MotoGP 26 - recenzja. Nowa fizyka jazdy zdobywa złoty medal
Milestone tym razem nie poprzestało na drobnych korektach. Studio postawiło na przebudowę najważniejszego elementu całej produkcji, czyli samego modelu jazdy i efekty tej decyzji czuć dosłownie od pierwszego zakrętu. Najnowsza odsłona oficjalnej licencji MotoGP nie próbuje wywrócić wszystkiego do góry nogami. Zamiast tego skupia się na fundamentach, które przez lata stanowiły o sile cyklu, i konsekwentnie je dopracowuje.
Nowa fizyka jazdy naprawdę robi różnicę
Największą nowością jest system określany przez twórców jako Rider-Based Handling i już samo to hasło sugeruje, że coś tutaj naprawdę się zmieniło. W praktyce oznacza to wyraźnie większy nacisk na ruchy zawodnika oraz odpowiednie przenoszenie ciężaru ciała podczas jazdy. Zamiast skupiać się wyłącznie na samym motocyklu, gracz musi bardziej świadomie panować nad tym, co robi kierowca na maszynie. Brzmi jak detal, ale w praktyce zmienia odczucia z jazdy na poziomie, którego nie spodziewałem się po kolejnej corocznej odsłonie.
Zmiana jest subtelna, ale szybko okazuje się kluczowa podczas ostrych hamowań i szybkich zmian kierunku. Motocykle reagują o wiele bardziej naturalnie niż wcześniej, a wejścia w zakręty wymagają precyzji, której poprzednie części jakoś nie wymuszały w takim stopniu. Popełnienie błędu rzadko uchodzi na sucho. Zbyt późne hamowanie albo agresywne dodanie gazu w nieodpowiednim momencie skutkuje wycieczką za bandę albo spektakularnym lotem przez kierownicę, który wygląda świetnie na powtórce, ale boli, kiedy patrzymy na tabelę wyników.
Bardzo mnie ucieszyło to, że Milestone nie zapomniało przy tym o mniej doświadczonych graczach. Tryb Arcade nadal pozwala cieszyć się rywalizacją bez konieczności zaglądania w telemetrię i przestawiania dziesiątek parametrów motocykla. Asysty działają sprawnie i faktycznie pomagają, zamiast po prostu zdejmować z gracza poczucie odpowiedzialności za to, co dzieje się na torze. Kombinacja wysokiego realizmu z rozbudowanymi ułatwieniami sprawia, że MotoGP 26 pozostaje jedną z najbardziej przystępnych symulacji wyścigowych na rynku.
Czuję się w obowiązku wspomnieć, że nowy model jazdy najlepiej objawia swoje możliwości podczas dłuższych sesji, kiedy zaczynacie naprawdę rozumieć, czego wymaga każdy konkretny tor. Circuit de Barcelona-Catalunya albo Mugello to zupełnie inne wyzwania przy nowej fizyce niż przy tej starej i ta różnorodność sprawia, że chce się wracać i wykręcać coraz lepsze czasy.
Szybciej, efektowniej i bardziej widowiskowo
Choć największe emocje budzi model jazdy, trudno nie zauważyć, że gra wygląda po prostu lepiej niż poprzednia część. Same tory prezentują się wyśmienicie, a motocykle zostały odwzorowane z ogromną dbałością o detale. Ponadto zmienne warunki pogodowe skutecznie podbijają wrażenia. Szczególnie widowiskowo wypadają wyścigi w deszczu, gdzie refleksy świateł na mokrej nawierzchni i woda unosząca się spod kół robią naprawdę duże wrażenie. Przez chwilę człowiek łapie się na tym, że zamiast ścigać się, ogląda powtórkę i szuka odpowiedniego ujęcia do screenshota. A to często skutkuje spektakularnym dzwonem, ponieważ mało kto będzie w takich chwilach pamiętał o Photo Mode.
MotoGP 26 nie pretenduje jednak do miana graficznej rewolucji w całym gatunku. To solidny krok naprzód, a nie technologiczny przełom. W porównaniu z największymi produkcjami wyścigowymi wciąż można wskazać miejsca, gdzie budżet był najwyraźniej ograniczony, czy to w detalach otoczenia toru, czy w animacjach poza właściwym wyścigiem. Nie psuje to jednak zabawy, bo podczas samego ścigania rzadko kiedy ma się w ogóle okazję na to, by szczegółowo podziwiać oprawę.
Muszę natomiast pochwalić poczucie prędkości, które jest chyba najlepsze w całej historii serii. Przelot przez długą prostą z prędkością przekraczającą 350 km/h, a potem gwałtowne hamowanie przed wąskim nawrotem to jeden z tych momentów, dla których warto sięgać po symulacje motocyklowe. Czuć każdy kilometr na godzinę i czuć moment, w którym hamulce zaczynają pracować na granicy możliwości. To zresztą jeden z elementów, który wskazałbym jako bardzo mocny punkt tej produkcji.
