Starfield - recenzja. Twoja własna odyseja kosmiczna

Data dodania: 06-05-2026

Kto z was nie spędził setek godzin na przemierzaniu pustkowi w Fallout 4 i nie polował na smoki w Skyrim, niech pierwszy rzuci kamieniem. No cóż, ja w obu przypadkach odpowiadam twierdząco, więc nie rzucę. Pomimo licznych błędów w światach wykreowanych przez studio Bethesda, za każdym razem bawiłem się w nich naprawdę dobrze. Nie inaczej było w Starfield, gdy jeszcze debiutował na konsolach Xbox. Czy była to przygoda idealna? Bynajmniej. Czy powróciłem do gry, gdy ta zadebiutowała na PS5? Oczywiście. Sprawdźmy zatem, czy warto ponownie wykonać skok w nieznane.

Nieskończone pole gwiazd

Jest coś niesamowitego w światach, które od lat kreuje Bethesda. I nie, nie mam tutaj na myśli licznych błędów technicznych, które faktycznie w ich grach są wręcz znamienne. Nie chodzi także o główne wątki fabularne, bo te najczęściej przyćmiewają zadania i aktywności poboczne. Chodzi o wolność wyboru i poczucie faktycznej eksploracji. Uczestniczenia — ba, nawet życia — w danym uniwersum i wręcz przytłaczającą liczbę rzeczy do odkrycia.


Starfield pod tym względem wcale nie odstaje od pozostałych gier studia i niech nikt nie próbuje wmówić wam inaczej. Oczywiście kwestią sporną pozostaje sam kosmiczny setting, który jednym może się podobać, a pozostałym wręcz przeciwnie. Bez udawania należy też powiedzieć, że pod względem wykonania niektórych elementów — jak chociażby dialogów — tytuły Bethesdy są już leciwe i słusznie nazywane drewnem. Ale mimo wszystko od lat czuję nieukrywaną radość z odkrywania kolejnych lokacji, spotykania ciekawych postaci niezależnych czy nawet usprawniania ekwipunku.


Jednocześnie należy szczerze przyznać, że Starfield przy swoim debiucie nie był taki, jak go malowano. Przemierzanie gwiazd co chwila łamane było poprzez ekrany doczytywania i gdzieś po drodze twórcy najwyraźniej zapomnieli, co tak naprawdę oznacza wolność. I tak minęły prawie trzy lata. Bethesda oczywiście po drodze próbowała odmienić wizerunek swojej gry, wydając pomniejsze łatki i fabularny dodatek Shattered Space, ale spójrzmy prawdzie w oczy — na niewiele się to zdało. Nastąpił jednak niespodziewany (no, powiedzmy) zwrot akcji, w którym na ratunek gwiezdnej przygodzie przyszła konkurencyjna konsola. Czy Starfield w wydaniu na PlayStation 5 to w końcu gra, na którą fani science-fiction czekali?

Gra Starfield w naszej ofercie:

Problemy przy starcie

Nie byłby to pierwszy przypadek w branży. Pozwolę sobie przypomnieć chociażby inną kosmiczną grę — No Man’s Sky, która, delikatnie mówiąc, na premierę nie świeciła. A dziś? Tytuł jest wręcz gigantycznych rozmiarów, a twórcy nie zamierzają się zatrzymywać. Oczywiście mówimy tutaj o zupełnie innych podejściach do biznesu i wątpliwym jest, by Bethesda nagle zaczęła wypuszczać wielkie poprawki za darmo. Nie ma się nawet co łudzić. Jednocześnie mam cichą nadzieję, że Starfield będzie kolejnym ich tworem, w którym będziemy przeżywać przygody przez lata i — cokolwiek by nie powiedzieć — pierwsze kroki już w tym kierunku postawiono. Może i nie tak ważne dla ludzkości jak te na Księżycu, ale podobnie odczuwalne dla graczy.


