Resonance: A Plague Tale Legacy – recenzja. Przeszłość i teraźniejszość uwięzione w labiryncie

Data dodania: 26-08-2026

Seria A Plague Tale nigdy nie zdołała mocno zawojować mojej konsoli. Co prawda bardzo podobał mi się nastrój przygody i nawet udało mi się polubić głównych bohaterów, ale z samą rozgrywką miałem zwykle problem. Nie mam tutaj na myśli poziomu trudności, ale chyba brakowało mi w niej większej różnorodności. Mimo wszystko jest to marka, do której co jakiś czas myślami powracam, zatem i tak udało jej się dokonać więcej niż większość podobnych produkcji. Resonance: A Plague Tale Legacy jest najnowszą odsłoną cyklu, która zrywa z utartymi schematami i właśnie dzięki temu tajemnica Minotaura wciągnęła mnie bardziej niż wir szczurów.

Znajome realia spowite mitologią

Zacznijmy może od tego, że seria A Plague Tale zawsze dobrą historią stała i jeśli był to główny aspekt, przez który wracaliście do gry, to nowa odsłona pod tym względem was nie zawiedzie. Tym razem jednak nie pokierujemy losami Amicii i Hugo, w zasadzie to, gdy toczy się akcja gry, chłopak jeszcze się nie urodził. Przygoda została bowiem osadzona w roku 1334, czyli około 15 lat przed wydarzeniami z jedynki. Główną protagonistką jest Sophia, którą mogliśmy już nieco poznać w Requiem, ale w zasadzie na tym wszelkie podobieństwa się kończą. No dobrze, czasami twórcy raczą nas ciekawymi smaczkami i odniesieniami, ba, jeśli kochacie ten świat, to wiele jego elementów, jak Macula i związane z nią tajemnicze moce, jest tu znacznie bardziej rozwiniętych. Jednak w przypadku Resonance: A Plague Tale Legacy znajomość poprzednich części nie jest wymagana, choć jak zwykle, ze swojej strony i tak polecam się z nimi zapoznać.


Mimo wszystko jest to dobra decyzja, dzięki której możemy spojrzeć na świat przedstawiony zupełnie na świeżo. Nie chcę w tym miejscu umniejszać fabule dwóch poprzednich odsłon, ale starsza bohaterka sprawiła, że znacznie łatwiej było mi się z nią w jakiś sposób utożsamić, a całość przynajmniej pod niektórymi względami miała znacznie poważniejszy wydźwięk. Dlaczego jedynie pod niektórymi? Otóż wiadomym jest, że historie o dzieciach z natury bardziej łapią za serducho i faktycznie kilka momentów z Requiem i Innocence dotknęło mnie mocniej. Jednak nie oznacza to wcale, że przygoda Sophii jest łagodniejsza. Dzięki kilku założeniom rozgrywki staje się wręcz miejscami jeszcze bardziej mroczna.


Już pierwsza scena w klasztorze, w którym więziona jest mała Sophia, daje nam obraz tego, jaki mniej więcej klimat przyszykowali dla nas twórcy. Przyznaję, że jestem wręcz zachwycony sposobem, w jaki został ukazany samouczek. Przez kilka chwil otrzymujemy możliwość poruszania się małą Sophią i poznawania realiów z jej perspektywy. Przykładowo podstawowych mechanik w zakresie poruszania uczymy się na zasadzie zabawy, dzięki której zresztą bardziej zżywamy się z jednym z bohaterów. Natomiast niemal wszystkie aspekty walki poznajemy, szkoląc się na arenie, na której też w bardzo płynny sposób obserwujemy, jak zmienia się i dorasta główna bohaterka. Być może jestem już za stary i miękki, ale naprawdę mnie to urzekło. Po prawdzie zagrało tu dosłownie wszystko, nawet utwory muzyczne z tych scen na stałe zagościły na mojej liście odtwarzania. A później jest już tylko lepiej.