Sama oprawa dźwiękowa również trzyma wysoki poziom, choć nie jest to aspekt, o którym mówi się przy MotoGP tak często jak przy grach samochodowych. Ryk silników brzmi przekonująco, a dźwiękowe sygnały pracy opon i hamulców mają realne znaczenie dla oceny tego, co aktualnie dzieje się z motocyklem. W połączeniu ze zwrotnymi sterami i nową fizyką tworzy to całość, która angażuje więcej zmysłów, niż można byłoby oczekiwać od gry wyścigowej.
Kariera nadal jest sercem całej gry
Tryb kariery pozostaje główną atrakcją dla osób preferujących samotną zabawę i na szczęście Milestone wyraźnie wie, że tego elementu nie można zaniedbać. Twórcy rozwijają znane z poprzednich odsłon mechanizmy związane z kontraktami, relacjami w padoku oraz rozwojem zawodnika. Gracz może zacząć od niższych klas i stopniowo wspinać się na szczyt światowego motorsportu, co nadal jest jednym z bardziej satysfakcjonujących doświadczeń w grach sportowych. Droga od Moto3 do MotoGP zajmuje sporo czasu, ale sprawia, że dotarcie do najwyższej klasy faktycznie daje poczucie satysfakcji.
Pojawiają się też nowości, które realnie wpływają na jakość kariery. Dodatkowe aktywności treningowe oraz specjalne wydarzenia pozwalają doskonalić umiejętności poza tradycyjnymi weekendami wyścigowymi i nie są to elementy czysto kosmetyczne. Dobrze przeprowadzony trening ma przełożenie na wyniki w wyścigu, a kolejność i wybór aktywności między rundami zmusza do podejmowania małych decyzji strategicznych. Takie drobiazgi sprawiają, że kariera nie sprowadza się do prostego odhaczania kolejnych rund mistrzostw. Grając, miałem autentyczne odczucie progresu, dążąc do jasno nakreślonych celów.
Trzeba jednak uczciwie przyznać, że potencjał trybu kariery nadal nie został w pełni wykorzystany. Część recenzentów i graczy zwraca uwagę, że decyzje podejmowane w padoku zbyt rzadko pociągają za sobą naprawdę odczuwalne konsekwencje. Kontrakty mogłyby wiązać się z większą presją, a rywalizacja z innymi kierowcami mogłaby wykraczać poza sam tor i przenikać do narracji całego sezonu. To obszar, który pozostaje otwartą szansą na kolejną odsłonę.
Tryby online i wyzwania dla społeczności uzupełniają całość, choć nie są głównym powodem, dla którego sięga się po MotoGP. Jeśli macie znajomych, którzy interesują się serią, wspólne wyścigi bawią bardziej niż kiedykolwiek, bo nowa fizyka i bardziej przewidywalne zachowanie motocykli sprawiają, że pojedynki kółko w kółko są teraz o wiele bardziej emocjonujące niż w poprzednich częściach. Dla kanapowych rywali mam dobre wieści, gdyż nie zabrakło trybu Split Screen.
Zobacz także: Forza Horizon 6 – recenzja. Drift pod kwitnącą sakurą
Dostępność dla nowych graczy to ogromna zaleta
Jednym z największych sukcesów MotoGP 26 jest sposób, w jaki gra łączy dwa zupełnie różne podejścia do wyścigów, i robi to lepiej niż większość tytułów z gatunku. Weterani otrzymują wymagającą symulację, która nagradza cierpliwość, precyzję i zaangażowanie w poznanie każdego toru. Początkujący mogą za to korzystać z licznych asyst i uproszczonego modelu jazdy bez poczucia, że gra ich traktuje protekcjonalnie. Granica między obiema grupami jest płynna i samodzielnie decydujemy, kiedy i jak szybko ją przekroczyć.
Dzięki temu wejście do świata MotoGP nie jest już tak bolesne jak jeszcze kilka lat temu. Systemy wspomagania skutecznie pomagają opanować podstawy prowadzenia motocykla bez konieczności tygodniowego treningu przed pierwszym prawdziwym wyścigiem. Asysty nie psują poczucia, że to gracz jest za kierownicą, tylko subtelnie korygują błędy wynikające z braku doświadczenia. Stopniowe wyłączanie kolejnych ułatwień pozwala rozwijać umiejętności we własnym tempie, bez presji i bez konieczności zaczynania kariery od nowa po każdym nieudanym eksperymencie.