Zanim jednak uruchomię ponownie silniki, zatrzymajmy się na moment przy najbardziej kontrowersyjnej kwestii, która nadal towarzyszy debiutowi Starfielda na nowej platformie. Wielu graczy informuje o wysypywaniu się gry co kilka lub kilkanaście minut rozgrywki. Ogrywałem swoją kopię na bazowej wersji PlayStation 5, często spędzając w niej nawet kilka godzin na jednym posiedzeniu. Przez ten czas gra wysypała mi się do panelu konsoli zaledwie dwa razy. Co prawda z grami tak już po prostu bywa — nie każdy gracz napotka na ten sam problem. Jednocześnie nie sądzę, bym miał aż tak duże szczęście, bo inne wskazywane błędy jak najbardziej znalazłem. Więc jak widać, z tym bywa po prostu różnie.


Zaczęliśmy od błędów, więc jeszcze przy nich pozostańmy. Bo tak — pomimo mojej sympatii do gry, muszę przyznać, że nadal jest ich całkiem sporo. Starfield potrafi mocno przyciąć, głównie w zaludnionych miastach. Jest to o tyle ciekawe, że po prawdzie wiele postaci na ulicach tworzy sztuczny tłum i gdyby je wyciąć, nikt by za nimi nie tęsknił. Przy sporej liczbie miejsc do odwiedzenia i faktycznie ważnych dla zadań pobocznych NPC-ów nie zrobiłoby to też takiej różnicy, a gra (przynajmniej w teorii) mogłaby działać płynniej.


Już tradycyjnie, jak to w grach Bethesdy, napotkamy na problemy typu kręcących się lub wpadających w obiekty postaci — w tym również wrogów. Bywa, że przycisk odpowiadający za interakcję w czasie misji nagle odmówi posłuszeństwa i będziemy zmuszeni podchodzić do danego obiektu kilka razy. Lewitujące bronie po pokonanym przeciwniku? Są, a jakże. Niedoczytujące się lub dziwne tekstury? Oczywiście. Co do tych ostatnich — w moim przypadku jedna z ważnych postaci przez kilka godzin miała twarz zupełnie innego koloru od reszty ciała i przez to trudno było mi traktować ją poważnie. Na szczęście wszystkie te problemy występowały na tyle sporadycznie, że wręcz bawiły, a nie psuły mi doświadczeń płynących z — bądź co bądź — olbrzymiej gry. Natomiast w żaden sposób nie zamierzam twórców tutaj tłumaczyć, bo po trzech latach od wydania gry nie powinno to mieć miejsca.

Engage!

Wreszcie możemy odpalać. Niewątpliwie tym, co najbardziej cenię w Starfield, jest samo poczucie odkrywania i eksploracji. Złośliwi powiedzą, że nie każda planeta jest przepełniona aktywnościami i niektóre z nich sztucznie zapychają galaktykę. Po części to prawda, ale osobiście uważam, że właśnie w tym tkwi cały urok — nigdy nie wiemy, co tak naprawdę nas spotka. Nie zawsze musi to być wielka kosmiczna batalia, zaginieni naukowcy czy opuszczona stacja. Do poczucia świata przedstawionego czasami wystarczy, cóż… po prostu być. Ale zupełnie na poważnie — faktycznie odczuwam przyjemność nawet ze skanowania fauny i flory na bardziej zapomnianych planetach.


Ogólnie wolne tempo rozgrywki to jeden z częstych zarzutów kierowanych w stronę Starfielda. Mi to wręcz pasuje, ale jednocześnie otwarcie przyznaję, że wychowywałem się na starych japońskich RPG-ach, więc ślamazarne rozkręcanie się fabuły nie jest mi obce. Uważam, że wolne wprowadzenia mają swój urok i pozwalają lepiej zagłębić się w dane uniwersum — że tak powiem — poczuć je na własnej skórze. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy wolą od razu wskoczyć w tryb bojowy i postrzelać, ale zwyczajnie nie jest to gra tego typu.