Seria A Plague Tale w naszej ofercie:

Karnawał piękna, nie tylko w Wenecji

Bo muszę powiedzieć, że w czasie grania naprawdę byłem zachwycony tym, jak pięknie prezentują się postacie i poszczególne lokacje. Bohaterowie, którzy odgrywają ważniejsze role w fabule, są bardzo dopieszczeni pod względem animacji i mimiki twarzy, wypadają bardzo naturalnie i w wielu scenach sprawiają wrażenie prawdziwych osób. O dziwo, moją sympatię zaskarbiły sobie nawet postacie drugoplanowe, które wcale nie pojawiały się dłużej na ekranie. Po prostu są na tyle charakterystyczne, że nie dawały o sobie zapomnieć, nie mówiąc o tym, że najczęściej i tak miały przynajmniej jedną bardziej emocjonalną scenę.


Ale pierwsze poważne zderzenie z piękną oprawą następuje w drugiej sekwencji, która niemal w całości skupia się na Karnawale w Wenecji. Lokacje nie należą do największych i pomimo że czasami stanowią otwartą przestrzeń, tak częściej przemierzamy raczej korytarzowe miejscówki. Dzięki temu twórcy mogli skupić się na ich dopracowaniu i to zwyczajnie widać. Nieważne, czy mówimy o Wenecji właśnie, czy późniejszej tajemniczej Wyspie i jej zróżnicowanych podziemiach. Wszystko prezentuje się naprawdę wspaniale, a dzięki załączonemu od razu trybowi fotograficznemu jeszcze bardziej możemy podziwiać wszystkie szczegóły. Jednak nie tylko piękne widoki wpływają na takie odczuwanie tytułu.


Bo ogólnie musicie wiedzieć, że w Resonance: A Plague Tale Legacy Sophii w przygodzie najczęściej towarzyszy Leni, młoda złodziejka i zarazem najbliższa osoba naszej protagonistki. Przy czym nie jest to po prostu biegająca za nami postać. Leni w sposób naturalny reaguje na świat, sytuacje, a nawet na wiele przedmiotów, z którymi wchodzimy w interakcję. Co więcej, dziewczyna jest wręcz niezbędna i pomaga w późniejszym czasie rozwiązywać także łamigłówki środowiskowe, które stanowią testy w podziemiach wyspy Minotaura.


Ogólnie to chemia pomiędzy dziewczynami jest fantastyczna, a ich relacja w moim odczuciu stanowi główną siłę tytułu. Ciągła wymiana słów, rzucane od czasu do czasu żarty i spostrzeżenia dotyczące przemierzanych miejsc praktycznie nie ustają. Jedynie mógłbym przyczepić się do podpowiedzi Leni, z których możemy skorzystać w chwili, gdy jakaś zagadka daje nam bardziej w kość. Często nie są one rzeczowe i niestety nie wprowadzają niczego, czego sami byśmy się już nie domyślili. Ale jest to naprawdę drobny szczegół i po prawdzie często zapominałem, że mam możliwość skorzystania z podpowiedzi.


Niestety, a może właśnie stety, gra potrafi zaskoczyć pod względem niektórych zwrotów fabularnych i by nie zdradzać więcej sekretów, które mam nadzieję odkryjecie już sami, napiszę jedynie, że Sophia posiada wyjątkową zdolność zaglądania w wydarzenia z przeszłości, zatem fabuła coraz bardziej zaczyna rozgrywać się w dwóch różnych okresach historycznych. Jako że tytuł zajmuje około 17 godzin, naprawdę zachęcam, by doświadczyć go na własnej skórze, bo czytając przewodniki, łatwo popsujecie sobie zabawę.

Koniec ukrywania, czas chwycić za miecz

Ale jak ma się tak naprawdę rozgrywka względem poprzednich odsłon? Sophia w przeciwieństwie do Amicii nie jest bezbronną nastolatką. To wyćwiczona i doświadczona wojowniczka, która w razie potrzeby nie boi się dobyć ostrzy. Konfrontacji nie ma jakoś specjalnie wiele i tak naprawdę wszystko zależy od danego etapu przygody, jednocześnie walki ładnie przecinają eksplorację i zagadki środowiskowe, dzięki czemu przez cały czas rozgrywka raczej się nie nudzi. Owszem, sama mechanika walki nie należy do specjalnie trudnych i dość szybko jesteśmy w stanie wykupić zdolność, która jeszcze ją ułatwia – mam tu na myśli blokowanie nawet śmiertelnych ataków. Ale mimo wszystko czerpałem z niej przyjemność.


