Chiny zaostrzają testy powerbanków. Nowe przepisy mogą wpłynąć na globalny rynek elektroniki
Powerbanki już od dawna przestały być jedynie wygodnym dodatkiem do telefonu. Dla wielu użytkowników są one wręcz niezbędnym elementem podróży i pracy poza domem. Urządzenia znalazły się w centrum uwagi za sprawą nowych przepisów, które wprowadziły Chiny. Rygorystyczne testy mogą podnieść standard ochrony i wpłynąć na globalny rynek elektroniki użytkowej.
Chiny zaostrzają testy powerbanków
Chiny zdecydowały się na wdrążenie nowych, wyjątkowo rygorystycznych norm bezpieczeństwa dla wszystkich powerbanków. Jest to odpowiedź na rosnące obawy związane z licznymi awariami akumulatorów litowo-jonowych, które mogą prowadzić do przegrzania, a w najbardziej skrajnych przypadkach mogą prowadzić nawet do eksplozji urządzenia.
Co zmienia się w samych testach? Okazuje się, że nowe przepisy zakładają testowanie urządzeń w sytuacjach bardziej zbliżonych do prawdziwych sytuacji. Do tej pory wszystko opierało się na procedurach czysto laboratoryjnych. Ujawniono, że najbardziej wymagającym sprawdzianem ma być próba mechanicznego uszkodzenia ogniwa, w tym przebicie go stalową igłą. Mówiąc wprost, chodzi o to by symulacja przypominała jak najbardziej poważne uszkodzenie baterii, które może wynikać np. z upadku czy zgniecenia urządzenia.
Ale to nie koniec. Powerbanki mają być testowane również w warunkach wysokiej temperatury. Testy obejmują umieszczenie urządzeń w komorach grzewczych, w których temperatura wynosi nawet 135 stopni Celsjusza. Ma to sprawdzać stabilność samej konstrukcji i odporność ogniw na tzw. thermal runaway – czyli niekontrolowane wzrosty temperatury wewnątrz baterii.
Koniec ery najtańszych modeli?
Nowe normy mogą bardzo mocno odbić się na rynku, szczególnie w segmencie tanich urządzeń. Jakby nie patrzeć, dla wielu mniejszych producentów spełnienie zaostrzonych wymagań może oznaczać konieczność zaprojektowania urządzeń od podstaw. W praktyce może to doprowadzić do sytuacji, w której część budżetowych modeli może po prostu zniknąć z rynku. Według branżowych szacunków ceny części urządzeń mogą wzrosnąć nawet o kilkadziesiąt procent.
Jeśli chodzi o samego konsumenta, nie musi to przynieść jedynie negatywów. Choć cena może faktycznie wzrosnąć, tak możemy spodziewać się też wzrostu jakości wykonania powerbanków. Podniesie się bowiem nie tylko ich trwałość ale również bezpieczeństwo użytkowania. A to w obecnych czasach jest naprawdę kluczowe.
Świat może pójść śladem Chin
Choć może się wydawać, że to jedynie zmiana przepisów w chinach, ich wpływ może być odczuwalny na całym świecie. Co by nie mówić, Chiny nadal pozostają jednym z najważniejszych centrów produkcji elektroniki użytkowej, a ogromna część powerbanków sprzedawanych na całym świecie powstaje właśnie w tym kraju. Zasadniczo więc, nowe, bardziej rygorystyczne normy mogą stopniowo stać się de facto standardem nie chińskim, a globalnym. Producenci będą zmuszeni projektować swoje urządzenia również z myślą o eksporcie.
Poza tym, biorąc pod uwagę liczne problemy związane z przegrzewaniem się powerbanków oraz wprowadzanymi ograniczeniami dotyczącymi przewożenia ich na pokładzie samolotów, regulatorzy w innych krajach mogą zacząć wprowadzać podobne zasady. Wystarczy tak naprawdę, że chiny udostępnią dane, które będą wskazywały, że nowe przepisy skutecznie ograniczają liczbę awarii.
Nowe przepisy pokazują zatem, że branża zaczyna coraz częściej stawiać bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Omawiane zaostrzenie testów może być jedynie początkiem większych zmian i.. jest to tak naprawdę dobra wiadomość dla samych użytkowników. Dzięki temu nasz ulubiony powerbank, którego używamy do ładowania smartfona i codziennie nosimy go w kieszeni, w torebce czy plecaku nie będzie już stwarzał realnego zagrożenia. Nawet jeśli w praktyce oznacza to nieco wyższe ceny, z dłuższej perspektywy może to być zmiana, na której skorzystają wszyscy.