Choć walki oczywiście w Starfield nie brakuje. Wszystko tak naprawdę zależy od tego, gdzie pokierujemy swoje kroki lub statek. Samo strzelanie jest naprawdę przyjemne, o ile tylko pozostaniecie w trybie pierwszej osoby. Choć uwielbiam w grach widzieć swoją postać (dlatego na potrzeby zrzutów zwykle wybieram taką opcję), tak przywykłem do tego, że Bethesda po prostu nie potrafi tego poprawnie opracować. Zatem i wam polecam dla świętego spokoju spoglądać na świat gry z oczu bohatera. Nieco odmiennie wygląda sprawa kosmicznych starć, w których kokpit statku potrafi przeszkadzać. Jest to zupełnie subiektywne odczucie i fani symulatorów najpewniej wybiorą taki widok, ale sam preferowałem w tym przypadku bardziej zręcznościowe podejście z widokiem mojego statku.


Jeszcze co do samej eksploracji — po aktualizacji wiele ekranów wczytywania faktycznie ze Starfielda wyleciało. Co więcej, dodano możliwość chodzenia po statku po wyznaczeniu kursu i choć można pomyśleć, że jest to małe usprawnienie, to wprowadza naprawdę sporo do samej rozgrywki. W czasie lotu możemy rozmawiać z załogą czy chociażby usprawniać sprzęt. Warto przy tym dodać, że świat gry nie stoi w miejscu i przykładowo w czasie lotu mogą zaatakować nas piraci. Dzięki temu zwyczajnie zyskujemy większe poczucie realizmu, a właśnie tego w pierwotnej wersji brakowało.

Bogactwo Starfielda

Starfield nigdy nie był małą grą, a nowa aktualizacja, która zbiegła się z premierą gry na PS5, jeszcze mocniej rozbudowuje to ciekawe uniwersum. Pisałem już o nowym systemie podróży, który pozwala w czasie rzeczywistym przemieszczać się po pokładzie statku. Jednak na tym się nie kończy. Do gry trafiło także drugie fabularne rozszerzenie o nazwie Terran Armada, które wprowadza nową robotyczną frakcję oraz towarzysza. Choć DLC nie świeci jasnym blaskiem pod względem historii i ogólnie jest średniawe, to dokłada do puli czasu kolejne kilka godzin zabawy.


Nie zabrakło również usprawnień w znanych już mechanikach. Do gry trafił nowy surowiec X-Tech, który szczególnie pomaga w późniejszych etapach rozgrywki. Dzięki niemu jesteśmy w stanie jeszcze bardziej ulepszać nasz ekwipunek oraz statek, nadając częściom unikalne właściwości. Podróżników takich jak ja zapewne ucieszy dodanie nowego pojazdu — tzw. Moon Jumpera, który może i rewolucji nie robi, ale sprawdza się naprawdę dobrze. Lekkich usprawnień doczekały się również nasze placówki, które od teraz mogą dzielić dobra w magazynach — wszyscy wiemy, jak było to wcześniej upierdliwe.


Co więcej? Oczywiście nowe lokacje, przedmioty oraz postacie, które możemy zrekrutować. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj stacja Anchorpoint, która znajduje się daleko od głównych systemów, a stanowi ciekawe miejsce zarówno do odpoczynku, jak i nowych przygód. Pomniejszych nowości jest naprawdę dużo, ale z tych faktycznie istotnych warto jeszcze wspomnieć o trybie New Game Plus, dzięki któremu będziecie mogli ponownie rozpocząć przygodę z zachowaniem niektórych dóbr. Co ciekawe, nie jest to wyłącznie reset rozgrywki, a w założeniu zmiana całego uniwersum, w którym niektóre wydarzenia mogą wyglądać zupełnie inaczej.