Jeśli natomiast chodzi o rozwój bohaterki, to nie można tutaj powiedzieć, że mamy do czynienia z rozbudowanym RPG, co zresztą mocno zaburzyłoby w moim odczuciu przygodę. Za niektóre wydarzenia oraz w czasie eksploracji zdobywamy specjalne punkty rezonansu, które możemy potem wydać na zdolności. Fajnym patentem jest to, że po rozwinięciu całej ścieżki jesteśmy w stanie przełączać ostatnią zdolność – która dzieli się na dwie odnogi – według potrzeby. Nie musimy zatem wydawać dodatkowych punktów, które z wiadomych względów tonami nie walają się nam pod nogami i są cennym zasobem. A tak, dzięki prostemu rozwiązaniu jesteśmy w stanie określić już na początku całkiem sensowny build.


Niektóre pasywne bonusy otrzymujemy za rozsiane po świecie znajdźki. Są to przykładowo bransoletki lub przypinki. Nie do końca przypadło mi do gustu, że w zasadzie kolejne przedmioty jedynie podnoszą daną statystykę – brak mi tu jakiejś większej różnorodności. Natomiast to, co muszę pochwalić, to kwestie estetyczne. Nowe opaski, koraliki i inne ozdobniki faktycznie widać na modelu postaci, a mnie takie szczegóły zwyczajnie zawsze cieszą.


Podstawowym wyposażeniem Sophii są miecz oraz sztylet. Pierwsza broń oczywiście służy dziewczynie do walki w zwarciu, natomiast mniejsze ostrze pozwala jej wykonywać nieco bardziej skrytobójcze akcje. Przykładowo, wytrącając z równowagi przeciwnika, jesteśmy w stanie wykończyć go jednym pchnięciem sztyletu i towarzyszy temu zawsze przepiękna, acz brutalna animacja. W czasie przygody odnajdujemy też nowe miecze, które oferują nieco inne bonusy i możliwości ataku. Te jednak nigdy nie są jakoś specjalnie przesadzone, więc i tak w walce najbardziej liczy się odpowiednie parowanie i robienie uników. Tu jednak podkreślę, że miłośnicy trudnych walk będą raczej rozczarowani, bo te, choć satysfakcjonujące, nie są aż tak wymagające. Ale też nie o nie głównie w grze przecież chodzi.

Sophia, która gdy dorośnie chciała zostać Larą

Mogę was teraz zaskoczyć, ale przez całą rozgrywkę nie opuszczało mnie wrażenie, że Resonance: A Plague Tale Legacy mocno korzysta z dobrodziejstw najbardziej znanych gier przygodowych akcji. Bo i z jednej strony mamy tutaj dynamiczne walki z wrogami, a z drugiej przez długi czas przedzieramy się przez świątynie w poszukiwaniu odpowiedniej ścieżki. Musimy się przy tym wspinać, przeskakiwać nad urwiskami, uciekać przed zagrożeniami czy też przeciskać i przeczołgiwać się przez wąskie przejścia. Przyznaję, w natłoku gier z otwartymi światami było to dla mnie doznanie bardzo odświeżające, wręcz nostalgicznie przypominające najlepsze czasy Prince of Persia czy Tomb Raidera. No jasne, że Sophia nie biega po ścianach niczym książę i nie jest tak wygimnastykowana jak Lara. Ale w bardzo naturalny sposób korzysta z wiedzy przekazanej jej przez kultowe już postacie.


Podobały mi się również zdobywane w czasie przygody przedmioty, takie jak hak z liną, które jeszcze bardziej poszerzały możliwości bohaterki. Co ciekawe, haka można używać także w czasie walki, co pozwala przykładowo przyciągnąć do siebie przeciwnika i zadać mu krytyczny atak sztyletem. Dodatkowo dochodzą do tego porozrzucane butelki czy też bronie po zabitych wrogach. Je również możemy stosownie wykorzystać, a jedna z umiejętności pozwala nam nawet nosić taki dodatkowy przedmiot, którym później możemy przykładowo rzucić w szarżującego na nas napastnika.