To może być szczególnie ważne dla osób, które dotychczas kojarzyły serię wyłącznie z bezlitosną trudnością i wymagającą krzywą uczenia. MotoGP 26 nadal potrafi być wymagające, kiedy sami tego chcemy, ale nie wita nowych graczy ścianą frustracji już na samym wejściu. Kilka godzin z grą wystarczy, by poczuć się w padoku jak w domu, a to w przypadku gier sportowych z licencją nie jest wcale takie oczywiste. Samouczki i wskazówki kontekstowe zostały wyraźnie dopracowane w stosunku do wcześniejszych odsłon. Gra nie zasypuje gracza informacjami na raz, lecz dozuje je stopniowo w miarę postępów. To może wydawać się drobiazgiem, ale dla kogoś, kto pierwszy raz siada do symulatora motocyklowego, ma ogromne znaczenie dla komfortu zabawy.
Zdjęcie w pełnym rozmiarze









Nie wszystko działa idealnie
Pomimo wielu udanych zmian produkcja nie jest wolna od problemów i byłoby nieuczciwe o tym nie wspomnieć. Tu i ówdzie można się natknąć na trochę błędów technicznych, okazjonalnych problemów z wydajnością oraz niedopracowanych elementów sztucznej inteligencji. Rywale potrafią miejscami zachowywać się wręcz irracjonalnie, szczególnie w sytuacjach ekstremalnych jak mokry tor czy wypadek na pierwszym zakręcie. Nie psuje to fundamentalnie zabawy, ale potrafi zepsuć wyścig, który do tej pory był perfekcyjny. Skłamałbym, twierdząc, że mnie nic z tych przykrych niespodzianek nie spotkało.
Podkreślę, iż różnic między tą a zeszłoroczną edycją nie sposób określić mianem spektakularnych. Jak już wspomniałem, nowy model jazdy diametralnie wpływa na całość rozgrywki, ale poza nim wiele elementów sprawia wrażenie zbyt ostrożnej ewolucji zamiast rewolucji z pazurem. Tryb kariery to wciąż ten sam tryb kariery, grafika jest lepsza, ale zabrakło większego kopa, a lista zawartości wciąż nie rzuca na kolana. To nie jest zarzut, że gra jest zła, raczej spostrzeżenie, że przy corocznym wydawaniu tytułów trudno uciec od pytania o realną wartość każdej kolejnej odsłony. Pragnę jednak zaznaczyć, że żaden ze wspomnianych problemów nie ma charakteru dyskwalifikującego. To są potknięcia, nie katastrofy. Poważnych błędów technicznych nie stwierdziłem, a Milestone chciałbym pochwalić za to, że wraz z kolejnymi aktualizacjami regularnie wprowadza poprawki.
Zdjęcie w pełnym rozmiarze

Czy warto wsiąść na motocykl po raz kolejny?
MotoGP 26 ani trochę nie próbuje na nowo definiować gatunku gier wyścigowych. Szczerze mówiąc, wcale nie musi tego robić. Skupiono się głównie na tym, żeby rdzeń rozgrywki był lepszy niż kiedykolwiek wcześniej. A w tej kwestii cel został osiągnięty w 100%, ponieważ całkiem nowa fizyka jazdy wespół z wyraźnie lepszym poczuciem kontroli nad motocyklem naprawdę sprawiają, że rozgrywka dostarcza o wiele więcej frajdy niż w poprzednich odsłonach. To argument, który dla fanów serii powinien mieć realną wagę.
W tym miejscu podkreślę, że to absolutnie nie jest kandydat do miana gry roku. Drobne problemy techniczne są obecne, a zachowawczość twórców w niektórych obszarach jest wyczuwalna. Sam skok w stosunku do poprzedniej części nie jest na tyle duży, by zachwycić każdego gracza bez wyjątku. Odbiorcy przyzwyczajeni do corocznych aktualizacji składów i kilku drobnych nowości mogą poczuć się rozczarowani, zwłaszcza jeśli oczekiwali gruntownej przebudowy trybu kariery lub rewolucji graficznej. Jeśli jednak liczy się dla was przede wszystkim samo ściganie, MotoGP 26 dostarcza dokładnie tego, czego potrzebuje każdy fan dwóch kółek. Nowa fizyka przekłada się na realne emocje za kierownicą, poczucie prędkości jest znakomite, a zróżnicowanie torów i klas sprawia, że każdy wyścig jest trochę inny. W świecie gier sportowych to naprawdę nie jest mało.
MotoGP 26 ogrywałem w wersji na konsole PlayStation 5. Gra ponadto ukazała się również na konsolach Xbox Series X i Xbox Series S, Nintendo Switch 2 oraz na komputerach PC.
Ocena: 7/10
- Sztuczna inteligencja rywali
- Mało dodatkowej zawartości
- Monotonna muzyka
- Nowa fizyka jazdy
- Zmienne warunki pogodowe
- Zróżnicowanie torów
- Przystępna dla nowicjuszy
- Brak poważnych błędów technicznych
- Obecność trybu Split Screen