Kosmos… ostateczna granica

Czy Starfield to ładna gra? Zależy tak naprawdę, kogo zapytacie. Modele postaci nadal są sztywne i zachowują swoją kanoniczną wręcz drętwotę. Oczywiście, biorąc pod uwagę poprzednie gry studia, i tak przeszły one sporą metamorfozę i są dużo dokładniejsze. Nadal jednak gra pozostawia wiele do życzenia w tej kwestii i przyznaję, że pod tym względem bardziej podobał mi się nieco mniej realistyczny styl w The Outer Worlds 2.


Natomiast jeśli chodzi o eksplorację, to tu faktycznie Starfield potrafi zabłysnąć. Nie chodzi nawet o wykonanie lokacji pod względem technicznym — estetyka i klimat niektórych planet, stacji kosmicznych czy wrogich baz dają poczucie świata, który faktycznie opiera się bardziej na nauce niż fikcji. Zresztą stąd określenie NASA-punk, którego twórcy używają w odniesieniu do swojego dzieła. Osobiście uważam, że obecnie pod tym względem Starfield nie ma za bardzo konkurencji.


Na zakończenie pozostawiłem oprawę muzyczną, która w Starfield bardzo mocno odpowiada za atmosferę. Jeśli nie mieliście styczności z grą przy jej debiucie, ale jesteście wielkimi fanami gatunku RPG, to tego pana nie muszę wam nawet przedstawiać. Inon Zur jest już wręcz kultowym kompozytorem, którego utwory od lat towarzyszą nam w przygodach. By wspomnieć chociażby o seriach takich jak Syberia, EverQuest czy Fallout — ale to byłoby za mało. Artysta odpowiada za liczne projekty, które na stałe zagościły w sercach fanów na całym świecie i nie inaczej jest ze ścieżką dźwiękową do Starfielda. Charakterystyczne ambienty Zura wręcz idealnie wkomponowują się w estetykę kosmicznego uniwersum.

Czy to Starfield, na jaki zasługujemy?

Nowa wersja Starfield galaktyki nie podbije. A przynajmniej nie zrobi tego, jeśli nie podobała się wam wersja gry w dniu premiery. Nowa aktualizacja i debiut na PS5 nie są rewolucją, ale stanowią ewolucję, której gra naprawdę potrzebowała. Omawiana wersja poprawia największe bolączki oryginału i w końcu możemy powiedzieć, że tak to powinno wyglądać w dniu premiery. 


Mimo wszystko przed Bethesdą jeszcze daleka droga i studio musi się nieźle napocić, by zmienić postrzeganie graczy. A niestety liczne błędy techniczne nie są ku temu najlepszym punktem wyjścia. Czy zatem warto zagrać? Krótko - tak. Zwłaszcza jeśli nie posiadacie konsoli Xbox Series X lub mocnego komputera gamingowego, a na grę czekaliście. To najlepsza okazja, by poznać kolejne, gigantyczne — tym razem na galaktyczną skalę — uniwersum znanego studia. No i ogólnie jedna z ciekawszych gier sci-fi ostatnich lat. Ten ocean gwiazd stoi przed wami otworem i możecie w nim wręcz utonąć, jeśli tylko dacie mu szansę.

Ocena: 8/10

  • Nadal sporo błędów technicznych
  • Niektóre zadania poboczne bywają nudne
  • Nieintuicyjne zarządzanie ekwipunkiem
  • Poczucie eksploracji
  • Ciekawa historia (głównie wątki frakcji)
  • Rozbudowana personalizacja postaci
  • NAPRAWDĘ wiele do zrobienia
  • Satysfakcjonujący system strzelania
  • System modyfikacji sprzętu i budowy statku
  • Wiele możliwości i wyborów
  • Liczne zmiany i większa zawartość
Wróć

Właściciel serwisu: TERG S.A. Ul. Za Dworcem 1D, 77-400 Złotów; Spółka wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego w Sądzie Rejonowym w Poznań-Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, IX Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS 0000427063, Kapitał zakładowy: 41 687 500,00 zł; NIP 767-10-04-218, REGON 570217011; numer rejestrowy BDO: 000135672. Sprzedaż dla firm (B2B): dlabiznesu@me.pl INFOLINIA: 756 756 756