Zagadki środowiskowe także dają radę. Sporo z nich zostało wplecionych w inną mechanikę, którą jest przeglądanie dziennika ojca. Przypomina to nieco motyw z Uncharted, w którym do rozwiązania niektórych zadań korzystaliśmy właśnie z dziennika, co pozwalało nam chociażby zobaczyć kolejność wciskanych znaków na zapadniach czy odpowiednie ustawienia części posągu. No właśnie, podobnym patentem uraczyli nas twórcy Resonance: A Plague Tale Legacy. Bardzo fajna rzecz, która dodaje grze jeszcze więcej immersji.


Z ostatnich na uwagę zasługuje specjalny, kulisty, starożytny klucz, który służy Sophii do uruchamiania większości zagadek. Z czasem odblokowujemy jednak jego kolejną funkcję, która oczywiście pozwala nam rozwiązywać coraz to trudniejsze łamigłówki. Mam tu na myśli możliwość podświetlania za pomocą kuli obiektów, gdy stoimy w jasnym świetle. Dzięki temu jesteśmy w stanie zobaczyć ukryte dla naszych oczu symbole lub połączenia. Niby nic odkrywczego, ale naprawdę działa. Ogólnie to zagadki nie są przegięte i po chwili zastanowienia byłem w stanie je raczej rozwiązać, ale niektóre potrafią zająć nieco czasu i oczywiście im dalej zanurzamy się w podziemia wyspy Minotaura, tym napotykamy na trudniejsze wyzwania.

Gra nadszarpnięta zębem czasu?

Dla płynności tekstu chciałbym w tym miejscu napisać, że największą trudność sprawiają błędy techniczne. Ale muszę uspokoić, bo tych jest naprawdę niewiele. Tak naprawdę największym okazał się błąd z jednym przedmiotem, który jednak według moich informacji został już naprawiony, więc go nie uświadczycie. Kilka razy zdarzyło mi się w głupi sposób zablokować na obiekcie, a w czasie walki kamera nie zawsze działała na moją korzyść. Można by się przyczepić do tego, że nie zawsze wiadomo, gdzie należy podążać, ale do takich wniosków dojdą raczej osoby, które przywykły do prowadzenia w grach za rączkę. Resonance: A Plague Tale Legacy raczej tego nie robi, no powiedzmy, że robi to połowicznie, bo jednak posiadamy już wspomniany dziennik. Ale mimo wszystko twórcy węszenie za przedmiotami i poszukiwanie przejść pozostawili graczom. Co bardzo mnie ucieszyło.


Sporadycznie, ale to dosłownie kilka razy, zauważyłem też wyraźny spadek klatek, głównie podczas walki, jednak nie było to odczuwalne na tyle, by popsuć mi wrażenia z przygody. Bo muszę uczciwie napisać, że choć bardzo bym chciał wyszukiwać wszelkich baboli, to jestem faktycznie zaskoczony poziomem wykonania tytułu. Owszem, może i nie jest to szczyt osiągnięć technicznych, ale gra wygląda i działa naprawdę ładnie.


Przy czym powiedzenie "ładnie" to z mojej strony mocny eufemizm. Gra pod względem audiowizualnym stoi na naprawdę solidnym poziomie. Jak już pisałem, ukończenie tytułu zajmuje mniej więcej 17 godzin, ale w moim przypadku czas spędzony w poszczególnych lokacjach mocno się wydłużał. Nie za sprawą trudności wyzwań czy problemów technicznych, ale właśnie za sprawą pięknych lokacji i modeli postaci, które często podziwiałem w trybie fotograficznym.


