Koniec z ciągłym przestawianiem wentylatora? Dyson ma na to bardzo nietypowy pomysł
Pamiętam czasy, gdy ''inteligentny dom'' oznaczał możliwość włączenia światła telefonem. Potem przyszły roboty sprzątające, inteligentne zamki i lodówki przypominające o kończącym się mleku. Teraz Dyson postanowił pójść jeszcze dalej. Jego nowe urządzenie nie tylko oczyszcza powietrze i działa jak wentylator, ale również... szuka użytkownika i kieruje strumień powietrza dokładnie tam, gdzie ten się znajduje. Brzmi jak coś, co mogłoby pojawić się w odcinku ''Black Mirror'', ale to całkiem realny produkt, który właśnie trafił do Polski.
Najwyraźniej nawet wentylatory nie chcą już stać w miejscu
Jest w tym pewien paradoks. Przez dekady to człowiek musiał dostosowywać się do urządzeń. Jeśli wentylator stał zbyt daleko, należało go przestawić. Jeśli powietrze nie docierało do kanapy, trzeba było zmienić jego ustawienie albo po prostu usiąść gdzie indziej.
Dyson najwyraźniej uznał, że to absurd. Find+Follow Purifier Cool wykorzystuje system oparty na 17-punktowej detekcji użytkownika i sztucznej inteligencji, aby wykrywać obecność człowieka w pomieszczeniu i automatycznie kierować do niego strumień oczyszczonego powietrza. Co więcej, urządzenie potrafi śledzić ruch użytkownika, a nawet rozdzielać nawiew pomiędzy kilka osób jednocześnie. Maksymalny zakres oscylacji wynosi aż 350 stopni.
Przyznam, że jest coś jednocześnie fascynującego i lekko niepokojącego w myśli, że siedzę na kanapie, wstaję po kawę, a urządzenie obraca się za mną niczym reflektor na scenie. Z drugiej strony, jeśli ktoś spędza wiele godzin przy biurku lub źle znosi upały, taka funkcja może okazać się zaskakująco praktyczna.
To nie klimatyzacja, choć niektórzy mogą mieć takie wrażenie
Dyson bardzo wyraźnie podkreśla jedną rzecz. Find+Follow Purifier Cool nie jest klimatyzatorem. Nie obniża temperatury w pomieszczeniu, a jedynie generuje silny strumień powietrza mający dawać uczucie chłodu. Producent deklaruje przepływ przekraczający 290 litrów powietrza na sekundę. I właśnie tutaj zaczynają się schody. Pierwsze zagraniczne testy pokazują, że urządzenie bardzo dobrze radzi sobie jako oczyszczacz powietrza, ale jako klasyczny wentylator nie zawsze spełnia wygórowane oczekiwania.
Część recenzentów zwraca uwagę, że efekt chłodzenia jest przyjemny i przypomina naturalny powiew, jednak osoby oczekujące siły typowej dla dużych wentylatorów mogą poczuć pewien niedosyt. W gruncie rzeczy jest to typowe dla produktów Dysona. Firma od lat sprzedaje nie tyle same urządzenia, ile określoną wizję komfortu. Kupując taki sprzęt, płacimy nie tylko za silnik, filtr czy aplikację mobilną, ale również za pomysł, że technologia powinna dostosowywać się do nas.
Oczyszczacz powietrza ma dziś więcej sensu niż jeszcze kilka lat temu
Choć o smogu mówi się obecnie nieco mniej niż przed pandemią, problem jakości powietrza wciąż pozostaje aktualny. Zwłaszcza zimą wiele polskich miast regularnie notuje przekroczenia norm pyłów zawieszonych. Do tego dochodzą alergeny, kurz, sierść zwierząt czy nieprzyjemne zapachy. Nowy Dyson wykorzystuje filtrację HEPA H13 oraz filtr węglowy, mające wychwytywać drobne zanieczyszczenia, alergeny i część lotnych związków organicznych. Urządzenie monitoruje również jakość powietrza i prezentuje dane w czasie rzeczywistym za pośrednictwem aplikacji.
Ciekawie rozwiązano też kwestie prywatności. W czasach, gdy wiele osób reaguje alergicznie na samo słowo ''kamera'', Dyson zapewnia, że analiza obrazu odbywa się lokalnie na urządzeniu i nie prowadzi do zapisywania danych użytkowników. Mimo wszystko podejrzewam, że nie każdy będzie czuł się komfortowo z myślą, że jego oczyszczacz potrafi rozpoznawać obecność domowników.
Nowe nadchodzi coraz bliżej
Najciekawsze pytanie brzmi jednak inaczej. Czy ktoś naprawdę potrzebuje wentylatora, który za nim podąża? Dyson Find+Follow Purifier Cool kosztuje w Polsce około 2899 zł. To kwota, za którą można kupić bardzo dobry oczyszczacz powietrza, porządny wentylator i jeszcze zostałoby trochę pieniędzy na inne domowe gadżety. A jednak mam wrażenie, że wiele osób i tak się na ten sprzęt skusi.
Historia nowych technologii pokazuje bowiem, że funkcje początkowo uznawane za zbędne z czasem stają się czymś zupełnie normalnym. Kiedyś śmialiśmy się z robotów odkurzających. Dziś dla wielu osób są standardowym wyposażeniem mieszkania. Być może za kilka lat podobnie będziemy patrzeć na urządzenia, które wiedzą, gdzie siedzimy i same kierują do nas chłodne, oczyszczone powietrze. A jeśli tak się stanie, Dyson po raz kolejny udowodni, że ma wyjątkowy talent do sprzedawania nam przyszłości, zanim jeszcze zorientujemy się, że jej potrzebujemy.
