klimat świata przedstawionego i więzi bohaterów z ich potworami. Na uwagę zasługują również utwory dopasowane do poszczególnych biomów, które świetnie oddają ich charakter.


A same lokacje są po prostu prześliczne. Niezależnie od tego, czy przemierzamy główne miasto w Azurii, gęstą dżunglę czy rozległe jaskinie i piaski, cały czas mamy wrażenie uczestniczenia w animacji. Przyznam, że ostatnio czułem się tak podczas przygody w Ni no Kuni 2, a od premiery tej gry minęło już kilka lat. Trzecia część Monster Hunter Stories zdecydowanie trafiła w moje poczucie estetyki i pod względem wizualnym nie mam jej absolutnie nic do zarzucenia.


Natomiast tytuł boryka się z kilkoma problemami technicznymi, które, biorąc pod uwagę piękno świata, bardzo rażą w oczy. Sporadycznie miałem problemy ze spadkiem animacji – zwłaszcza w większych miastach. Tytuł ogrywałem na bazowej wersji PlayStation 5, więc konsola powinna spokojnie poradzić sobie z taką oprawą graficzną. Gra ma czasem też problem z wyświetlaniem cieni i tekstur, więc poszczególne zbroje czy potwory momentami mogą wyglądać na mniej dopracowane.


Najbardziej bolał mnie jednak problem z wyświetlaniem oddalonych obiektów, co przekłada się m.in. na klatkowanie animacji odległych potworów, opóźnienia w ich renderowaniu czy nagłe pojawianie się wrogów przed naszymi oczami. Jest to szczególnie widoczne podczas latania na grzbiecie bestii i w takich sytuacjach mocno psuje przyjemność z rozgrywki. W moim odczuciu przy tak rozbudowanej grze można by przymknąć na te problemy oko wyłącznie w wersji na Nintendo Switch 2, w pozostałych… cóż, po prostu nie przystoi.

Czy można po raz trzeci wytresować potwora?

Nieczęsto zdarza się, że na postawione pytanie można łatwo odpowiedzieć. Ale w przypadku Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection odpowiedź jest banalna: zdecydowanie warto oswoić tego potwora, a następnie wsiąść na jego grzbiet i wzbić się w przestworze. To tytuł, który aż zachęca do przeżywania przygód – i robi to w pięknych okolicznościach przyrody.


Jestem przekonany, że Capcom po premierze zacznie naprawiać wskazane błędy techniczne i już niedługo każdy jeździec będzie mógł w pełni cieszyć się towarzystwem swojego wierzchowca. Trzecia część Stories obiecywała dużo, ale finalnie daje jeszcze więcej. To największa odsłona serii i jednocześnie znacznie bardziej ambitna i dojrzalsza. Można wręcz powiedzieć, że to pokemony dla dorosłych, które nie boją się poruszać poważnych tematów i wyciskać z nas emocji. Rok 2026 dla miłośników jRPG przychodzi nie z przytupem, a z prawdziwym rykiem, który zwyczajnie trudno zignorować.

Nasza ocena: 8.5/10

  • ... który niestety boryka się problemami technicznymi
  • Dla niektórych narracja może być zbyt powolna
  • Na początku nadmiar informacji i mechanik przytłacza
  • Piękna oprawa audiowizualna
  • Widowiskowe walki z potworami
  • Rozbudowany system łapania potworów
  • Emocjonująca fabuła
  • Postacie, które dają się lubić
  • Żywy świat przedstawiony...
Wróć

Właściciel serwisu: TERG S.A. Ul. Za Dworcem 1D, 77-400 Złotów; Spółka wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego w Sądzie Rejonowym w Poznań-Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, IX Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS 0000427063, Kapitał zakładowy: 41 287 500,00 zł; NIP 767-10-04-218, REGON 570217011; numer rejestrowy BDO: 000135672. Sprzedaż dla firm (B2B): dlabiznesu@me.pl INFOLINIA: 756 756 756