Na uwagę w moich oczach, a raczej uszach, zasługuje również przepiękna i bardzo nostalgiczna oprawa dźwiękowa, za którą odpowiada ponownie Olivier Deriviere, któremu tym razem towarzyszy żeński chór Amalgamation Choir – zaprawdę powiadam wam, jest to przepiękna współpraca. Ścieżka czerpie inspiracje z greckich i cypryjskich tradycji muzycznych, które idealnie podkreślają starożytny i tajemniczy charakter poszczególnych lokacji. Utworów takich jak Patera, Paradise czy Childhood mogę słuchać bez przerwy – no dobrze, mogę tak słuchać całej płytu. Na koniec wspomnieć wypada również o Annie Demetriou, która ponownie użyczyła Sophii swojego głosu. Aktorka wręcz świetnie oddaje zarówno charakter młodszej Sophii, jak i emocje towarzyszące jej historii. Ale po prawdzie to pozostałe postacie też nie odstają.

Minotaur, który pokonał plagę szczurów

Resonance: A Plague Tale Legacy jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Co prawda orientowałem się mniej więcej, jakie zmiany mają zostać wprowadzone w rozgrywkę. Mimo wszystko nie spodziewałem się, że zostanie mi dostarczona tak piękna i emocjonalna historia. Położenie większego nacisku na zręczność i walkę odświeżyło natomiast serię, która bardzo dużo w moich oczach na tym zyskała. Mam też szczerą nadzieję, że to jeszcze nie koniec i jeszcze do świata A Plague Tale powrócimy, bo mam wrażenie, że ma on nam jeszcze dużo do opowiedzenia i zaprezentowania.


Natomiast jeśli bardzo lubiliście nieco skradankowy styl dwóch poprzednich części, to możecie poczuć lekkie rozczarowanie. Co prawda i takie elementy w grze się znalazły, ale nacisk został położony na nieco inne aspekty. Do tego dochodzi kwestia klimatu, który jest po prostu inny. Choć mroku historii nie brakuje, całość stała się z wiadomych przyczyn niemal mistyczna, a elementy mitologii, nawet jeśli nie dosłowne, towarzyszą nam przez całą przygodę. Osobiście taka zmiana narracji mi odpowiadała i zwyczajnie bardziej do mnie trafiła.


Resonance: A Plague Tale Legacy to zatem głównie gra przygodowa, która nie wstydzi się czasem ubrudzić sobie rąk, a raczej miecza akcją. To bardzo dobre połączenie elementów, które wymagają od nas zarówno zręcznych palców, jak i logicznego myślenia. Do tego historia potrafi zaangażować, a chemia pomiędzy postaciami sprawia, że nie sposób ich nie polubić. Jeśli oczekujecie dobrze napisanej przygody w pięknej oprawie, sięgajcie śmiało, tym bardziej, że nie skończycie jej w jeden wieczór – no chyba, że spędzicie przed ekranem cały dzień. Tak czy inaczej, nie będzie to czas stracony.


Grę ogrywałem w wersji na konsolę PlayStation 5. Resonance: A Plague Tale Legacy ukazało się również na komputerach PC oraz konsolach Xbox Series X i Xbox Series S.

Ocena: 8/10

  • Drobne błędy techniczne
  • Mimo wszystko walka z czasem staje się schematyczna
  • Pasywne bonusy tak naprawdę nie mają większego znaczenia
  • Bardzo dobra oprawa graficzna
  • Przepiękna wręcz ścieżka dźwiękowa
  • Chemia pomiędzy postaciami
  • Intrygująca fabuła, która pogłębia wiedzę o znanych wątkach
  • Prosta, acz satysfakcjonująca walka
  • Ciekawe zagadki środowiskowe
  • Eksploracja i sekrety
  • Gra przygodowa akcji w niemal starym stylu
Wróć

Właściciel serwisu: TERG S.A. Ul. Za Dworcem 1D, 77-400 Złotów; Spółka wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego w Sądzie Rejonowym w Poznań-Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, IX Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS 0000427063, Kapitał zakładowy: 41 687 500,00 zł; NIP 767-10-04-218, REGON 570217011; numer rejestrowy BDO: 000135672. Sprzedaż dla firm (B2B): dlabiznesu@me.pl INFOLINIA: 756 756 756