Zaprezentowano rozgrywkę z TARAE: The Unbound. Gra może być jednym z największych konkurentów dla Diablo IV
Rynek izometrycznych RPG akcji od lat kojarzy się przede wszystkim z mrocznym europejskim fantasy. TARAE: The Unbound chce jednak podejść do tematu z zupełnie innej strony. Nowa produkcja studia Boundary i firmy KRAFTON przenosi graczy do świata inspirowanego wschodnimi wierzeniami, mitologią oraz folklorem, a zaprezentowany podczas Gamescom 2026 materiał z rozgrywki pokazuje, że twórcy nie zamierzają ograniczyć się wyłącznie do zmiany dekoracji.
Diablo wyrusza na wschód?
Mówiąc prosto TARAE: The Unbound jest grą z gatunku top-down action RPG, w którym obserwujemy wydarzenia z lotu ptaka i mierzymy się z całymi hordami przeciwników. Na pierwszy rzut oka można więc pomyśleć, że mamy do czynienia z kolejną grą, która próbuje wybić się na popularności tytułów takich jak Diablo IV czy Path of Exile. Ale zaraz po włączeniu zwiastuna zauważamy pewne różnice. Boundary, studio założone przez twórców mających doświadczenie przy UNDECEMBER, chce położyć bowiem większy nacisk na bezpośrednie sterowanie postacią, ruch i właściwe reagowanie na zagrożenia, zamiast sprowadzać rozgrywkę wyłącznie do odpowiedniego builda postaci.
Akcja gry rozgrywa się na Taegwido – wyspie powstałej po załamaniu granic sześciu krain. Jest to miejsce w którym przerwany został cykl reinkarnacji, a jego przywrócenie wymaga odnalezienia rozproszonych Źródeł. Za samą katastrofą stoi natomiast wygnaniec Agasa. Twórcy zapewniają, że fabuła będzie czymś więcej niż tylko pretekstem do przemierzania kolejnych mrocznych lokacji. Gracze podczas podróży poznają losy sześciu Poszukiwaczy, których motywacje, przeszłość oraz bagaż karmy stopniowo zaczynają się ze sobą splatać.
Inspiracje wschodnią kulturą są jednym z najbardziej charakterystycznych elementów TARAE: The Unbound. Zamiast kolejnego świata pełnego zamków, gotyckich katedr i piekielnych demonów otrzymamy w zamian świątynie, zniszczone cytadele, tereny wyniszczone wojną oraz stworzenia wywodzące się z mitologii i folkloru Azji Wschodniej. Wśród inspiracji pojawiają się również koncepcje Pięciu Żywiołów, Yin i Yang, karmy oraz reinkarnacji. Czyli po prawdzie tak samo tylko tym razem estetyka połechta fanów azjatyckich klimatów.
Sześć klas postaci do wyboru
Jedną z najważniejszych decyzji podczas rozpoczęcia przygody będzie wybór jednej z sześciu klas. Twórcy nie chcieli jednak po prostu zaprezentować standardowego wojownika, maga czy łotrzyka i nadać im bardziej orientalnego wyglądu. Poszczególne postacie zostały zainspirowane historycznymi profesjami oraz tradycjami Wschodu. Wśród nich znajdują się między innymi samuraj, Chakhogapsa wykorzystujący broń palną i pułapki, wojownik Tugwi, Kunoichi, szamanka Mansin oraz Geomancer władający energią Pięciu Żywiołów. Każda klasa otrzyma własny system umiejętności i odmienny zasób wykorzystywany podczas walki. Samuraj może przykładowo przełączać się pomiędzy różnymi stylami walki, natomiast Chakhogapsa stawia na broń palną, pułapki oraz pomoc zwierzęcych towarzyszy. Geomancer kontroluje natomiast pole bitwy przy pomocy żywiołów, a inne klasy korzystają z technik walki wręcz, mistycyzmu czy nadprzyrodzonych zdolności.
Istotny będzie oczywiście rozwój bohatera. Umiejętności klasowe można łączyć z cechami, zdolnościami pasywnymi oraz wyposażeniem, tworząc tym samym własny styl gry. System progresji wykorzystuje przy tym wspomniane już Yin i Yang, Pięć Żywiołów oraz karmę. Na papierze brzmi to jak interesująca próba połączenia klasycznych mechanizmów RPG z systemem mocniej wplecionym ze światem przedstawionym. Mam szczerą nadzieję, że dobrze wyjdzie to w praniu, bo choć nie przepadam za takimi grami to ta zdołała mnie już zainteresować.
Co jeszcze wiemy z pokazu? Bossowie mogą okazać się jednym z najmocniejszych punktów produkcji. Nie chodzi wyłącznie o posiadanie odpowiednio mocnej postaci i zadawanie jak największych obrażeń. Gracz będzie musiał nauczyć się schematów ataków przeciwnika, rozpoznawać zmiany zachodzące na arenie, wykonywać uniki i wykorzystywać właściwy moment do kontrataku. Twórcy zapowiadają ponad 80 rodzajów potężnych przeciwników, inspirowanych wschodnim folklorem.
Widać również, że gra może wymagać większej precyzji niż sugeruje sama perspektywa kamery. Podczas testów Gamescom zwracano uwagę między innymi na konieczność odpowiedniego pozycjonowania, zarządzania wytrzymałością oraz wykonywania uników w odpowiednim momencie. W przypadku jednej z klas korzystającej z broni palnej pojawia się nawet ręczne przeładowywanie, przez co wyczerpanie amunicji. Do starć będzie trzeba zatem podchodzić nieco taktycznie, a nie tylko czekać aż załadują się nam potężne umiejętności.
TARAE: The Unbound może okazać się czarnym koniem gatunku
Trzeba przyznać, że oprawa TARAE: The Unbound również wyróżnia się na tle wielu przedstawicieli gatunku. Zamiast kopiować klasyczny obraz dark fantasy, Boundary buduje własną mieszankę piękna i brutalności. Spokojne świątynie sąsiadują ze zniszczonymi terenami, ulicami opanowanymi przez zjawy i pozostałościami dawnych cywilizacji.
Na ten moment nie znamy jednak daty premiery. Wiemy natomiast, że TARAE: The Unbound zmierza na konsole PlayStation 5, Xbox Series X i Xbox Series S oraz na komputery PC – wersja komputerowa trafi na Steam. Według zapowiedzi produkcja będzie oferowała zarówno rozgrywkę dla jednego gracza, jak i tryb sieciowej współpracy, choć szczegóły dotyczące kooperacji pozostają jeszcze mocno szczątkowe. Na szczegóły dotyczące premiery, modelu dystrybucji czy wymagań sprzętowych trzeba jeszcze poczekać. Na razie TARAE: The Unbound wygląda przede wszystkim jak próba znalezienia własnego miejsca w bardzo zatłoczonym gatunku. Jeśli twórcom dowiozą gra może okazać się czymś więcej niż kolejnym klonem Diablo. Na razie warto być czujnym i obserwować rozwój wydarzeń.
